Z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem rozmawia Tomasz Żółciak
Zna pan ten żart: „Kto wygra wybory? Koalicjant PSL”? Czy w głosowaniu w 2023 r. też tak będzie?
Reklama
Pewne jest to, że jesteśmy po jasnej stronie mocy i że partie demokratyczne nie stworzą bez nas rządu. Jako że nie ma wśród nas drugiej formacji centroprawicowej, właśnie my możemy powalczyć o głosy wyborców odchodzących od PiS. Mogą albo zagłosować na nas, albo w najlepszym wypadku zostać w domach.
Możliwa jest koalicja PSL z partią Jarosława Kaczyńskiego? Bo niektórzy w PiS tak sądzą.
To wykluczone. Wiele razy o tym mówiłem. Może chodzi im po głowie kłusowanie, czyli podbieranie posłów.
A jest pan pewien, że nikt się nie skusi, jeśli PiS zacznie nęcić intratnymi posadami?
Tylko gdzie są teraz ci politycy, którzy zdecydowali się pójść z PiS? Jakie mają znaczenie? Za co odpowiadają? Myślę, że poważnym ludziom coś takiego nie przystoi.
PiS już wielokrotnie pokazał, że jest w stanie sporo zaoferować, byle tylko utrzymać większość w Sejmie.
Nie sądzę, by w atmosferze ogromnej społecznej niechęci do tej partii jeszcze ktoś chciał się pokusić o rządowe apanaże. Byłoby dla mnie dużym zaskoczeniem, gdyby ktoś z klubu Koalicji Polskiej – PSL odszedł i chciał zagościć w rządzie czy w PiS na stałe.
Wykluczając współpracę PiS, traktuje pan partię Kaczyńskiego jak Nową Lewicę, z którą też współpracować nie chcecie.
To prawda, że nie chcemy startować z Nową Lewicą, ale po prostu nie chcemy robić czegoś, co jest nieskuteczne. Już raz zawiązaliśmy przed wyborami wspólną listę – w 2019 r. – i to się nie sprawdziło. Kiedyś SLD nie miało w sobie pierwiastka rewolucji światopoglądowej i obyczajowej, a dla Nowej Lewicy to praktycznie temat numer jeden. I to oczywiście jej wybór. Możemy współpracować przy ustawach czy sprawach gospodarczych, lecz Polacy powinni móc zdecydować – wybrać nurt poszanowania tradycji chrześcijańskiej czy postawić na inną drogę.
Jeśli PiS zmieni ordynację wyborczą do Sejmu, zwiększając liczbę okręgów z 41 do 100, wówczas może pan nie mieć innego wyboru, jak tylko dołączyć do wielkiego bloku opozycji.
Ale czy w Sejmie znajdzie się większość popierająca takie rozwiązania? Nie wierzę, by ktokolwiek z opozycji zagłosował za zmianą ordynacji w kształcie proponowanym przez PiS. A jaki interes w głosowaniu „za” ma partia Zbigniewa Ziobry czy posłowie niezależni, a wspierający rząd? Przecież to byłoby zgodzenie się na coś, co może ich wyeliminować z parlamentu. Ziobrę można posądzić o różne rzeczy – o niechęć do pieniędzy europejskich czy niszczenie wymiaru sprawiedliwości – lecz nie o to, że będzie chciał działać na własną szkodę. Inną rzeczą jest ocena takiego postępowania – zmienianie ordynacji, by utrzymać się przy władzy.
Rozmawia pan z pozostałymi liderami opozycji o wariantach wspólnej listy czy odłożyliście temat na okres bliższy wyborom?
To pytanie powraca tylko w rozmowach z dziennikarzami. Bo podczas spotkań z nami ludzie pytają o inne rzeczy. Dlaczego jest drogo? Co z dopłatami dla tych, którzy ogrzewają domy za pomocą kaloryferów elektrycznych? Co ze zbożem z Ukrainy? Co z refundacją leków, np. na choroby rzadkie. Nikt nie pyta, czy będzie jedna lista opozycji, dwie czy pięć. Ja już dawno przedstawiłem koncepcję – potwierdzoną empirycznie, choćby podczas wyborów w Czechach – że dwie listy dadzą nam sukces, pięć list to wygrana PiS, a jedna wspólna lista to brak wyrazistości i tożsamości, co część partii może kosztować utratę milionów głosów.
Te dwie listy to: PO z Nową Lewicą oraz PSL, Polska 2050 Hołowni i Porozumienie Gowina?
Tak byłoby najrozsądniej. PO od kilku lat skręca w lewo. I dobrze robi, bo tak skręcili jej wyborcy. My jesteśmy centroprawicą. Polska 2050 to nowy byt, który dopiero się kształtuje, ale już widać, że podobnie patrzymy na pewne sprawy. Potrzebny jest blok, który nie będzie miał tak lewicowych poglądów. Tę propozycję chcemy złożyć 2 mln wyborców, którzy w 2015 r. i 2019 r. głosowali na PiS, ale nie są zagorzałymi zwolennikami tej partii, bo się nią rozczarowali. To ludzie, którzy z jednej strony wyznają tradycyjne wartości, ale z drugiej nie chcą skłócania nas z UE, kolesiostwa i dziadowskiego zarządzania państwem.
Jeśli pan dogada się z Hołownią i Gowinem, a PO oraz Nowa Lewica pójdą osobno, może to przynieść porażkę opozycji?
Jeśli jakaś partia nie czuje się dobrze w danej konfiguracji, to nie może w nią brnąć, bo stanie się niewiarygodna. Ale to nie oznacza od razu rozłamu. Obecnie jest szansa na odnowienie paktu senackiego – wspólnie z innymi liderami opozycji ustaliliśmy, że pierwszeństwo startu będą mieli ci senatorowie, którzy już zasiadają w izbie. Bo, jak widać, sprawdzili się w boju i nie ulegli pokusie przejścia na stronę PiS.