Wybuch pandemii zaskoczył wszystkich i wszyscy mieli nadzieję, że uda się ją szybko wygasić. Dlatego w kwietniu zarząd Disney Co. podjął decyzję o utrzymaniu 100 tys. etatów pracowników zatrudnionych w parkach rozrywki i ośrodkach wypoczynkowych. Jednak przedłużające się obostrzenia związane z koronawirusem uniemożliwiają pełne otwarcie obiektów dedykowanych rodzinnej rozrywce. Niestety Walt Disney Co. ogłosił 29 września, że zwolni 28 tys. pracowników zatrudnionych w parkach rozrywki w USA, w tym w Walt Disney World i Disneylandzie.

Na razie filie Disneya w Kalifornii pozostają zamknięte z powodu ograniczeń wprowadzonych przez rząd stanowy. Natomiast parki na Florydzie dotkliwie odczuwają ograniczenia liczby odwiedzjących narzuconych przez obostrzenia pandemiczne oraz słabszej niż przewidywał Disney frekwencji. Disney obarcza odpowiedzialnością za swoje kłopoty gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma. Ważniejszą przyczyną, dla której wielu konsumentów rezygnuje z wizyt w popularnych destynacjach jest raczej stały wzrost liczby zakażeń Covid-19 w całym kraju. Spośród 500 millenialsów ankietowanych ostatnio przez Morning Consult tylko 26 proc. stwierdziło, że czuje się komfortowo chodząc do parków rozrywki. Podobne zdanie wyraziło tylko 16 proc. przedstawicieli tzw. pokolenia baby boomers. Dodatkowo 42 proc. ankietowanych dorosłych Amerykanów stwierdziło, że swoja kolejną wycieczkę do obiektów typu Disneyland planuje za co najmniej sześć miesięcy. Z podobnymi problemam, czyli brakiem odwiedzających, boryka się również przemysł filmowy. Wprawdzie drzwi kin otworzyły się, ale premiera filmu „Tenet” przyciągnęła do nich niewiele osób. Ludzie niekoniecznie muszą powrócić do swoich normalnych zajęć tylko dlatego, że mogą, napisała w komentarzu do tej sytuacji Lachapelle.

Zdaniem gości i dziennikarzy, którzy udali się do ponownie otwartego Disney World w Orlando, wprowadzone i konsekwentnie egzekwowane protokoły bezpieczeństwa są wręcz imponujące. Mimo to potencjalni goście mają zrozumiałe obawy, dotyczące zarówno samego przyjazd do parku rozrywki jak i pobytu na jego terenie. Panująca w USA recesja i wysokie bezrobocie, również nie zachęcają ludzi do wydawania więcej niż 100 dolarów na osobę dziennie za samo wejście do jednego Disneylandów. W ubiegłym roku część korporacji Disneya, która odpowiada za prowadzenie parków rozrywki, rejsy wycieczkowe i produkty konsumenckie, zapewniła aż 37 proc. całkowitych przychodów firmy. To więcej niż jej sieci telewizyjne czy działalność filmowa, choć ostatecznie oba rodzaje działalności napędzają globalną fascynację marką Disney.

W lutym tuż przed wybuchem pandemii Bob Chapek zastąpił na stanowisku prezesa Disney Co. Boba Igera, który po 15 latach pracy w korporacji odszedł na emeryturę. Poprzednio Chapek był odpowiedzialny za działalność parków tematycznych. Z jednej strony jego dotychczasowe doświadczenie zawodowe może pomóc wyjść Disneyowi z kryzysu. Z drugiej zaś jego kompetencje odbiegają od kierunku, który Disney obrał jeszcze przed pandemią. A jest nim rozwijanie platform i usług streamingowych. W czasie pandemii długo oczekiwany remake filmu „Mulan” w wersji z aktorami nie trafił do kin i miał swoją premierę bezpośrednio w aplikacji Disney +. Wykupienie dostępu do niej kosztowało tylko 30 dolarów.

Reklama

Słowo „normalność” zaczyna zanikać z codziennego słownika i musimy mu na to pozwolić, uważa Lachapelle. Ale pytanie brzmi, czy jeśli parki rozrywki i kina nie odrodzą się, a przynajmniej nie w najbliższym czasie, czy Disney w ogóle będzie już tą samą firmą co kiedyś?