Analizując wyniki badania czytelnictwa w krajach UE (zaprezentowanych w raporcie Eurostatu pt. „Dostęp i uczestnictwo w kulturze”) oraz dane dotyczące poziomu innowacyjności w państwach UE („Ranking innowacyjności” Eurostatu), od razu nasuwa się wyraźna korelacja. Państwa z najbardziej oczytanymi społeczeństwami mają też najbardziej innowacyjne gospodarki. Chociaż zależność czytelnictwa i innowacyjności nasuwa się intuicyjnie, nie jest wyraźna w społecznym odbiorze.

O ile w kraju toczy się nieustanna debata na temat potrzeby poprawy innowacyjności naszej gospodarki, o tyle problematyka związana z czytelnictwem nie wychodzi poza gmachy bibliotek i wąskie grono intelektualistów. Książka (jak i cała kultura) jest w Polsce traktowana jako rzecz niepraktyczna, niepoważna i nie mająca wiele wspólnego z ekonomią. Potwierdzają to niskie wydatki na kulturę, chociażby w porównaniu do unijnej średniej.

Państwa UE dzielą się pod względem innowacyjności na 4 grupy: liderów (Szwecja, Dania, Niemcy, Finlandia), krajów podążających za liderami (m. in. Holandia, Belgia, Wielka Brytania, Austria), umiarkowanych innowatorów (Włochy, Hiszpania, Portugalia, Węgry) oraz skromnych innowatorów (Bułgaria, Litwa, Rumunia). Polska awansowała co prawda do 3 grupy, ale znajduje się na jej końcu, balansując pomiędzy dwiema najniższymi kategoriami (dane Eurostatu).

Europejska czołówka czytelnictwa prezentuje się następująco (pod względem odsetka osób, które nie przeczytały żadnej książki i takich, które przeczytały ponad 5): Szwecja, Holandia, Dania, Wielka Brytania, Niemcy. Widzimy, że poza Finlandią, wszystkie innowacyjne państwa mają także bardzo oczytane społeczeństwo. Podobnie jest z drugiej strony: najmniej czytają w Portugalii, Grecji, Rumunii, Chorwacji i Polsce. Żaden kraj, w którym ponad 40 proc. społeczeństwa nie czyta w ogóle (według danych Eurostatu za 2013 rok pochodzących z raportu „Dostęp i uczestnictwo w kulturze”), nie znalazł się w jednej z dwóch grup najbardziej innowacyjnych państw.

>>> Polecamy: Biznes i państwo kurczą się. Świat należy do klasy kreatywnej

Kreatywność - napęd nowej gospodarki

Kultura ma wpływ nie tylko na rozwój jednostek i społeczności, ale powinna też stymulować przedsiębiorczość i sprzyjać wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań biznesowych. Badacz skandynawskiej polityki kulturalnej Peter Duelund zwracał uwagę, że już od lat 80. XX wieku kultura nabrała ekonomicznego znaczenia. Zawrotną karierę zaczęło robić pojęcie „przemysłu kreatywnego” i idea „kultury jako motoru gospodarki”. Jedną z najważniejszych dziedzin kultury niezmiennie jest słowo pisane, a czytanie jest najskuteczniejszym sposobem na wdrażanie wiedzy do społeczeństwa, broniąc swojej pozycji przed edukacją i nowymi technologiami. Z danych zaprezentowanych w raporcie „Creative Economy” wynika, że przemysł kreatywny (czyli napędzany pracą humanistów) stanowi już ok. 4 proc. unijnego PKB, co odpowiada rocznej wartości na poziomie 500 mld euro.

Teorię rozwoju miast w oparciu o nową, szybko rosnącą w siłę klasę społeczną (kreatywną) stworzył amerykański uczony Richard Florida. Wzrost znaczenia ludzi, których praca oparta jest o kreatywne działanie będzie miał według uczonego poważne konsekwencje. Wpłynie przede wszystkim na zmniejszenie znaczenia tradycyjnych sektorów gospodarki, czyli państwowego i prywatnego. Wzrost gospodarczy w coraz większym stopniu będzie pochodził z pracy nowej klasy, a nie z eksploatacji surowców naturalnych i pracy fizycznej. Wzrost znaczenia klasy kreatywnej przeobrazi także biznes, zmieni stosunki na linii pracodawca-pracownik i przedefiniuje pojęcie własności.

W zachodniej myśli doszło do głębokiego rozłamu na zwolenników i przeciwników ekonomizacji kultury. Przeciwnicy biją na alarm w związku z niebezpieczeństwem „instrumentalizacji kultury”, sprzeciwiając się traktowaniu jej jako jednego z narzędzi tworzenia wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, podkreślanie znaczenia kultury dla ekonomii zdominowało europejską debatę publiczną ostatniego dziesięciolecia. Popularne stało się przypisywanie kulturze istotnej roli przy pobudzaniu kreatywności i wzrostu innowacyjności. Polityczne wytyczne dla Wspólnoty w tym zakresie pojawiły się we wspomnianym powyżej raporcie unijnego United Nations Conference on Trade and Development pt. „Creative Economy”.

Polska zajmuje odległe 16. miejsce pod względem obrotu przemysłu kreatywnego (1,2 proc. wartości PKB, dane pochodzą z raportu „Creative Economy”). Czy jesteśmy skazani na niski poziom czytelnictwa i, co za tym idzie, słabą jakość „kapitału kreatywnego”? Biorąc pod uwagę kulturę czytania w krajach o podobnym do Polski poziomie rozwoju cywilizacyjnego, okazuje się że nie. Przykładem państwa zbliżonego do polski pod względem gospodarczym, za to ze znacznie lepszymi wynikami czytelnictwa są Czechy. Dla porównania: w Polsce w 2013 roku żadnej książki nie przeczytało aż 19 mln osób (44 proc. społeczeństwa), a u naszego południowego sąsiada tylko 28 proc. W Czechach 41 proc. osób przeczytało ponad 5 książek rocznie, a w Polsce 27. Pod względem tradycji i kultury czytelnictwa Europa dzieli się tradycyjnie na dwa obszary: Północną i Zachodnią które czytają, i południową, w której książka nie ogrywa dużej roli. Czechy starają się dołączyć do pierwszej grupy. Na czym polega tajemnica czytania?

W Czechach widoczne jest rządowe zainteresowanie problemem. Już po utworzeniu Czechosłowacji w 1918 roku jedną z pierwszych decyzji politycznych był dekret, o obowiązku funkcjonowania przynajmniej jednej biblioteki w każdej gminie. Z kolei w Szwecji biblioteka zajmuje zawsze kluczową rolę w układzie przestrzennym każdego miasta, pełniąc ważną, symboliczną funkcję. Poza tym europejski w lider pod względem odsetka ludności uczestniczącej w kulturze książki prowadzi szeroko zakrojone i regularne programy promocji czytelnictwa. Rząd szybko reaguje na jakiekolwiek zwiastuny kryzysu, czyli spadku czytelnictwa w jakimkolwiek segmencie społeczeństwa. Do promocji książki wykorzystuje często podmioty z sektora prywatnego ,w tym najbardziej nośnej kultury popularnej. W Finlandii sprawdza się z kolei na przykład pomysł z emisją filmów z napisami w rodzimym języku. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie podobne zjawisko w naszej publicznej TV?

Potrzebna reforma

Co należałoby zmienić w podejściu Polaków do książki? Jakie są największe strukturalne słabości polskiego czytelnictwa? Przede wszystkim bardzo zła kondycja bibliotek publicznych, które są powszechnie uważane za najważniejszy czynnik warunkujący udział społeczeństwa w kulturze pisma. Od 1989 roku systematycznie zmniejsza się liczba bibliotek i filii, od czasu rozpoczęcia transformacji ich liczba spadła o jedną piątą (dane Biblioteki Narodowej z 2010 roku). Poza tym istniejące biblioteki są słabo zaopatrywane w nowości czytelnicze. Łatwo się domyślić, że przy niewystarczającym tempie uzupełniania zbiorów, książki będą z każdym rokiem coraz bardziej przestarzałe. Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń i Instytucji Bibliotekarskich zaleca, by na 100 mieszkańców przypadało rocznie 20 nowych książek. Dla Polski wskaźnik ten wynosi 7,2, natomiast średnia unijna to 25. W Estonii na 100 obywateli przypada średnio aż 36 nowych pozycji czytelniczych.

Poziom czytelnictwa, a co za tym idzie kultury, zależy też od ilości inwestycji w infrastrukturę społeczną, jakości edukacji szkolnej i wykształcenia społeczeństw. Najważniejsze są być jednak normy i wzory zachowań związanych z czytaniem - czytamy w opracowaniu Biura Analiz Sejmowych "Infos". Nie staniemy się kreatywnym społeczeństwem, jeżeli nie zmieni się nasz stosunek do książki. Czytanie w Polsce ciągle nie jest „cool”. Ta forma spędzania wolnego czasu jest uważana za anachroniczną.

Niezależnie od tego, czy uznamy czy nie czytelnictwo za najważniejszy czynnik przekładający się na tworzenie kreatywnego i innowacyjnego społeczeństwa, pewne jest że kultura jest w tym celu nieodzowna. Trudno nie dostrzec zależności poziomu rozwoju gospodarczego i wielkości oraz jakości dziedzictwa kulturowego państw. To gospodarki zachodniej Europy posiadają najbogatsze zbiory dzieł sztuki, najwspanialszą architekturę i najlepiej wyposażone biblioteki. W USA funkcjonują one do późnych godzin nocnych. Zależność ta jest klarowna w przypadku zachodnich liberalnych demokracji.

Coraz częściej zauważa się pewien ruch także „po drugiej stronie”. Na naszych oczach w Chinach powoli zaczyna się rewolucja kulturalna, której tempo powinno wzrastać wraz z zasięgiem przynależności obywateli tego kraju do internetowej społeczności. Rząd już prowadzi proinnowacyjną gospodarkę. Teraz pora na kulturę.