Polska broń przyszłości. Tajemnica potęgi Warmate 50 niepokoi nawet Rosjan

warmate, dron
Dotychczas na froncie sukcesy odnosił najmniejszy model Warmate. Teraz nadchodzą jego ciężkie wersje./PAP
Polska firma opracowała potężną broń, która o kilka klas wyprzedza to, co obecnie przeciwko Ukrainie stosuje Rosja. Prawdziwy potwór, zdolny razić wielkie cele na dalekim zapleczu przeciwnika, za tydzień ma ujrzeć światło dzienne, ale już dziś eksperci nie mają wątpliwości, że to będzie przełom. Nadchodzą Warmate-50, wraz z mniejszym bratem: Warmate-20.

Z chwilą rozpoczęcia wojny na Ukrainie, sukcesy na tamtejszym froncie zaczęła święcić polska amunicja krążąca, czyli pociski Warmate. To pierwsze tak dobrze znane dziecko Grupy WB Electronics okazało się strzałem w dziesiątkę, a wspierane przez drony zwiadowcze Fly Eye, tej samej firmy, rozsławiły polskiego producenta na cały świat.

Polska firma tworzy superbroń

Firma nie spoczęła jednak na laurach i po cichu, ciesząc się, że Warmate tak dobrze sprawdza się w atakowaniu rosyjskich wojsk, zaczęła pracę nad czymś większym, a efektem tych prac była kolejna wersja Warmate, czyli Warmate-5. Ten nieco większy dron-kamikaze, wyposażony już w głowicę o wadze 5 kilogramów, jest w stanie atakować o wiele większe cele i siać prawdziwe zniszczenie. Ale jak się okazuje, WB Electronics nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Szykując się do najbliższych, rozpoczynających się już za tydzień targów w Kielcach, zapowiedziała prawdziwą rewolucję.

Pokazać ma tam dwa swe najnowsze cudeńka, czyli o wiele cięższe wersie dronów Warmate, tym razem z oznaczeniami 20 i 50. I choć na razie szczegóły techniczne tych urządzeń owiane są mgłą tajemnicy, eksperci nie mają wątpliwości, że będą to prawdziwie potężne maszyny zniszczenia.

- Warmate 20 i Warmate 50 – liczby wskazują na masę głowicy uderzeniowej, a to pokazuje rozwój tych systemów. Głowica ważąca 50 kilogramów, to jest nieco więcej, niż irańskie drony Shahed. I widać po tym, że przechodzimy już z obszaru bezzałogowców przeznaczonych do niszczenia mniejszych celów, do dużych gabarytów. Widać ewolucję, od głowicy ważącej nieco ponad 1 kilogram, poprzez 5-kilogramową, aż do 20 i 50 kilogramowych – wyjaśnia w rozmowie z Forsalem Mariusz Cielma, redaktor naczelny Nowej Techniki Wojskowej.

Polska atakuje z nieba Sztuczną Inteligencją

O dronie Warmate 20 już zaczęły rozpisywać się rosyjskie media, komentując, że Polska stara się wprowadzić do użytku konkurencję do rosyjskiego Lanceta, którym często atakowane są cele na Ukrainie. Słysząc jednak porównanie do rosyjskiej maszynki, znawcy tematu z niesmakiem kiwają głową, bowiem nie do końca jest to prawda, a Rosjanie w ten sposób nieźle sobie pochlebiają.

- To jest w pewnym sensie odpowiednik rosyjskiego Lanceta, ale o dużo większych możliwościach i bardziej zaawansowany technicznie, i wprowadzono do niego elementy Sztucznej Inteligencji – ocenia Mariusz Cielma.

A właśnie zastosowanie tych elementów może powodować, iż sprzęt ten, gdy pojawi się na polu bitwy, stanie się dla przeciwnika nie lada wyzwaniem. Nie dość, że w wersji 50 będzie najpewniej mógł atakować cele odległe o kilkaset kilometrów od miejsca wystrzelenia, to jeszcze nie będzie musiał posiadać stałego kontaktu z operatorem.

- Taki dron zwykle atakuje cele położone dużo dalej na terenie przeciwnika i tu już nie ma mowy o tym, aby był sterowany bezpośrednio przez operatora. Raczej wyznacza mu się miejsce, które ma zaatakować. Jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, że wyznaczamy obszar, gdzie wiemy, że jest zgrupowanie wojsk przeciwnika i taki dron wyposażony w AI, na ostatnim etapie może sam podejmować decyzję, co zaatakować. A mając 50 kg głowicy to może już atakować składy logistyczne, punkty dowodzenia – przewiduje Mariusz Cielma.

Polski dron rozpozna nawet model czołgu

Potężne drony to niejedyne dzieci polskiej, prywatnej grupy zbrojeniowej, a pracuje ona nad wieloma innymi nowinkami technicznymi. Do użytku wprowadziła między innymi system dla artylerii o nazwie Gladius, który już trafił na wyposażenie Wojska Polskiego. W jego skład wchodzą bezzałogowce rozpoznawcze i uderzeniowe, większe i nowszej generacji, niż Warmate. Umożliwia on precyzyjne uderzenia na większą odległość, sięgającą nawet do 100 kilometrów, czyli o wiele dalej, niż zasięg haubic Krab i K9.
Trwają też prace nad systemem EyeQ, w którym w skrócie chodzi o to, aby dron nie tylko namierzał się na cel, ale go też identyfikował i rozpoznawał, czy to jest żołnierz, czołg, czy ciężarówka i na tej podstawie wspomagał operatora w podejmowaniu decyzji o ataku.

- A dążeniem jest, aby nie tylko rozpoznawał, że ma na celowniku na przykład czołg, ale jeszcze to, jakiego typu – dodaje ekspert.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPolska broń przyszłości. Tajemnica potęgi Warmate 50 niepokoi nawet Rosjan »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj