"Pracujemy nad osiągnięciem porozumienia, ale jedyne, jakie jest możliwe, to takie, które respektuje naszą suwerenność i pozwala odzyskać kontrolę nad naszymi prawami, naszym handlem i naszymi wodami. Takie jest nasze niezmienne stanowisko od samego początku i nie będę go zmieniał" - napisał Frost na Twitterze po przybyciu do Brukseli, gdzie odbędzie się kolejna runda negocjacyjna.

Odniósł się on w ten sposób do spekulacji, że po rezygnacji, którą w piątek złożył Dominic Cummings, główny doradca brytyjskiego premiera Borisa Johnsona, rząd w Londynie będzie bardziej skłonny do ustępstw.

"W ostatnich dniach poczyniono pewne postępy w pozytywnym kierunku. Obecnie mamy również wspólne w dużej mierze projekty tekstów traktatowych, choć oczywiście istotne elementy nie zostały jeszcze uzgodnione. Będziemy pracować nad tym, aby na nich się oprzeć i osiągnąć całościowe porozumienie, jeśli damy radę" - dodał brytyjski negocjator.

Zarazem jednak ostrzegł: "Ale może nam się nie udać. Tak czy inaczej, tak jak premier Boris Johnson jasno stwierdził 16 października, ludzie i przedsiębiorstwa muszą przygotować się na zmiany, które nastąpią 31 grudnia, przy czym większość z nich odbędzie się bez względu na to, czy dojdzie do porozumienia, czy też nie".

Jak wielokrotnie wskazywali w ostatnich tygodniach Frost oraz jego unijny odpowiednik Michel Barnier, punktami spornymi niezmiennie są rybołówstwo, zasady konkurencji i sposób rozstrzygania przyszłych sporów.

Brak porozumienia przed 31 grudnia 2020 roku, kiedy skończy się okres przejściowy po brexicie, oznacza, że od przyszłego roku handel między Wielką Brytanią a UE będzie odbywał się na ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu (WTO), czyli będą mogły być stosowane cła, kwoty ilościowe i inne bariery.