Przestrzeń niepewności, czyli berlińskie spiętrzenie historii

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
1 maja 2023, 09:03
Berlin, Niemcy
Berlin/shutterstock
Autentyczności przeżycia nie sposób kupić w sklepie z pamiątkami. Trzeba ją wydeptać długimi kilometrami cierpliwych nawrotów.

Pójście na spacer, żeby znaleźć odpowiedź na jakieś pytanie, nie jest niczym oryginalnym. Tak samo jak pójście na długi spacer, żeby znaleźć odpowiedź na wielkie pytanie, (...) a gdy siedziałem przy kuchennym stole, patrząc na mapę Berlina, uznałem, że jest to sposób na odkrycie zarówno historii związanych z przedmieściami, jak i mojej własnej historii” – pisze brytyjski dziennikarz i eseista Paul Scraton w książce „Dookoła. Pieszo po obrzeżach Berlina”. Scraton od lat mieszka w Berlinie, ale na początku 2017 r. zorientował się, że wie o tej ogromnej metropolii mniej, niżby chciał. Wspomniane „wielkie pytania” były dwa – pierwsze z nich dotyczyło tożsamości miasta jako takiego, drugie: tożsamości samego autora. „Chęć wyruszenia wiązała się z moim nastrojem, ogólnym poczuciem niepokoju i zagubienia, które ogarnęło mnie w czerwcu po głosowaniu w sprawie brexitu i trwało przez pół roku, aż do piętnastej rocznicy mojego przybycia z Wielkiej Brytanii do Niemiec” – wspomina Scraton.

Gdzie zatem szukać Berlina, gdzie szukać siebie? Scraton uznał, że główne aleje i znane śródmiejskie pejzaże nic mu już nie powiedzą. „Jeśli chcę lepiej poznać Berlin – uświadomiłem sobie z czasem – muszę zatrzymać samochód albo wysiąść z pociągu, by zwiedzić te miejsca pomiędzy. Miejsca, które właściwie nie są już miastem, ale nie są też jeszcze wsią. Miejsca, które w wielkiej mierze są wciąż Berlinem, ale o których nie wspominają przewodniki ani książki historyczne. (...) Zapomniane przestrzenie na skraju, gdzie czyjeś zaniedbane nieużytki są czystym płótnem dla wyobraźni kogoś innego”. Postanowił obejść Berlin dookoła, trzymając się z grubsza jego granic administracyjnych, rozłożywszy tę trasę na 10 spacerowych etapów. Zaczął w poniedziałek, 23 stycznia 2017 r., w dzielnicy Tegel, nad jeziorem, na północ od czynnego jeszcze wówczas lotniska.

Powikłania w pejzażu

Wielkie miasta mają tendencję do rozszerzania się i połykania peryferii – wyjątkiem europejskim jest być może Paryż, otoczony najpierw, w XIX w., obronnym murem Thiersa, potem, w latach 60. XX w., autostradową obwodnicą; co leży za Boulevard Périphérique jest wprawdzie miastem, ale już nie Paryżem. Berlin natomiast swoimi rozmiarami (jest powierzchniowo dwukrotnie większy od Warszawy) opowiada historię względem paryskiej wręcz przeciwną: w 1920 r. pruski parlament przegłosował Ustawę o wielkim Berlinie, dokonując radykalnego, trzynastokrotnego poszerzenia obszaru stolicy – z 66 km kw. do 883 km kw. Liczba mieszkańców wzrosła przy tym tylko dwukrotnie – z 1,9 mln do 4 mln. To i tak czyniło ówczesny Berlin największym (w każdym razie w granicach administracyjnych) miastem kontynentalnej Europy. Co ciekawe, w 1920 r. stolica Niemiec miała o jakieś 400 tys. więcej mieszkańców niż obecnie.

Ów peryferyjny galimatias może mieć więcej warstw materialnych i symbolicz nych niż zadbane dzielnice śródmiejskie. To krajobraz, w którym miejsca niespodzie wanie spotykają się z „nie-miejscami”

W każdym razie ten skokowy przyrost miejskiej masy spowodował, by tak rzec, dodatkowe powikłania w pejzażu. Berlińskie krańce mają wyjątkowo skomplikowaną strukturę (może nawet: teksturę). Spotykają się tam stare miasta (Spandau czy Köpenick) i wsie (Lübars bądź Karow) o średniowiecznym jeszcze układzie zabudowy (od spodu przebija tam śladowo epoka, gdy okolice Berlina były zamieszkane przez plemiona słowiańskie, a do Brandenburgii nadciągali niemieccy koloniści), osady narosłe na przełomie XIX i XX stulecia wzdłuż linii kolejowych, rozmaite fabryczne pozostałości szturmu rewolucji przemysłowej, wielkopłytowe blokowiska lat 60. i 70. zeszłego wieku, nowe osiedla deweloperskie, cmentarze, poligony wojskowe, rozległa infrastruktura autostrad, dróg lokalnych, torowisk, magazynów, składowisk, lotnisk i innych, niemożliwych do przegapienia następstw późnokapitalistycznej aktywności w rodzaju monstrualnych centrów handlowych, zabudowa kurortowa i wypoczynkowa oraz ogródki działkowe i na wpół utopijne miasta ogrody, arystokratyczne majątki, niegdysiejsze pola irygacyjne, a także jeziora i kanały licznych rzek oraz rzeczek, wreszcie bujna przyroda. Do tego dochodzą jeszcze rany po pruskich i nazistowskich inwestycjach, zniszczeniach wojennych i – co chyba najistotniejsze – po murze berlińskim, który otaczał od 1961 r. cały Berlin Zachodni ponad 150-kilometrowym pasem.

Ów peryferyjny galimatias – paradoksalnie – może mieć więcej warstw materialnych i symbolicznych niż zadbane i uporządkowane dzielnice śródmiejskie. Pejzaż zostawiono tu bez dozoru, często również bez pielęgnacji w kontekście pamięci historycznej, jego opowieść jest więc często dziełem przypadku, zderzenia, kontrastowego olśnienia, nagłego uczucia braku albo nadmiaru, niepewności, o jaką narrację w danym momencie chodzi, zagubienia, przypływu nostalgii. To również krajobraz, w którym miejsca niespodziewanie spotykają się z „nie-miejscami”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Tematy: NiemcyBerlin
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj