Cena monopolu, za który płacą klienci
Adobe, zwłaszcza w ostatnich latach, dała się poznać jako dosyć bezduszna korporacja, dla której zysk ważniejszy jest od sentymentów. Każdy, kto korzysta lub korzystał z pakietów tej firmy, doskonale wie, że firma często zobowiązuje swoich klientów do minimum rocznej umowy. Oznacza to, że jeśli w trakcie jej trwania narzędzie przestanie być nam potrzebne, np. z powodu braku zleceń, to do końca wskazanego okresu musimy je opłacać lub zapłacić karę.
Taki scenariusz możliwy jest głównie dzięki temu, że to właśnie Adobe stało się praktycznym monopolistą wielu narzędzi kreatywnych. Z ich programów korzysta zdecydowana większość osób i to one uchodzą za branżowy standard. Co jeszcze bardziej poprawia ich sytuację, to fakt, że alternatywy, nawet jeśli istnieją, to wymagają dodatkowej nauki i wdrożenia, których przeważnie nie ma.
W takich warunkach Adobe może praktycznie wszystko, a użytkownicy przyzwyczajeni do infrastruktury i specyficznych narzędzi nie mają wyboru. Muszą płacić i godzić się z praktycznie każdą, nawet najbardziej niezrozumiałą decyzją firmy. Niebawem jednak może się to zmienić
Robin Hood na miarę naszych czasów?
A co gdyby tak z pomocą AI samemu stworzyć sobie program? Taka właśnie myśl zrodziła się w głowie Brandona Thomasa, programisty z Atlanty i założyciela firmy ArtCraft. Do tej pory spółka zarabiała głównie na dostępie do płatnego narzędzi do generowania wideo i obrazów. Skąd więc pomysł na stworzenie konkurenta pakietu Adobe?
Jak sam Thomas przyznaje, kilka razy zdarzyło mu się zapłacić karę za wcześniejsze anulowanie subskrypcji. Za ostatnim razem okazało się, że jego personalna granica została przekroczona i postanowił postawić się technologicznemu dyktatowi firmy.
- Koniec z nieskończonym przewijaniem i transmisjami dla nastolatków. Wchodzi twardy zakaz. Turcja chce zatrzymać uzależnienie od internetu
- ChatGPT przestanie tylko potakiwać. OpenAI chce zmienić charakter swój model w "uczciwego partnera"
- Zmiana czasu 2026. Czy telefon i smartwatch przestawią się same?
Na początku października bieżącego roku udostępnił on na Reddicie siedem autorskich i przede wszystkim, darmowych aplikacji, które mają być bezpośrednią alternatywą dla produktów Adobe. W praktyce są one bardziej klonami, które nawet nieszczególnie silą się na to, aby wyróżnić się od płatnych odpowiedników. Jest to jednak argumentowane tym, że muszą one być wierne swoich protoplastom, aby umożliwić w miarę bezproblemową przesiadkę.
Tym, co zasługuje na uwagę, jest także fakt, że każdy z tych programów został udostępniony wraz z kodem źródłowym, co pozwala użytkownikom samemu tworzyć i dodawać kolejne funkcje. Wszystko po to, aby miliony ludzi mogło wreszcie uwolnić się od cyfrowo-finansowej zależności, w której są tylko donatorem branżowego molocha.
Znak czasów - AI stworzy Ci to, czego chcesz, ale...
Wszystko to możliwe jest dzięki postępowi AI, które w swoich najnowszych wersjach jest w stanie skutecznie odtwarzać kolejne elementy i funkcje dostępnych programów. To pozwala w dzisiejszych czasach stworzyć od podstaw niemal każde narzędzie, które chcemy. Ograniczeniem wydaje się tylko nasza wyobraźnia i liczba tokenów.
"Wydaje się" jest tutaj jednak wstawione nie bez znaczenia. W przypadku narzędzi od ArtCraft nie jest to typowy AI slop, którego pełno w sieci. Thomas jest programistą, więc w razie potrzeby był w stanie samodzielnie rewidować kod i bardziej konkretnie wskazywać, jakich poprawek oczekuje. Nie było to więc krążenie po omacku.
Nadal jednak nie są to narzędzia idealne i trzeba o tym pamiętać. W mediach społecznościowych da się znaleźć wiele krytycznych komentarzy, które punktują wady programów. Co bardzo ważne, spora część z nich pochodzi bezpośrednio od osób, które na co dzień korzystają z programów Adobe.
Dodatkowo udostępnione przez niego narzędzia są na razie w bardzo, ale to bardzo wczesnych wersjach. Są one pełne błędów, a niektórych znanych i pożądanych funkcji nadal w nich nie ma. Nawet z ogromną pomocą sztucznej inteligencji stworzenie kompleksowego narzędzia jest zadaniem czasochłonnym, które wymaga jeszcze wielu iteracji i zmian. Jest w tym wszystkim jednak jedno, ale bardzo duże "ale".
Giełda reaguje a ludzie spodziewają się pozwu
Reakcja giełdy na pojawienie się alternatywy dla pakietu Adobe była natychmiastowa. Inwestorzy i analitycy nie czekali na kolejne wersje programów od ArtCraft. Holding HSBC zdecydował się obniżyć rekomendację dla akcji Adobe z "kupuj" na "trzymaj". Przy okazji docelowa cena akcji wskazywana przez analityków spadła z 310 do 267 dolarów za akcję.
Jest to jasny sygnał, że nawet rynki reagują na zamieszanie wywołane przez narzędzia, które w większości wygenerowała sztuczna inteligencja. Oczywiście, w analizie pojawia się sporo zastrzeżeń, głównie w zakresie bezpieczeństwa takich narzędzi, jednak rynek rządzi się swoimi prawami, podczas gdy potrzeby i odczucia użytkowników - swoimi.
Ponad tymi stoi jednak prawo ogólnie, a to może dla Thomasa i ArtCrafta okazać się prawdziwym Mieczem Demoklesa. Niektórzy z amerykańskich komentatorów wieszczą, że kwestią czasu jest pozew złożony przez Adobe. W głównej mierze chodzi o tzw. trade dress, czyli zbyt wierna kopia tego, jak wygląda interfejs programów, na których się wzorował.
Choć sam twórca darmowych alternatyw podkreśla, że jego programy nie kopiują kodu i grafik od technologicznego giganta. Dodatkowo inżynieria wsteczna nie jest czymś zakazanym, co tym bardziej zdaje się oddalać od niego dalsze zagrożenie.
Jak więc potoczą się dalsze losy cyfrowego Robin Hooda i jego narzędzi? Trudno powiedzieć, bo na razie samo Adobe także niespecjalnie kwapi się do komentowania ostatnich wydarzeń. Jeśli jednak tempo rozwoju narzędzi ArtCraft się utrzyma, a dodatkowo nie spadnie na nie grom w postaci pozwu, to zwolennicy sztucznej inteligencji otrzymają jasny argument na to, że demokratyzuje ona dostęp do narzędzi, jeszcze bardziej zrównując szanse.
Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor zawodu i pasji. Zajmuje się tematami technologicznymi, branżą gier oraz nowymi mediami. Wolne chwile lubi spędzać nie tylko przy grach, ale także na odkrywaniu i analizowaniu fikcyjnych światów, ewentualnie na składaniu komputerów.
