A tak się składa, że szefem Amber Gold jest Marcin Plichta, w przeszłości wielokrotnie skazywany za oszustwa finansowe.

– Prawdopodobne jest, że klienci nie otrzymają pieniędzy, które powierzyli spółce, inwestując w depozyty oparte na szlachetnych kruszcach. Proces likwidacji spółki co do zasady jest prowadzony przez prywatnych likwidatorów, niejednokrotnie zarząd. I nie jest nadzorowany przez syndyka, odwrotnie niż w przypadku upadłości – zwraca uwagę Agnieszka Wojciechowska, radca prawny z kancelarii Foryś Wojciechowski. 

>>> Czytaj też: Wszystkie grzechy Amber Gold. Oto historia "złotej" spółki

Właściciel nie odpowie

Prawniczka podkreśla, że w przypadku likwidacji i upadłości spółek z o.o. i akcyjnych właściciele nie odpowiadają za ich zobowiązania, a członkowie zarządu tylko w ograniczonych sytuacjach. To oznacza, że jeśli w Amber Gold sp. z o.o. nie będzie majątku na pokrycie roszczeń, trudno będzie się domagać pieniędzy od Marcina Plichty, jeśli zarząd w porę sam zgłosi wniosek o upadłość. Kilka dni temu firma Amber Gold zapewniała, że jej majątek sięga niemal 150 mln zł, a zobowiązania wobec klientów około 80 mln zł. Nie ma też żadnych przeciwwskazań, by to Plichta mógł być likwidatorem Amber Gold. Nie przeszkadza w tym nawet to, że na mocy jednego z wyroków sądowych nie ma prawa kierowania spółką do początku 2014 r.

– Teoretycznie sąd może uchylić jego powołanie na prezesa, ale do tego daleka droga – tłumaczy Marcin Mamiński z kancelarii Mamiński i Wspólnicy. „Gazeta Wyborcza” twierdzi, że na wiosnę Plichta wraz z żoną przeprowadzili operację wyprowadzenia ze spółki 50 mln zł do Amber Gold SA pod postacią pożyczki od Amber Gold sp. z o.o. Pożyczka została ponoć spłacona papierami spółki akcyjnej, ale nie były one wymieniane wśród składników majątku Amber Gold sp. z o.o. –

Gdyby postępowanie likwidacyjne udało się zmienić w upadłościowe, syndyk mógłby uznać taką czynność za poszkodowanie Amber Gold sp. z o.o. i jej wierzycieli i doprowadzić do uznania jej za bezskuteczną. To mogłoby pomóc ludziom w odzyskaniu pieniędzy – uważa Wojciechowska. Marcin Mamiński zwraca uwagę, że każdy, komu spółka Amber Gold winna jest pieniądze, będzie mógł w trakcie procesu likwidacyjnego wystąpić z wnioskiem o jej upadłość. – Ale wtedy sąd będzie musiał stwierdzić, czy firma w sposób trwały przestała spłacać wierzycieli – tłumaczy Mamiński.

Kiedy klienci Amber Gold mogą spodziewać się zwrotu należnych im pieniędzy? – Likwidacja spółki trwa co najmniej sześć miesięcy, ale w praktyce o wiele dłużej – mówi Dariusz Staniszewski, adwokat z Warszawy specjalizujący się w prawie spółek. Proces odzyskiwania środków na drodze ogłoszenia upadłości jest jeszcze dłuższy.

Pozew do wygrania?

Amber Gold twierdzi, że w dniu rozpoczęcia likwidacji, zgodnie z regulaminem depozytów towarowych, wypowie wszystkim klientom umowy, a potem będzie zwracać zainwestowany kapitał wraz z odsetkami naliczonymi do dnia wypowiedzenia umowy. O wypłacie środków klienci mają być informowani listownie, bo od wczoraj wszystkie oddziały Amber Gold przestały działać.

Kancelaria Chałas i Wspólnicy przygotowuje pozew zbiorowy przeciwko Amber Gold. Chce reprezentować kilkadziesiąt osób, które nie otrzymały w terminie pieniędzy z lokat, które zapadły. Jednak według Wojciechowskiej ta droga nie gwarantuje odzyskania pieniędzy.

– Praktyka pokazuje, że w naszym otoczeniu prawnym pozwy zbiorowe średnio się sprawdzają – twierdzi. Jedynym przykładem sukcesu tej formy dochodzenia sprawiedliwości jest sprawa klientów mBanku. W gdańskiej prokuraturze znajduje się już 56 zawiadomień w sprawie działalności Amber Gold.

>>> Czytaj też: Piramida Amber Gold: będzie pozew zbiorowy przeciw Skarbowi Państwa