Krzysztof „Grabaż” Grabowski: Uproszczenia są dobre, jeśli nie idą za nimi ofiary w ludziach [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 6 minut
6 listopada 2021, 13:00
Krzysztof „Grabaż” Grabowski: Uproszczenia są dobre, jeśli nie idą za nimi ofiary w ludziach [WYWIAD]
Materiały prasowe
Historia ma to do siebie, że po okresie przyspieszenia – jak w Polsce po 1989 r. – zawsze zwalnia

Z Krzysztofem „Grabażem” Grabowskim, wokalistą, poetą, autorem tekstów oraz liderem zespołów Pidżama Porno i Strachy na Lachy, rozmawia Konrad Wojciechowski

Jesteś historykiem z wykształcenia?

Tak, ze stosownym dyplomem.

A teraz śpiewasz o średniowieczu na najnowszej płycie Strachów na Lachy.

Na studiach traktowaliśmy oddzielnie średniowiecze polskie i europejskie. Z obu egzaminów dostałem ocenę bardzo dobrą. Byłem słabo przygotowany, ale miałem w zanadrzu kilka dobrze opanowanych tematów, więc nawiązywałem do nich bez względu na to, jakie padły pytania. Widocznie uwiodłem egzaminatora swoją erudycją [śmiech]. Dostać piątkę u prof. Strzelczyka to była rzadkość. Mnie się udało.

A miałeś logikę w programie studiów?

Na szczęście nie. Tylko w ogólniaku, w ramach matematyki, przez jedno półrocze.

Bo mamy paradoks: ty śpiewasz, że kraj leży na łopatkach, a rządzący powtarzają, że wstaliśmy z kolan. To jak to w końcu jest?

Sam nie wiem, może chodzi o wstawanie z łopatek? [śmiech]. Sprzeczność między mną a prawą stroną istniała od zawsze. Pod koniec lat 80., kiedy knuliśmy z kolegami w czasach studenckich, prawicowi rówieśnicy zawsze mocno od nas odstawali. My kontestowaliśmy system, a oni wkładali nam kij w szprychy; byli łamistrajkami skłonnymi do zgniłego kompromisu i szybszego porozumienia. Tak to wyglądało, przynajmniej u mnie, w Poznaniu, na protestach studenckich.

Studenci o konserwatywnych poglądach nie chodzili na pikiety?

Chodzili, chodzili, ale jak zaczynało się dziać coś poważniejszego, to od razu chcieli zasiadać w komitecie. Nie mogliśmy się dogadać w wielu kwestiach. Weźmy sprawy militarne. W studium wojskowości chłopaki z prawicy uważali istnienie armii za wyższą konieczność. My tego nie kwestionowaliśmy, tylko żaden z nas nie chciał iść do wojska.

Woleliście jeździć do Jarocina?

Ja wolałem. Mogę mówić tylko za siebie.

To pewnie pamiętasz z dawnych, punkowych czasów Pawła Kukiza, o którym dziś wielu ludzi z branży nie chce słyszeć?

Pamiętam go doskonale, bo zarówno mój pierwszy zespół Ręce Do Góry, jak i jego Piersi brały udział w przesłuchaniach do Jarocina w 1984 r. Piersi znalazły się w gronie laureatów konkursu. My natomiast byliśmy wtedy dopiero po pierwszej próbie, więc nie mieliśmy prawa wygrać. Ale rywalizowaliśmy o tę samą dziewczynę.

Z jakim skutkiem?

Paweł był bardziej znany, więc atrakcyjniejszy, ale to do mnie ona uciekała [śmiech]. W tej kategorii nie było zwycięzców.

Kolegowaliście się z Pawłem?

Nie znamy się za dobrze. To kolega z branży i tyle.

Też uważasz, że należy go wymazać z historii polskiego rocka po tym, jak zaczął popierać prawicowych polityków i ich projekt odbierany przez wielu jako zamach na wolność słowa?

Ja go nie przekreślam. To towarzysz Stalin wymazywał z fotografii swoich współpracowników, a my z Pawłem nie mamy nawet wspólnych zdjęć. Cenię go jako artystę - jest utalentowany, fenomenalnie śpiewa i ma słuch do społecznych tematów.

Kukiz polityk też cię fascynuje?

Absolutnie nie. I chyba nie jestem odosobniony. Popatrz, z jakim poparciem startował, a jakie ma teraz. Nawet ci, którzy na niego głosowali, już się odwrócili.

Ciebie nie ciągnęło do polityki, w której aż się roi od historyków? Miałbyś dodatkowe punkty za wykształcenie.

Nie, nie, to nie dla mnie. Ja mam przede wszystkim niezgodę na konflikt. I to podstawowa cecha, która wyklucza mnie z grona ludzi predysponowanych do uprawiania polityki. Mam taką naturę, że chcę załatwić sprawę jak najszybciej, mieć ją już z głowy i przejść do następnego tematu.

Przejdźmy więc do nowej płyty Strachów. Z twoich piosenek wieje pesymizmem.

Patrzę na to, co jest dookoła, i piszę o tym, co widzę.

Co miałeś na myśli, tytułując album „Piekło”? Chodziło o „Piekło kobiet”?

Rzeczywiście, dwie ostatnie piosenki na płycie pisałem w czasie pamiętnego kobiecego protestu, jesienią 2020 r. Generalnie wszystkie kawałki powstawały w pandemii. Wymyśliłem sobie „Piekło” i dochodziłem do tego zamysłu krok po kroku, piosenka po piosence. Ludziom ta płyta kojarzy się z „Boską komedią” Dantego i średniowieczem. Tu jest nawet dziewięć piosenek jak dziewięć piekielnych kręgów. Ale to czysty przypadek. Pisałem dziesiątą, aby wypełnić wolne miejsce na płycie, ale zaczęła się tematycznie rozjeżdżać z resztą numerów. I nawet jej nie skończyłem.

Już wiele lat temu śpiewałeś, że mieszkasz w teczce tekturowej i wszyscy chcą cię „zrobić w ch… za twoje pieniądze”. Coś się zmieniło przez te 10 lat?

Niewiele. Aby coś się zmieniło, trzeba zmienić ludzi u władzy.

To społeczeństwo ich wybiera.

Ale jak zmienić ludzi? Tylko edukować. Powoli, ale się zmieniamy - jako kraj, jako społeczeństwo. Historia ma to do siebie, że po okresie przyśpieszenia - a za taki uważam okres po 1989 r. - zawsze zwalnia. Po każdej rewolucji przychodzi kontrrewolucja, ale z perspektywy dziejów widać, że ona tylko na moment wyhamowuje proces zmian.

Czyli zadajesz sobie pytanie: co dalej?

A zaraz potem kolejne: jak długo? Nie znając odpowiedzi na żadne z nich, możemy tylko gdybać i przypuszczać. Jako historyk jestem spokojny: coś się musi zmienić, bo różne ponure okresy w dziejach ludzkości są czymś naturalnym. Ale z drugiej strony - i poruszam ten temat w „Sygnaliście” - człowiek ma tylko jedno życie. I trzeba dążyć do tego, aby je wypełnić fajnymi momentami. Robisz coś dobrego dla siebie, dla innych i w ten sposób próbujesz przebyć swój szlak życiowy. A tu nagle pojawiają się postacie, fakty i wydarzenia, które próbują ci to utrudnić.

Dziwią cię te dzisiejsze społeczne podziały? Przecież Jarocin, na którym wielokrotnie występowałeś, też był podzielony: jednego dnia grały punki, drugiego metalowcy.

Ale nikt nie miał intencji nastawiania ludzi przeciwko sobie. Tylko Skandal [wokalista Dezertera - red.] powiedział wtedy: „Daliście się podzielić jak wielogatunkowe bydło”. Podział na dni, kto kiedy gra, był pewnym porządkiem, aby niektóre grupy nie wchodziły sobie w drogę i żeby nie dochodziło do konfliktów. Chociaż nie jestem też przeciwnikiem totalnego mieszania. Pamiętam juwenalia w Olsztynie, kiedy wystąpiły po sobie zespoły Boys, Farben Lehre i my. Te same tłumy wiwatowały na cześć Boysów i Strachów na Lachy. Zastanawiałem się, która rzeczywistość jest prawdziwa. W każdym razie publika lepiej bawiła się przy disco polo niż przy naszej muzyce.

To się wytnie.

Nie, możesz zostawić. Taka prawda. Wcale się jej nie wstydzę.

Ludzie słuchają disco polo, a potem głosują na PiS? Ulegasz takim stereotypom?

To zwykłe uproszczenia. Niegroźne, jeśli nie idą za nimi ofiary w ludziach. Nie mam nic przeciwko upraszczaniu rzeczywistości na własny użytek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj