W marcu brytyjski flirt ze strategią odporności stadnej doprowadził do dużego wzrostu zachorowań i wprowadzenia dużych obostrzeń. Francja i Hiszpania obiecywały, że nigdy już nie powtórzą drakońskich lockdownów, które początkowo nakładały. Swoją obietnicę musiały jednak złamać, gdy okazało się, że ich systemy śledzenia zakażonych i ich kontaktów zawiodły. Izraelczycy, którym po pierwszym lockdownie powiedziano, że mogą się już cieszyć życiem, teraz mierzą się już z trzecim lockdownem. Z kolei Donald Trump jakiś czas temu stwierdził, że to koniec pandemii. Tak się oczywiście nie stało.

Teraz kolej na Szwecję. Po wakacyjnym spokoju ten skandynawski kraj słynący z opartego o zaufanie i dobrowolnego podejścia do dystansowania społecznego, przegrał walkę z zimową fala koronawirusa. 7-dniowa średnia dziennych zakażeń i zgonów na mieszkańca przewyższa obecnie analogiczne wskaźniki w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii i nie jest już tak daleko od amerykańskich statystyk. Podczas gdy sama liczba zgonów na mieszkańca w Szwecji wynosi 7,1514 i jest wciąż niższa niż w wymienionych europejskich krajach, to jest również dalece większa niż wśród nordyckich sąsiadów: wobec Danii jest 5 razy wyższa, wobec Finlandii – 9 razy i 10-krotnie wyższa niż w Norwegii

W efekcie aura spokoju, która tak długo dominowała w Szwecji, dobiega końca. Prawie wszystkie łóżka do intensywnej terapii w Sztokholmie są już zajęte. Niedawno doszło do historycznego wydarzenia – otóż premier Stefan Lofven wygłosił ponure przemówienie w telewizji z apelem o przestrzeganie nowych restrykcji, to pozwoli odciążyć obłożone szpitale i uratować Święta. Zgromadzenia publiczne zostały ograniczone od 8 osób, szkoły zostały zamknięte – niektóre z nich po raz pierwszy. Sprzedaż alkoholu nie jest możliwa po godzinie 22.00. Choć wiele z nowych ograniczeń to bardziej rekomendacje niż zakazy, to szwedzki rząd zaproponował zmiany w prawie, które umożliwiają zamknięcie sklepów w przypadku pogorszenia się sytuacji epidemicznej.

Co prawda nie oznacza to zamykania na szeroką skalę firm, co można zaobserwować w innych miejscach Europy, np. w biurokratycznej Francji, ale jest to znak, że coś, co działało w Szwecji wcześniej, przestało już działać. Pomimo, że kraj ten odnotował wysoką liczbę zgonów w czasie pierwszej fali pandemii, to panował tam optymizm co do perspektywy lepszych wyników gospodarczych i wykształcenia się większej odporności społecznej, a wszystko to w oparciu o zaufanie społeczne. I rzeczywiście – gospodarka Szwecji pod koniec września była mniejsza o zaledwie 2,2 proc. względem poprzedniego roku, ale już nowa fala koronawirusa może mieć znacznie gorsze skutki dla PKB.

Kuszące jest krytykowanie szwedzkich błędów i oraz jej głównego epidemiologa Andersa Tegnella, który stał się wyjątkowo nieelastyczny i nieprzewidywalny (sprzeciwia się noszeniu maseczek i radykalnie zmienił zdanie co do wytycznych dla dzieci). Ale może Szwecja po prostu doświadcza normalnego kryzysu zdrowia publicznego. W końcu Niemcy, które były wcześniej wzorem do naśladowania, przechodzą obecnie podobne pogorszenie sytuacji. Dzienne wskaźniki zgonów biją obecnie rekordy, co skłoniło kanclerz Angelę Merkel do wygłoszenia emocjonalnego przemówienia, w którym ogłosiła wprowadzenie nowych poważnych ograniczeń w czasie Świąt. Tak samo Szwajcaria doświadcza teraz poważniejszego uderzenia pandemii niż miało to miejsce na początku roku.

Reklama

Rzeczywistość zatem wygląda tak, że wszystkie kraje muszą się uczyć na własnych błędach. Z danych, które dotyczą skali obostrzeń i restrykcji związanych z Covid-19 wynika, że kraje, takie jak Włochy i Francja, złagodziły obostrzenia od kwietnia 2020 roku, zostawiając otwarte szkoły. Giuliano di Baldassarre, profesor zarządzania kryzysowego na Uppsala University, przyznaje, że lekcje z naszych doświadczeń idą w dwóch kierunkach: Szwecja nauczyła inne kraje, aby wprowadzać bardziej ludzkie i stabilne ograniczenia, ale inne kraje nauczyły Szwecję, że brak prawnej interwencji w formie konkretnej regulacji może stać się problemem.

Wraz z tym, jak wiele państw, od Wielkiej Brytanii po Chorwację, zaostrzają ograniczenia w obliczu nadchodzących Świąt i ferii zimowych, wydaje się, że europejski model powstrzymywania wirusa jest coraz mniej możliwy do utrzymania. Dotyczy to również modelu szwedzkiego, który na początku był obiektem dużej fascynacji.

Trudno byłoby powtórzyć skandynawskie atuty, takie jak wysoki wskaźnik pracy zdalnej czy duża liczba jednoosobowych gospodarstw domowych gdziekolwiek indziej. Dziś wydaje się, że popularna w Szwecji zasada społecznego dystansowania musi się mierzyć ze zwyczajnym zmęczeniem po stronie ludzi, tak jak wszędzie. Dopóki szczepienia na koronawirusa nie staną się powszechne, istnieje niebezpieczeństwo, że ludzie w różnych miejscach na świecie będą sobie wyobrażali, że już pokonali wirusa.