Królowa Elżbieta może myśleć, że chińscy urzędnicy są bardzo nieuprzejmi, ale poza Pałacem Buckingham to właśnie oni zdobywają coraz większe wpływy i coraz więcej sojuszników.

Z ankiety Pew Global Research z 2015 roku wynika, że większość badanych w większości europejskich krajów spodziewa się, że Chiny zastąpią USA na pozycji supermocarstwa lub nawet, że to już się dokonało.

Z tego samego badania wynika również, że w Niemczech i we Francji więcej osób uważa, że to Chiny, a nie USA, są największą gospodarką świata. Co prawda badanie przeprowadzono zanim w Państwo Środka uderzyły obecne problemy gospodarcze, ale nie miałoby to prawdopodobnie dużego wpływu na postrzeganie pozycji Chin. W końcu obecność produktów „made in China” w europejskich sklepach, gdzie trudno znaleźć cokolwiek „made in USA”, skutecznie karmi wyrażoną w ankiecie przedwczesną ocenę.

Nie oznacza to jednak, że Europejczycy są szczególnie zadowoleni przy takiej ocenie pozycji Państwa Środka. Według ankiety, wciąż więcej mieszkańców Starego Kontynentu bardziej nie ufa Chinom niż USA. 83 proc. Włochów i 50 proc. Niemców mają przychylne zdanie o USA. Przychylność dla Chin wyniosła odpowiednio 40 i 34 proc. Mimo to jednak postrzeganie Chin w ostatnich latach uległo dużym zmianom.

Skok w postrzeganiu Chińczyków można częściowo wyjaśnić większą ich obecnością na świecie. Liczba chińskich turystów w Europie podwoiła się w ciągu ostatnich 4 lat. Połowa z nich to pokolenie millenialsów – ludzi, którzy mają więcej wspólnego z młodszym pokoleniem Europejczyków niż ich rodzice. Millenialsi są bardziej hedonistyczni, w większym stopniu cenią sobie wolność i przez to w większym stopniu dają się lubić.

Są także chińscy imigranci. Stanowili oni drugą największą grupę nowo przybyłych do Unii Europejskiej po hindusach – nie licząc uchodźców z Bliskiego Wschodu. Wiele małych sklepików – od Pragi po Lizbonę – są nierzadko prowadzone przez chińskich imigrantów – ciężko pracujących ludzi, którzy prowadzą handel długo po tym, jak inni już pozamykają swoje sklepy.

Oprócz turystów i imigrantów, do Europy płyną także pieniądze – więcej niż kiedykolwiek w historii. Europa jest obszarem priorytetowym dla chińskich inwestycji bezpośrednich. W ubiegłym roku chińskie firmy zainwestowały na Starym Kontynencie rekordowe 23 mld dol. Tymczasem w USA było to 15 mld dol.

Wciąż jednak amerykańskie inwestycje w Europie są znacznie większe niż chińskie. W 2015 roku USA zainwestowały tutaj ponad 193 mld dol. Mimo to istnieją europejskie kraje, gdzie chińskie inwestycje przewyższają amerykańskie. I tak we Włoszech Państwo Środka zainwestowało 7,8 mld dol., tymczasem USA „tylko” 434 mln dol. Francja doświadcza podobnego zjawiska.

Większość chińskich inwestycji to inwestycje w nieruchomości, przemysł turystyczny i infrastrukturę. Łatwo zauważyć, że większość inwestycji trafia do tych krajów, które są chętnie odwiedzane przez chińskich turystów. Ale to tylko część wyjaśnienia. Inwestorzy z Azji czuje się także bardziej „swojsko” w miejscach, gdzie przepisy nie są do końca uporządkowane, zaś inwestycjom towarzyszy wysoka korupcja. To z kolei może wyjaśniać, dlaczego Państwo Środka jest wyjątkowo aktywne na europejskich peryferiach. Jednym z takich przykładów jest Portugalia. W państwie tym Chiny w ostatnim czasie brały udział w przejęciach w obszarze energetyki, ubezpieczeń, technologii i branży spożywczej, a chińscy biznesmeni są największymi beneficjentami popularnego w Portugalii programu inwestycyjnego „Visa”.

Peryferyjne kraje UE są także bardziej tolerancyjne wobec inwestycji chińskich państwowych firm, które odpowiadały za 70 proc. napływu kapitału. To z kolei może po części wyjaśniać, dlaczego chińskie wysiłki dyplomatyczne skupiały się w ostatnim czasie na Europie Wschodniej. W marcu tego roku prezydent Xi Jinping odwiedził Pragę, aby omówić m.in. program wielkich inwestycji infrastrukturalnych, zwany „Nowym Jedwabnym Szlakiem” – flagowy program prezydenta Xi.

>>> Polecamy: Nowy Jedwabny Szlak zrewolucjonizuje światowy ład gospodarczy? Ruszył pierwszy transport

Pod koniec czerwca chiński prezydent wybiera się do Belgradu. Serbia jest tylko kandydatem do członkostwa w UE i to wcale nie najbardziej pracowitym, ale to tylko ułatwia Państwu Środka działania. Chińskie spółki skarbu państwa inwestowały w budowę mostów, elektrowni oraz skupiały się na takich projektach, które budują dobrą wolę.

Europa jest znacznie bardziej otwarta na działania Chin niż USA. „Europejczycy są bardziej skonfliktowani i generalnie mniej negatywnie nastawieni wobec Chin niż Amerykanie. Nie ma rywalizacji i chęci zdystansowania przeciwnika, tak jak można to zaobserwować w USA” – uważa Jukon Huang z Carnegie Endowment for International Peace.

Pomimo, że to wciąż USA są postrzegane przez Europejczyków jako naturalny sojusznik, to chińska cierpliwość i budowanie zaufania popłaca – szczególnie w tych częściach Starego Kontynentu, które są słabsze i w większej potrzebie. Nie ma przy tym najmniejszego znaczenia fakt, że brytyjska królowa nie lubi chińskich biurokratów. Oni i tak tu będą przychodzić.

>>> Polecamy: System obrony przeciwrakietowej USA w Europie na celowniku Moskwy. Kreml szykuje kontrposunięcia