Wolontariat pracowniczy przestaje być wyłącznie okazją do integracji zespołu i udziału w jednodniowej akcji społecznej. Coraz większe znaczenie ma rozpoznanie rzeczywistych potrzeb, długofalowe partnerstwo oraz wykorzystanie kompetencji pracowników. Wyzwaniem pozostaje ocena efektów tych działań. O tym, jak rozwijać wolontariat, jak mierzyć jego skuteczność i odróżnić autentyczne zaangażowanie od działań wizerunkowych rozmawiamy z Anną Tatarzyńską z Grupy Żabka.
Wolontariat pracowniczy to już nie tylko jednorazowe akcje
Forsal: Wolontariat pracowniczy coraz częściej staje się elementem strategii społecznej odpowiedzialności firm. Co sprawia, że przedsiębiorstwa decydują się angażować pracowników w takie działania i jak zmienia się podejście biznesu do wolontariatu?
Anna Tatarzyńska: Przez lata wolontariat pracowniczy często opierał się na prostym scenariuszu: jeden dzień, zespół i wspólna akcja. Takie działania nadal są potrzebne, ale dziś coraz częściej pytamy: komu mają pomóc, co możemy wnieść i co pozostanie po naszym wyjściu?
W Grupie Żabka chcemy, aby pomaganie było dostępne na co dzień, a nie tylko „od święta”. Wolontariat jest częścią Strategii Zaangażowania Społecznego, realizowanej w ramach szerszej Strategii Odpowiedzialności Grupy Żabka. Każdy pracownik może przeznaczyć na działania społeczne do ośmiu godzin pracy miesięcznie, czyli dwanaście dni w roku. Jeżeli ktoś dostrzega potrzebę i chce działać, firma daje mu na to czas.
Nie ma jednego modelu wolontariusza. Jedni wybierają pracę w terenie, inni prowadzą warsztaty, a jeszcze inni organizują całe projekty. Wspólne działania integrują pracowników, pozwalają lepiej poznać osoby z innych zespołów i zobaczyć współpracowników w nowych rolach. Rozwijają również praktyczne kompetencje – od komunikacji i współpracy po planowanie oraz zarządzanie projektem.
Wolontariat pracowniczy staje się także jednym z kryteriów wyboru pracodawcy. Kandydaci podczas rozmów rekrutacyjnych pytają, czy firma prowadzi taki program i daje rzeczywistą możliwość zaangażowania. Szukają organizacji, których wartości są widoczne w praktyce. Wolontariat nie jest więc już wyłącznie dodatkiem, lecz jednym z elementów budujących kulturę organizacyjną i atrakcyjność pracodawcy.
Firma wnosi do wolontariatu nie tylko środki finansowe, ale także wiedzę, kontakty i kompetencje swoich pracowników. Gdy łączymy te zasoby z dobrze rozpoznaną potrzebą, pomoc przestaje być jednorazowym gestem i zyskuje trwałą wartość dla obu stron.
Jak mierzyć efekty wolontariatu pracowniczego?
Forsal: W działaniach społecznych łatwo wykazać liczbę uczestników, przepracowanych godzin czy wartość przekazanej pomocy. Znacznie trudniej zmierzyć długofalowe efekty. Jak oceniają Państwo skuteczność wolontariatu i po czym poznają Państwo, że przynosi on realne korzyści społeczne lub środowiskowe?
AT: Godziny i liczba uczestników są ważne, ale same niewiele mówią. Można przeprowadzić dużą akcję, a mimo to nie odpowiedzieć na prawdziwą potrzebę. Dlatego najważniejsze jest dla nas pytanie: co zmieniło się dzięki naszej obecności?
Osobno patrzymy na skalę, a osobno na efekt. Skala pokazuje, ile osób i czasu zaangażowaliśmy. Efekt mówi natomiast, czy ułatwiliśmy komuś wejście w dorosłość lub na rynek pracy, wzmocniliśmy organizację społeczną albo pomogliśmy chronić przyrodę.
Co roku w wolontariat w Grupie Żabka angażuje się średnio około 300 osób, poświęcając na niego ponad 1000 godzin. Cieszą nas te liczby, ale za każdą godziną powinien stać sensowny rezultat – nawet jeśli nie da się go od razu ująć w tabeli.
Przykładem jest projekt realizowany w ramach programu Re:Generacja wspólnie z Karkonoskim Parkiem Narodowym oraz UNEP/GRID-Warszawa. Obejmuje on remonty szlaków i edukację turystów, których celem jest ograniczenie presji na karkonoską przyrodę. Nasi pracownicy najpierw poznawali wyzwania KPN podczas zajęć z ekspertami, a następnie uczestniczyli w zaplanowanych pracach terenowych. Ich zaangażowanie było więc częścią większego projektu ochrony siedlisk i zasobów wodnych, a nie pojedynczą akcją.
Podobnie działamy z organizacjami społecznymi: najpierw słuchamy. Czasami potrzebne są ręce do pracy, a innym razem wiedza z zakresu rekrutacji, finansów, komunikacji czy zarządzania projektem. Dlatego rozwijamy również wolontariat kompetencyjny. Pracownik może pomóc komuś przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej, uporządkować budżet lub zaplanować projekt. Taki rezultat trudniej policzyć, ale zdobyta wiedza i nowe umiejętności często pozostają na długo.
Nie każda akcja zmienia świat. Ważne jednak, aby odpowiadała na rzeczywistą potrzebę, przynosiła konkretną korzyść i pozwalała wyciągać wnioski na przyszłość.
Pomoc w kryzysie i długofalowe działania na rzecz środowiska
Forsal: Jak wybierają Państwo obszary zaangażowania i jak łączą Państwo doraźną pomoc w sytuacjach kryzysowych z długofalowymi działaniami na rzecz środowiska?
AT: Obszary zaangażowania wybieramy na podstawie rzeczywistych potrzeb oraz oceny, gdzie możemy wnieść coś konkretnego. Strategia Zaangażowania Społecznego koncentruje się na dobrostanie, lokalnych społecznościach i wyrównywaniu szans.
Dużą rolę odgrywają partnerzy, którzy dobrze znają dane środowisko. Organizacje społeczne pomagają rozpoznać potrzeby, pracownicy dzielą się czasem i kompetencjami, a franczyzobiorcy wiedzą, czym żyją ich lokalne społeczności. Dzięki tej współpracy możemy lepiej dopasować rodzaj pomocy do sytuacji.
W kryzysie liczą się tempo i skala. Podczas powodzi czy pandemii współpracowaliśmy między innymi z Polskim Czerwonym Krzyżem, Ministerstwem Zdrowia i lokalnymi samorządami. Partnerzy wskazują, gdzie pomoc jest najpilniejsza, a my wykorzystujemy nasze możliwości organizacyjne, aby szybko uruchomić ludzi i zasoby.
Działania środowiskowe wymagają innego podejścia – konsekwencji oraz współpracy rozłożonej w czasie. Nie przeciwstawiamy jednak tych dwóch modeli. W kryzysie odpowiadamy na pilną potrzebę, a w projektach długofalowych pracujemy nad trwałym efektem. W obu przypadkach zaczynamy od tego samego pytania: jaka pomoc będzie naprawdę potrzebna?
Jaki powinien być wolontariat w pracy?
Forsal: Czy wolontariat pracowniczy może być odpowiedzią na rosnące oczekiwania wobec firm w zakresie odpowiedzialności za środowisko i lokalne społeczności? Gdzie przebiega granica między autentycznym zaangażowaniem a działaniami, które służą przede wszystkim budowaniu wizerunku przedsiębiorstwa?
AT: Wolontariat może wiele powiedzieć o firmie, ale nie przykryje sposobu, w jaki prowadzi ona biznes. Jeżeli odpowiedzialności nie widać w codziennych decyzjach i podejściu do ludzi, nawet najlepsza akcja społeczna tego nie zmieni.
Dlatego wolontariat nie może być osobną wyspą. Powinien być spójny z wartościami organizacji i sposobem jej działania. Częścią odpowiedzialności jest także umiejętność powiedzenia: nie znamy wszystkich odpowiedzi, dlatego posłuchajmy osób, które lepiej rozumieją dany problem.
W praktyce partnerstwo oznacza, że w sprawach przyrody słuchamy przyrodników, w lokalnych społecznościach – ich mieszkańców, a przy wspieraniu młodych osób – organizacji i opiekunów. My dokładamy czas, energię, kontakty i kompetencje.
Granica między prawdziwym zaangażowaniem a akcją na pokaz staje się wyraźna po zadaniu dwóch pytań: czy ktoś rzeczywiście potrzebuje tej pomocy oraz jaką realną zmianę po sobie pozostawimy?
Warto mówić o dobrych działaniach, ponieważ mogą zachęcać innych. Nie należy jednak tworzyć opowieści większej niż rzeczywisty efekt. Najpierw praca, potem komunikacja. Autentyczność oznacza również uczciwe mówienie o tym, co się udało, co nie wyszło i czego nauczyliśmy się po drodze.
Forsal: Jak będą Państwo rozwijać wolontariat pracowniczy w kolejnych latach? Czy planują Państwo przede wszystkim zwiększać liczbę zaangażowanych osób i godzin, czy raczej koncentrować się na długofalowych projektach, których efekty można zmierzyć i utrzymać?
AT: Chcemy angażować więcej osób, ale nie zamierzamy koncentrować się wyłącznie na liczbach. Najważniejsze jest to, czy czas wolontariuszy został dobrze wykorzystany i czy działanie odpowiedziało na rzeczywistą potrzebę.
Pomysły nie powinny przychodzić wyłącznie z góry. Pracownicy i franczyzobiorcy często jako pierwsi dostrzegają potrzeby w swoim otoczeniu. Chcemy pomagać im znaleźć odpowiedniego partnera i przeprowadzić działanie. Samodzielne tworzenie takich inicjatyw wzmacnia poczucie odpowiedzialności, uczy współpracy i rozwija umiejętność prowadzenia projektów.
Jednym z głównych kierunków będzie wolontariat kompetencyjny. Nasi pracownicy mają wiedzę z zakresu rekrutacji, technologii, finansów, logistyki, komunikacji czy biznesu. Chcemy ułatwiać im dzielenie się nią z młodymi ludźmi, organizacjami społecznymi i lokalnymi społecznościami.
Może to być próbna rozmowa rekrutacyjna, warsztat dotyczący zarządzania budżetem, wsparcie komunikacyjne albo pomoc w uporządkowaniu procesów w organizacji. Czasem kilka godzin z właściwą osobą daje więcej niż duża akcja, ponieważ przekazana wiedza pozostaje na dłużej.
Nie rezygnujemy przy tym z działań terenowych ani szybkiej pomocy. Chcemy dobierać formę zaangażowania do sytuacji: czasem potrzebne są ręce do pracy, innym razem wiedza, a niekiedy jedno i drugie.
Najbardziej cieszy nas, gdy ktoś po pierwszym doświadczeniu chce wrócić. Wolontariat daje poczucie sprawczości, integruje pracowników, wzmacnia relacje między zespołami i pozwala wykorzystywać kompetencje w nowych sytuacjach. Pomaga również zobaczyć współpracowników z innej strony oraz odkryć umiejętności, które nie zawsze ujawniają się w codziennej pracy.
Chcemy więc angażować więcej osób, częściej dzielić się wiedzą i rozwijać działania, których efekty pozostają na dłużej – zarówno po stronie odbiorców pomocy, jak i samych wolontariuszy.
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.
