Tomasz Lipiński: Nie ma już nic do odkrycia [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 stycznia 2022, 16:00
muzyka
<p>muzyka, koncert</p>/Shutterstock
Słyszę takie pytania: „Panie Tomaszu, jak to jest, że te pana piosenki są ciągle aktualne?”. „Tak się jakoś złożyło” – odpowiadam, bo co innego mam powiedzieć - mówi w wywiadzie Tomasz Lipiński.

Niedawno obwieściłeś światu, że przygotowujesz ostatnią piosenkę, po czym definitywnie kończysz karierę. Czy to oznacza, że już nigdy niczego publicznie nie zagrasz i nie zaśpiewasz?

Dziecinadą i hipokryzją byłoby twierdzenie, że nie dotknę więcej instrumentu, nie zbliżę się do studia i nie wyjdę na scenę. Oczywiście, tak nie będzie. Nagrywanie piosenek i wykonywanie ich na koncertach było tym, co zawsze chciałem robić w życiu. I to mi się udało. Poniekąd byłem na to skazany.

Dlaczego?

Moja prababcia od strony ojca była pianistką. W czasach zaborów mieszkała z mężem w Odessie: ona komponowała tanga, on budował kolej na południu Rosji. Dorobili się: mieli pieniądze, wielkie mieszkanie w Odessie. Ale dużą wagę przywiązywali do rzeczy niematerialnych takich jak sztuka, kultura. Zadbali o stosowne wykształcenie syna, czyli mojego dziadka, który malował, rysował i muzykował. Opanował grę na kilku instrumentach – na fortepianie, na flecie, prowadził też chóry. Po powrocie do Polski w 1921 r. działał w zarządzie Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego – uczył muzyki młodzież robotniczą, która nie miała dostępu do edukacji artystycznej. Dziadek pepeesowiec realizował się dydaktycznie na niwie kultury. No więc mam silne geny muzyczne i w jakimś sensie kultywowałem tradycje rodzinne.

Ale w twojej rodzinie nikt nie grał punk rocka.

Rzeczywiście, jest i druga strona medalu. Moje dzieciństwo przypadło na eksplozję światowego rocka. Pojawili się Beatlesi, Rolling Stonesi. W latach 60. przedziwny, działający pod radarem systemu twór – Rozgłośnia Harcerska – nadawał na krótkich falach najnowsze światowe hity, a ja siedziałem z uchem przy odbiorniku. Słuchałem też w radiu znakomitych audycji Jana Webera, który przybliżał muzykę młodszym słuchaczom. Tak nauczyłem się rozpoznawać brzmienie instrumentów na przykładzie popularnych dzieł muzyki poważnej czy klasycznej. W podstawówce przyswoiłem sobie zapis nutowy, a w liceum chwyciłem za gitarę. Muzyka była dla mojego pokolenia tym, czym teraz dla młodzieży jest internet.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj