Na dokonanie wyboru samodzielnie pozostało niewiele czasu – termin upływa 10 stycznia przypominają analitycy Open Finance. 31 stycznia ZUS przeprowadzi kolejne losowanie przydziału do otwartych funduszy emerytalnych. Tradycyjnie obejmie ono te osoby, które nie dopełniły obowiązku i nie dokonały wyboru OFE samodzielnie. Tym razem jest ich bardzo dużo – blisko 433,7 tys. To najwięcej od pięciu lat i prawie dwa razy więcej niż wynosiła dotychczasowa średnia (231 tys.). 

Zobacz też: Rząd może ograniczyć przekazywanie środków do OFE

Czy w ogóle warto samemu dokonywać wyboru? Najważniejszym argumentem przemawiającym za jest ten, że przecież w grę wchodzą nasze własne pieniądze, o których zapewne wolelibyśmy sami decydować. Ponadto, za podpisaniem umowy bezpośrednio po rozpoczęciu pierwszej pracy przemawia to, że składki przekazywane przez pracodawcę do ZUS-u, zamiast trafić do funduszu, który od razu je zainwestuje, leżą bezproduktywnie na nieoprocentowanym koncie. Potencjalne utracone korzyści z tego tytułu są jednak raczej niewielkie, chodzi bowiem zazwyczaj o niskie kwoty. Pierwsza praca z reguły nie jest dobrze płatna, a do OFE trafia tylko nieco ponad 7 proc. pensji brutto. Przy wynagrodzeniu nieprzekraczającym średniej krajowej te pół roku zwłoki może nas pozbawić zysków rzędu kilkunastu bądź kilkudziesięciu złotych i w kontekście przyszłej emerytury taka kwota nie ma większego znaczenia.

Trzeba też oczywiście pamiętać, że podpisanie umowy z OFE to nie cyrograf i nie wiąże nas na całe życie. Fundusz zawsze można zmienić. Należy jednak przy tym pamiętać, że taka operacja kosztuje – w pierwszym roku od podpisania umowy 160 zł, a w drugim 80 zł. Po upływie dwóch lat nie zapłacimy żadnej prowizji.

Od stycznia 2010 roku weszły w życie nowe przepisy, które określają maksymalną prowizję, pobieraną od każdej składaki wpływającej na konto emerytalne w OFE, na 3,5 proc. Wszystkie fundusze (z wyjątkiem Alllianza, który w statucie zapisał że będzie to maksymalnie 3,45 proc.) naliczają prowizję w takiej właśnie wysokości. Drugim składnikiem kosztów jest wynagrodzenie za zarządzanie, które z aktywów funduszu potrąca sobie zarządzające nim powszechne towarzystwo emerytalne (PTE). Jednak także i w tym przypadku jego maksymalna wysokość jest ustalona przez ustawodawcę i wynosi nie więcej niż 0,045 proc. w skali miesiąca (0,54 proc. w skali roku). W porównaniu z funduszami inwestycyjnymi stabilnego wzrostu (średnie deklarowane stałe wynagrodzenie w skali roku 2,63 proc.), do których pod względem prowadzonej strategii inwestycyjnej można porównywać OFE, jest to stosunkowo niewiele.

>>> Rząd ogłosił zmiany w emeryturach. Zobacz szczegóły