Dzisiejsza wielokulturowość Podlasia to dziedzictwo Rusi i Wielkiego Księstwa Litewskiego [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 marca 2024, 07:00
[aktualizacja 16 marca 2024, 07:17]
Nauczycielka Wiera Matejczuk z uczniami białoruskiej szkoły w Grabowcu przy Puszczy Białowieskiej, ok. 1918–1919
Nauczycielka Wiera Matejczuk z uczniami białoruskiej szkoły w Grabowcu przy Puszczy Białowieskiej, ok. 1918–1919/Wydawnictwo Czarne
Z reporterką Anetą Prymaką-Oniszk, autorką książki „Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy”, rozmawia Emilia Świętochowska.

Widziałam, że wielu czytelników gratuluje ci odwagi.

Nie uważam się za osobę wyjątkowo odważną. Choć rzeczywiście mówienie o trudnej historii nie jest u nas powszechne.

„O trudnej historii”, czyli o tym, jak niektóre oddziały polskiego podziemia – dla jednych „bandy”, dla innych „żołnierze wyklęci” – rabowały, terroryzowały i mordowały prawosławnych mieszkańców Podlasia.

Wokół zbrodni polskiego podziemia wciąż panuje głębokie tabu. Ktoś, kto próbuje o tym mówić, najczęściej jest uciszany. W ogóle mówienie o przeszłości z perspektywy innej niż ta narodowa, większościowa spotyka się z oporem nawet (a może zwłaszcza) tam, gdzie dość powszechnie żyją mniejszości. Na przykład na Podlasiu, skąd pochodzę i dokąd kilka lat temu wróciłam. Owszem, akceptowany jest folklor mniejszości i ten cały koloryt sprowadzany do roli atrakcji turystycznej. Ale gdy ktoś próbuje poruszać zamiecione pod dywan sprawy, które wciąż kształtują dzisiejsze relacje mniejszość–większość, rozlega się krzyk, że lepiej nie rozdrapywać starych ran. Tylko że te rany są przez cały czas rozdrapywane, i to wcale nie przez nas. Przecież mamy Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych, przez wiele miast idą sławiące ich marsze, są im stawiane pomniki, a ulice i ronda nazywane są ich imionami nawet tam, gdzie do dziś żyją ich ofiary.

Publikacje instytucji państwowych nazywają ofiary podziemia zdrajcami, choć nikt im tego nie udowodnił, a np. śledztwo w sprawie „Burego” wręcz temu przeczy. Gdy jednak ktoś z mniejszości próbuje zaprotestować, słyszy: „nie rozdrapuj starych ran”. Zresztą otwarta komunikacja w ogóle nie jest naszą mocną stroną.

Społeczeństwa?

CAŁY TEKST W PAPIEROWYM WYDANIU DGP ORAZ W RAMACH SUBSKRYPCJI CYFROWEJ

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Tematy: Podlasie
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj