Z Krzysztofem „Grabażem” Grabowskim, wokalistą, poetą, autorem tekstów oraz liderem zespołów Pidżama Porno i Strachy na Lachy, rozmawia Konrad Wojciechowski
Jesteś historykiem z wykształcenia?
Reklama
Tak, ze stosownym dyplomem.
A teraz śpiewasz o średniowieczu na najnowszej płycie Strachów na Lachy.
Na studiach traktowaliśmy oddzielnie średniowiecze polskie i europejskie. Z obu egzaminów dostałem ocenę bardzo dobrą. Byłem słabo przygotowany, ale miałem w zanadrzu kilka dobrze opanowanych tematów, więc nawiązywałem do nich bez względu na to, jakie padły pytania. Widocznie uwiodłem egzaminatora swoją erudycją [śmiech]. Dostać piątkę u prof. Strzelczyka to była rzadkość. Mnie się udało.
A miałeś logikę w programie studiów?
Na szczęście nie. Tylko w ogólniaku, w ramach matematyki, przez jedno półrocze.
Bo mamy paradoks: ty śpiewasz, że kraj leży na łopatkach, a rządzący powtarzają, że wstaliśmy z kolan. To jak to w końcu jest?
Sam nie wiem, może chodzi o wstawanie z łopatek? [śmiech]. Sprzeczność między mną a prawą stroną istniała od zawsze. Pod koniec lat 80., kiedy knuliśmy z kolegami w czasach studenckich, prawicowi rówieśnicy zawsze mocno od nas odstawali. My kontestowaliśmy system, a oni wkładali nam kij w szprychy; byli łamistrajkami skłonnymi do zgniłego kompromisu i szybszego porozumienia. Tak to wyglądało, przynajmniej u mnie, w Poznaniu, na protestach studenckich.
Studenci o konserwatywnych poglądach nie chodzili na pikiety?
Chodzili, chodzili, ale jak zaczynało się dziać coś poważniejszego, to od razu chcieli zasiadać w komitecie. Nie mogliśmy się dogadać w wielu kwestiach. Weźmy sprawy militarne. W studium wojskowości chłopaki z prawicy uważali istnienie armii za wyższą konieczność. My tego nie kwestionowaliśmy, tylko żaden z nas nie chciał iść do wojska.
Woleliście jeździć do Jarocina?
Ja wolałem. Mogę mówić tylko za siebie.
To pewnie pamiętasz z dawnych, punkowych czasów Pawła Kukiza, o którym dziś wielu ludzi z branży nie chce słyszeć?
Pamiętam go doskonale, bo zarówno mój pierwszy zespół Ręce Do Góry, jak i jego Piersi brały udział w przesłuchaniach do Jarocina w 1984 r. Piersi znalazły się w gronie laureatów konkursu. My natomiast byliśmy wtedy dopiero po pierwszej próbie, więc nie mieliśmy prawa wygrać. Ale rywalizowaliśmy o tę samą dziewczynę.
Z jakim skutkiem?
Paweł był bardziej znany, więc atrakcyjniejszy, ale to do mnie ona uciekała [śmiech]. W tej kategorii nie było zwycięzców.
Kolegowaliście się z Pawłem?
Nie znamy się za dobrze. To kolega z branży i tyle.
Też uważasz, że należy go wymazać z historii polskiego rocka po tym, jak zaczął popierać prawicowych polityków i ich projekt odbierany przez wielu jako zamach na wolność słowa?
Ja go nie przekreślam. To towarzysz Stalin wymazywał z fotografii swoich współpracowników, a my z Pawłem nie mamy nawet wspólnych zdjęć. Cenię go jako artystę - jest utalentowany, fenomenalnie śpiewa i ma słuch do społecznych tematów.
Kukiz polityk też cię fascynuje?
Absolutnie nie. I chyba nie jestem odosobniony. Popatrz, z jakim poparciem startował, a jakie ma teraz. Nawet ci, którzy na niego głosowali, już się odwrócili.
Ciebie nie ciągnęło do polityki, w której aż się roi od historyków? Miałbyś dodatkowe punkty za wykształcenie.
Nie, nie, to nie dla mnie. Ja mam przede wszystkim niezgodę na konflikt. I to podstawowa cecha, która wyklucza mnie z grona ludzi predysponowanych do uprawiania polityki. Mam taką naturę, że chcę załatwić sprawę jak najszybciej, mieć ją już z głowy i przejść do następnego tematu.
Przejdźmy więc do nowej płyty Strachów. Z twoich piosenek wieje pesymizmem.
Patrzę na to, co jest dookoła, i piszę o tym, co widzę.
Co miałeś na myśli, tytułując album „Piekło”? Chodziło o „Piekło kobiet”?
Rzeczywiście, dwie ostatnie piosenki na płycie pisałem w czasie pamiętnego kobiecego protestu, jesienią 2020 r. Generalnie wszystkie kawałki powstawały w pandemii. Wymyśliłem sobie „Piekło” i dochodziłem do tego zamysłu krok po kroku, piosenka po piosence. Ludziom ta płyta kojarzy się z „Boską komedią” Dantego i średniowieczem. Tu jest nawet dziewięć piosenek jak dziewięć piekielnych kręgów. Ale to czysty przypadek. Pisałem dziesiątą, aby wypełnić wolne miejsce na płycie, ale zaczęła się tematycznie rozjeżdżać z resztą numerów. I nawet jej nie skończyłem.
Już wiele lat temu śpiewałeś, że mieszkasz w teczce tekturowej i wszyscy chcą cię „zrobić w ch… za twoje pieniądze”. Coś się zmieniło przez te 10 lat?
Niewiele. Aby coś się zmieniło, trzeba zmienić ludzi u władzy.
To społeczeństwo ich wybiera.
Ale jak zmienić ludzi? Tylko edukować. Powoli, ale się zmieniamy - jako kraj, jako społeczeństwo. Historia ma to do siebie, że po okresie przyśpieszenia - a za taki uważam okres po 1989 r. - zawsze zwalnia. Po każdej rewolucji przychodzi kontrrewolucja, ale z perspektywy dziejów widać, że ona tylko na moment wyhamowuje proces zmian.
Czyli zadajesz sobie pytanie: co dalej?
A zaraz potem kolejne: jak długo? Nie znając odpowiedzi na żadne z nich, możemy tylko gdybać i przypuszczać. Jako historyk jestem spokojny: coś się musi zmienić, bo różne ponure okresy w dziejach ludzkości są czymś naturalnym. Ale z drugiej strony - i poruszam ten temat w „Sygnaliście” - człowiek ma tylko jedno życie. I trzeba dążyć do tego, aby je wypełnić fajnymi momentami. Robisz coś dobrego dla siebie, dla innych i w ten sposób próbujesz przebyć swój szlak życiowy. A tu nagle pojawiają się postacie, fakty i wydarzenia, które próbują ci to utrudnić.
Dziwią cię te dzisiejsze społeczne podziały? Przecież Jarocin, na którym wielokrotnie występowałeś, też był podzielony: jednego dnia grały punki, drugiego metalowcy.
Ale nikt nie miał intencji nastawiania ludzi przeciwko sobie. Tylko Skandal [wokalista Dezertera - red.] powiedział wtedy: „Daliście się podzielić jak wielogatunkowe bydło”. Podział na dni, kto kiedy gra, był pewnym porządkiem, aby niektóre grupy nie wchodziły sobie w drogę i żeby nie dochodziło do konfliktów. Chociaż nie jestem też przeciwnikiem totalnego mieszania. Pamiętam juwenalia w Olsztynie, kiedy wystąpiły po sobie zespoły Boys, Farben Lehre i my. Te same tłumy wiwatowały na cześć Boysów i Strachów na Lachy. Zastanawiałem się, która rzeczywistość jest prawdziwa. W każdym razie publika lepiej bawiła się przy disco polo niż przy naszej muzyce.
To się wytnie.
Nie, możesz zostawić. Taka prawda. Wcale się jej nie wstydzę.
Ludzie słuchają disco polo, a potem głosują na PiS? Ulegasz takim stereotypom?
To zwykłe uproszczenia. Niegroźne, jeśli nie idą za nimi ofiary w ludziach. Nie mam nic przeciwko upraszczaniu rzeczywistości na własny użytek.