Zabierając głos w amerykańskim konsulacie w Stambule Tillerson odnotował "pewne napięcie w stosunkach dwustronnych od pewnego czasu".

"Myślę, że zaczynamy dopiero przywracać część tego wzajemnego zaufania, które utraciliśmy. Oni stracili do pewnego stopnia nasze zaufanie, a my ich zaufanie" - wyjaśnił.

"Pracujemy bardzo ciężko, żeby ustanowić pewien poziom zaufania, bo to jest podstawa każdej relacji" - dodał szef amerykańskiej dyplomacji, który spotkał się w niedzielę ze swym tureckim odpowiednikiem Mevlutem Cavusoglu i prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem. Rozmawiał z nimi m.in. o Syrii i Katarze.

Po rozmowach Tillersona z Erdoganem i Cavusoglu nie opublikowano żadnego komunikatu, co zdaniem analityków odzwierciedla liczne napięcia w stosunkach między Ankarą i Waszyngtonem.

Stosunki te są napięte od czasu nieudanego zamachu stanu z 15 lipca ub. r., za który Ankara obarcza odpowiedzialnością przebywającego na emigracji w USA islamskiego kaznodzieję Fethullaha Gulena. Tureckie władze bezskutecznie domagają się jego ekstradycji.

Reklama

Innym powodem do zadrażnień jest decyzja Waszyngtonu z maja br. o dozbrojeniu milicji kurdyjskiej w Syrii (YPG) walczącej z dżihadystycznym Państwem Islamskim. Rząd turecki uważa te oddziały zbrojne za podporządkowane Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), określanej przez Ankarę i jej zachodnich sojuszników jako organizacja terrorystyczna.

Ankara wiązała duże nadzieje na poprawę stosunków amerykańsko-tureckich po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w ub. roku w USA, jednak to nie nastąpiło. (PAP)