Według ekspertów Carsmile, Polska należy do grona najsłabiej zelektryfikowanych państw UE patrząc przez pryzmat udziału elektryków (EV) w rejestracjach nowych samochodów. Przypomnieli za Samarem, że udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach samochodów wyniósł w styczniu 3,1 proc.

Zdaniem prezesa internetowej platformy Łukasza Domańskiego, potencjał rynku samochodów zeroemisyjnych jest w Polsce dużo większy niż wskazują aktualne dane o rejestracjach.

Jak podał, w grudniu ub. roku i styczniu tego roku, 10 proc. użytkowników korzystających z konfiguratora aut Carsmile wybrało napęd elektryczny. "Wynik ten oznacza, że już co dziesiąta osoba, która rozpoczyna poszukiwanie auta jest zainteresowana pojazdem elektrycznym. To bardzo dużo jak na polskie warunki" - ocenił.

Dodał, że wciąż najpopularniejszym napędem pozostaje „benzyna” z 41-proc. udziałem w wyszukiwanych pojazdach.

Reklama

Według wiceprezesa Carsmile Michała Knittera, udział elektryków rośnie nie tylko w wyszukiwaniach, ale też w sprzedaży. "Mieliśmy już jeden miesiąc, w którym numerem jeden w naszej sprzedaży, liczonej według modeli, było auto elektryczne" - powiedział. Dodał, że takie sytuacje będą się powtarzać w miarę pojawiania się na rynku promocyjnych ofert zakupu elektryków i presji ze strony marek motoryzacyjnych na sprzedaż pojazdów z napędem zeroemisyjnym.

"Spodziewam się, że na koniec 2023 roku udział aut z napędem elektrycznym osiągnie poziom 5-7 proc. w łącznych rejestracjach" – podał. Jego zdaniem popyt na auta elektryczne będzie stymulowany przez zamówienia flotowe z uwagi na fakt, że elektryfikacja flot firmowych jest popularnym i stosunkowo łatwym w realizacji (na tle innych działań pro klimatycznych) sposobem realizacji strategii ESG przez korporacje.

"Sporo zamówień na pojazdy zeroemisyjne będzie tez napływało z administracji publicznej oraz samorządów ze względu na ustawowy obowiązek zelektryfikowania dużej części flot do 2025 roku" - zaznaczył Knitter.

W ocenie dyrektora generalnego Power Dot w Polsce Grigoriy Grigorieva, to cena aut elektrycznych jest tym głównym powodem, dla którego pierwotnie zainteresowani elektrykami, ostatecznie rezygnują z ich zakupu. "Nowe auta elektryczne stały się wprawdzie dużo bardziej dostępne dzięki dopłatom z programu „Mój elektryk”, ale gdy spojrzymy na ceny samochodów używanych, to elektryki są droższe od aut z tradycyjnym napędem. To samo dotyczy nowych pojazdów elektrycznych, które nie kwalifikują się do dotacji – kosztują więcej od swoich odpowiedników z silnikiem benzynowym" - zaznaczył.

Dodał, że rynek oczekuje od producentów zrównania cen, aby stymulować sprzedaż pojazdów zeroemisyjnych. Szef Power Dot zwrócił też uwagę, że dużo biedniejsza od Polski Rumunia ma już 9-procentowy udział aut zeroemisyjnych w nowych rejestracjach. "Jest to m.in. zasługa atrakcyjnego rządowego programu wspierania elektromobilności, który polega na możliwości zostawienia w rozliczeniu starego samochodu z tradycyjnym napędem" - wskazał.

Przypomniał, że w Polsce program „Mój elektryk” działa od lipca 2021 r. w ofercie dla nabywców indywidualnych, natomiast w najistotniejszym z punktu widzenia rynku segmencie, tj. leasingu i wynajmie długoterminowym, wystartował w drugim kwartale 2022 r.

Z danych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych na koniec stycznia 2023 r. w Polsce było zarejestrowanych ponad 31,2 tys. sztuk samochodów elektrycznych. W 2022 r. zarejestrowano w Polsce 12,7 tys. nowych aut w pełni elektrycznych samochodów – wynika z danych Samaru.

Według symulacji ekspertów Carsmile, jeśli Polska wprowadzi spójny i konsekwentny program wspierania elektromobilności, „pierwszy milion” sprzedanych elektryków ma szansę paść w latach 2030-2032. Jeśli natomiast rynek będzie rósł w sposób naturalny, bez wsparcia regulacyjnego i determinacji po stronie producentów aut, osiągnięcie miliona sprzedanych pojazdów zeroemisyjnych będzie trwało bardzo długo - wskazali. (PAP)

autorka: Longina Grzegórska-Szpyt