Sessions, który jest również prokuratorem generalnym, podkreślił, że program DACA warunkowo chroniący obecnie przed deportacją osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę Stanów Zjednoczonych przed ukończeniem 16. roku życia, był "wprowadzony nielegalnie, bez poszanowania konstytucji i prawa imigracyjnego" przez poprzednią, demokratyczną administrację Baracka Obamy.

Szef resortu sprawiedliwości poinformował, że administracja w trybie natychmiastowym przestanie rejestrować osoby, które spełniają warunki tego programu.

Decyzja spotkała się z protestami osób zagrożonych deportacją i ich sympatyków, którzy demonstrowali między innymi przed Białym Domem i przed prywatną rezydencją prezydenta Donalda Trumpa w Nowym Jorku.

Program DACA (Deferred Action for Childhood Arrivals - wstrzymania deportacji wobec osób, które przybyły jako dzieci) został rozpoczęty na podstawie rozporządzenia wykonawczego Baracka Obamy w roku 2012 i od tego czasu był kilkakrotnie przedłużany.

Wprowadzenie programu DACA było wyrazem zniecierpliwienia administracji Obamy niepowodzeniem zabiegów Kongresu mających uregulować status osób, które nielegalnie przekroczyły granicę USA przed ukończeniem 16. roku życia.

Reklama

Kongres od roku 2001 wielokrotnie próbował rozwiązać sytuację tej liczącej obecnie 800 tys. grupy młodych lub dorosłych obecnie osób na podstawie projektu ustawy DREAM. Od nazwy tej ustawy - DREAM ("marzenie”) - osoby, które przekroczyły "zieloną granicę” przed ukończeniem 16. roku i większość życia spędziły w USA, są nazywane "dreamers" (marzycielami).

Przeciętny wiek "marzycieli" w momencie nielegalnego przekroczenia granicy, z reguły razem z rodzicami, wynosił 6,5 roku.

Wśród marzycieli - jak poinformowali PAP przedstawiciele organizacji polonijnych - nie ma Polaków.

Polacy nielegalnie przebywający w USA z reguły przekroczyli granicę legalnie na lotniskach amerykańskich, na podstawie wizy turystycznej, a następnie samowolnie przedłużyli swój pobyt.

Każda próba przyjęcia przez Kongres projektu ustawy DREAM, cieszącej się dużym poparciem ustawodawców z obu partii, amerykańskiego biznesu i większości społeczeństwa, kończyła się niepowodzeniem z powodu sprzeciwu konserwatywnych Republikanów, którzy argumentowali, że pozwolenie dzieciom nielegalnych imigrantów na pozostanie w USA byłoby formą niezgodnej z konstytucją amnestii i zachęcałoby innych przybyszy do przekraczania granicy w nadziei na zalegalizowanie swojego pobytu, kiedy ich dzieci osiągną dojrzałość.

Prezydent Trump podczas swojej kampanii wyborczej zapowiadał natychmiastowe zakończenie programu DACA, jednak po zaprzysiężeniu złagodził swoje stanowisko, tłumacząc, że "chodzi o niewinne dzieci, które ponoszą konsekwencje z powodu decyzji rodziców".

Trump we wtorek jeszcze przed ogłoszeniem przez prokuratora generalnego decyzji o warunkowej likwidacji programu DACA napisał w Twitterze: "Kongres, weź się do roboty - DACA".

Zdaniem kongresmana Josepha Crowleya, przewodniczącego grupy parlamentarnej Partii Demokratycznej (tzw. Caucus) w Izbie Reprezentantów, przerzucenie przez prezydenta Trumpa odpowiedzialności za losy "marzycieli" na Kongres oraz fakt, że o swojej decyzji nie poinformował osobiście, ale powierzył to zadanie Sessionsowi, jest “dowodem tchórzostwa".

Crowley zapowiedział, że Demokraci nie pójdą na żadne układy, jak np. ocalenie programu DACA w zamian za przyznanie funduszy na budowę muru na granicy z Meksykiem.

Wcześniej republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan wyraził przekonanie, że to prezydent Trump, a nie Kongres powinien znaleźć rozwiązanie sytuacji "marzycieli".

Autorzy opracowania libertariańskiego think tanku CATO Institute oceniają, że zakończenie programu DACA będzie kosztowało amerykańskich pracodawców ponad 6 mld dolarów. Dodatkowo rząd federalny będzie musiał wydać na deportację prawie 800 tys. "marzycieli" 60 mld dol., a gospodarka amerykańska w ciągu następnych 10 lat poniesie straty w wysokości 280 mld dolarów.

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski (PAP)