Zachód wysłał Ukrainie setki czołgów. Dziś część z nich stoi w lasach
Od pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny Kijów przekonywał, że potrzebuje zachodnich czołgów. Sojusznicy długo się wahali, ale na początku 2023 r. zapadły decyzje o przekazaniu Leopardów, Challengerów i Abramsów. Według dostępnych zestawień od 2022 r. Ukraina otrzymała od państw wspierających ją około 900 czołgów różnych typów, w tym starsze T-72 i PT-91.
Dziś okazuje się, że są one średnio użyteczne. Na ekranach stanowiska dowodzenia 33. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej, które odwiedzili reporterzy z USA, widać transmisje z dronów bombowych i rozpoznawczych, a na jednym z nich – bezzałogowy pojazd lądowy jadący błotnistą drogą. Brakuje tylko czołgów.
Leopardy warte miliony euro stoją pod siatkami maskującymi w lasach obwodu charkowskiego. Jeden z nich, jak zaznaczyli dziennikarze, zdążył pokryć się pajęczynami. "NYT" zwraca uwagę, że ciężkie pojazdy opancerzone, jeszcze niedawno odgrywające kluczową rolę w natarciu, niemal zniknęły ze szturmów. Dotyczy to obu stron wojny.
Jak wiadomo od wielu miesięcy, wszystko zmieniło upowszechnienie dronów. Tanie bezzałogowce pozwalają stale obserwować zaplecze frontu i uderzać w czołgi tam, gdzie ich pancerz jest najsłabszy. Rosjanie stosunkowo wcześnie zaczęli osłaniać swoje maszyny siatkami i metalowymi konstrukcjami. – Ludzie się wtedy z nich śmiali i mówili, że robią grille. Ale szli w dobrym kierunku – przyznał dziennikarzom "Energetyk", odpowiedzialny w 33. Brygadzie za obsługę czołgów. Ukraińcy poszli ich śladem, montując dodatkowe osłony i pancerz reaktywny. Nie wystarczyło to jednak, by ciężkie pojazdy wróciły do udziału w akcjach ofensywnych.
Leopardy zamieniły się w bardzo drogie ciągniki
Czołgiści 33. Brygady nadal ćwiczą. Mniej więcej co dwa tygodnie wyprowadzają maszyny na poligon i prowadzą strzelania z użyciem ostrej amunicji, żeby nie stracić nabytych umiejętności – relacjonuje "NYT". Później Leopardy wracają pod siatki. Część czeka na naprawy i przeglądy, inne pozostają w rezerwie. Rozkazy wysłania ich do walki przestały jednak przychodzić.
Jeżeli czołgi opuszczają kryjówki, często wykonują dziś zadania, do których nie zostały stworzone. Holują uszkodzony sprzęt – sprowadzono je do roli niezwykle drogich ciągników. Nawet takie wyjazdy pozostają niebezpieczne. Działonowy o pseudonimie "Archie" mówił amerykańskim dziennikarzom, że takie misje można wykonywać przede wszystkim podczas złej pogody, gdy wiatr, deszcz i ograniczona widoczność zmniejszają liczbę dronów w powietrzu.
Nie wszyscy chcą ponownie ryzykować wyjazd na front w czołgu. 27-letni "Golden" przyznał, że na razie wolałby, aby maszyny w ogóle nie były używane. – Już raz byłem w płonącym czołgu. Wystarczy – powiedział "NYT", wspominając misję, którą ledwo przeżył.
Zmienia się także sama 33. Brygada. Dowódca o pseudonimie "Morpheus" powiedział dziennikarzom gazety, że około połowy żołnierzy jego batalionu przekwalifikowało się już na operatorów dronów. 33-letni "Korżyk", który dołączył do jednostki w 2025 r., nigdy nawet nie dotknął czołgu. Reporterzy "NYT" zastali go w ciemnym warsztacie, gdzie naprawiał bezzałogowe pojazdy lądowe.
37-letni "Johnny" wcześniej jeździł czołgami, ale bez wahania przeniósł się do pododdziału wykorzystującego takie bezzałogowce. – Zamykasz właz, ruszasz i nie masz pojęcia, czy wrócisz – wyjaśniał amerykańskim dziennikarzom swój wybór.
"Era czołgów się skończyła"
"Mechan" wcześniej jeździł radzieckimi T-64. W rozmowie z "NYT" mówił, że po T-64 jazda Leopardem przypominała jazdę Mercedesem lub BMW. Dziś jednak prowadzi go przede wszystkim podczas misji holowniczych. Wieczorami uczy się sterowania dronami. – Era czołgów się skończyła – ocenił.
Morpheus nie jest tak kategoryczny. Jego zdaniem powrót czołgów do walki wymaga poważnego przełomu technologicznego. – Jestem przekonany, że czołgi nadal mają przyszłość, ale z jednym zastrzeżeniem. Myślę, że będą bezzałogowe – powiedział "NYT".
Polska zamyka oczy i buduje potężne siły pancerne
Doświadczenia z Ukrainy nie zatrzymały jednak rozmachu polskiego programu rozbudowy wojsk pancernych. Będą one jednymi z największych w Europie. Zamówiliśmy łącznie 726 Abramsów i K2: 116 Abramsów M1A1, 250 nowych Abramsów M1A2 SEPv3 oraz 360 południowokoreańskich K2 i K2PL. Wszystkie M1A1 oraz 180 K2 z pierwszej umowy są już w Polsce, trwają też dostawy M1A2 SEPv3 i maszyn z drugiego kontraktu na K2.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
