Agencja, powołując się na Malese Mesfin z Czerwonego Krzyża, podaje, że w czwartek pochowano 207 ofiar i 15 napastników.

Atak miał miejsce we wsi Bekoji w powiecie Bulen. Powołana przez państwo Etiopska Komisja Praw Człowieka oszacowała początkowo, że zginęło ponad 100 osób.

Jak poinformował rzecznik powiatu Bulen Kassahun Addisu, ponad 40 tys. ludzi opuściło swoje domy z powodu walk.

Premier Abiy Ahmed Ali nazwał atak „masakrą” i następnego dnia wysłał do Bienszangul-Gumuz wojska federalne. Żołnierze zabili 42 uzbrojonych mężczyzn oskarżonych o napad na wioskę. "Zatrzymano też pięciu wysoko postawionych urzędników państwowych z lokalnych struktur władzy w związku z zaniedbaniami w sferze bezpieczeństwa publicznego" - poinformowała państwowa etiopska agencja prasowa.

Reklama

Ubogi region Bienszangul-Gumuz jest zamieszkany przez kilkadziesiąt grup etnicznych. W ostatnim okresie stał się areną gwałtownych starć na tle etnicznym. Od września doszło tam do co najmniej czterech większych zamachów; w jednym z nich - gdy zaatakowano autobus - zginęły 34 osoby.

Agencje przypominają, że na północy kraju doszło niedawno do stłumienia buntu w dążącej do większej niezależności prowincji Tigraj. Zgodnie z oceną ekspertów interwencja sił wojskowych w Tigraju, którą Abiy przedstawia jako swój sukces, przyczyniła się do wymuszonej emigracji co najmniej 950 tys. osób. "Zginęły setki, jeśli nie tysiące ludzi" - szacuje Reuters.

Zaangażowanie znacznych sił wojskowych i aparatu bezpieczeństwa w pacyfikację Tigraju skutkowało powstaniem próżni bezpieczeństwa w innych częściach Etiopii - zauważa agencja.