Debra Mollen, czterdziestojedno-letnia profesor z Denton z Teksasu, odkąd spłaca kredyt i zbiera na emeryturę, wraz ze swoim mężem nie planuje mieć dzieci.
“Dzieci są naprawdę drogie” – twierdzi Mollen.

Mollen nie jest osamotniona w swojej ocenie. Odkąd w 2008 wybuchł kryzys finansowy, Amerykanie mają coraz mniej dzieci. Współczynnik urodzeń w 2011 roku spadł do najniższego od 12 lat poziomu – wynika z danych National Center for Health Statistics. Niska stopa urodzeń i zmniejszona imigracja spowodowały, że całkowity wzrost populacji w USA jest najmniejszy od czasów II Wojny Światowej. A to wszystko oznacza mniejszą konsumpcję.

„Konsumpcja rośnie wtedy, gdy rodziny mają dzieci. Fakt, że rodzi się coraz mniej dzieci, obciąża wydatki na konsumpcję. Jeśli okaże się, że to długofalowy trend, wtedy będzie się o co martwić” – twierdzi Dean Maki, główny ekonomista z nowojorskiej siedziby Barclays, który w latach 1995-2000 pracował w Rezerwie Federalnej i zajmował się badaniami nad wydatkami gospodarstw domowych.

Liczba populacji od 1 kwietnia 2010 do 1 czerwca 2011 wzrosła o 0,92 proc. (2,8 mln) do 311,6 mln osób. Jest to najwolniejszy wzrost od połowy lat 40 XX wieku – podaje Census Bureau.

"Awersja do ryzyka"

Liczba urodzeń spadła do 3,96 mln w 2011 roku i w tym roku może jeszcze spaść do poziomu 3,94 mln – przewidywała w lipcu amerykańska firma Demographic Intelligence z Virginii.
Większość rodziców w USA doskonale wie, że posiadanie dziecka jest drogie. Rodzina o średnim dochodzie, która miała dziecko w 2011 roku, wyda w ciągu 17 lat prawie 235 tys. dol. na rzeczy, takie jak żywność, mieszkanie, transport i opiekę nad dzieckiem – szacował w czerwcu amerykański Departament Rolnictwa.

„Zahamowanie tworzenia nowych rodzin powinno nas poważnie zaniepokoić. To osłabia sprzedaż nieruchomości, a także sprzedaż wszystkiego, co jest z tym związane. Tworzenie nowych rodzin jest niezwykle istotnym czynnikiem wzrostu gospodarczego” – uważa Neal Soss, główny ekonomista z nowojorskiej siedziby Credit Suisse.

Testy ciążowe

Są pewne firmy, które dzięki wiedzy z pierwszej ręki mają znacznie lepsze informacje na temat spadku liczby urodzin niż naukowcy z Princeton. Church & Dwight z New Jersey, wytwórca testów ciążowych zauważa, że użycie produkowanych przez nią urządzeń faktycznie spadło. Firma jest również jednym z większych producentów prezerwatyw. „Ludzie są coraz bardziej pogrążeni w depresji, więc uprawiają mniej seksu, a w ślad za tym używają mniej kondomów” – twierdzi James Craigie, dyrektor wykonawczy Church & Dwight.

Czynniki pozafinansowe też odgrywają rolę

Decyzja o posiadaniu dzieci związana jest nie tylko ze stanem portfela. Wiele kobiet koncentruje się na karierze, na relacji ze swoim partnerem czy na innych celach – twierdzi prof. Mollen z Texas Woman’s University. Prof. Mollen uważa, że wolne od dzieci kobiety muszą się nierzadko mierzyć z ogromną presją społeczną. Ale – jak uważa prof. Mollen – pieniądze wciąż odgrywają tu ogromną rolę.

Odkładanie małżeństwa

Odkładanie w czasie zawarcia związku małżeńskiego również może wpływać na obniżenie liczby urodzin.

Alyssa Hunter, pracownik naukowy z Minneapolis, wyszła za mąż trzy lata temu, gdy miała 35 lat. Ze względu na zwiększone ryzyko powikłań zdrowotnych oraz trudności w wychowaniu dzieci w późnym wieku, wraz ze swoim mężem nie planuje założenia rodziny. „Nie mogę sobie wyobrazić, że będę miała wystarczająco dużo energii w wieku 60 lat, aby móc wychowywać nastolatka” – tłumaczy Alyssa.

Mediana wieku zawarcia pierwszego małżeństwa w USA w 2011 roku wynosiła 28,7 lat dla mężczyzn i 26,5 lat dla kobiet. Liczba małżeństw spadła do 6,8 na 1000 osób z 7,6 w 2005 roku – pokazują dane National Center for Health Statistics

„Wiele par odkłada zawarcie małżeństwa do czasu, aż poprawią się im warunki ekonomiczne. Biorąc pod uwagę wysoką stopę bezrobocia wśród młodych dorosłych, odkładanie zawarcia ślubu będzie trwało do czasu, aż nie nastąpi jakaś wyraźna poprawa warunków w USA” – uważa Bradford Wilcox, socjolog z University of Virginia w Charlottesville.

Wielki Kryzys z 1929 roku może tu służyć za precedens. Średnia liczba dzieci na rodzinę w 1933 roku spadła do poziomu 2,3 z poziomu 3,5 w 1900 roku – wynika z danych amerykańskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób. Odbicie nastąpiło w roku 1950, wówczas liczba dzieci na rodzinę wynosiła 3,7. Rozwój nowoczesnych metod antykoncepcyjnych doprowadził do kolejnego spadku tego wskaźnika i ustabilizowania się liczby dzieci na poziomie około dwóch na rodzinę w 1972 roku – pokazują dane rządowe.

Wzrost liczby urodzin może jednak nastąpić wcześniej niż miało to miejsce w przypadku Wielkiego Kryzysu – twierdzi Mark Zandi, główny ekonomista z Moody’s Analytics z Pensylwanii. Oczekuje on bowiem znaczącego wzrostu w drugiej połowie obecnej dekady. Osoby urodzone w czasie wyżu demograficznego z lat 80 wkrótce będą miały swoje dzieci. Pokolenie to będzie miało więcej dzieci, gdy gospodarka znajdzie się się bliżej stanu pełnego zatrudnienia – dodaje Zandi.