Tegoroczne hasło Forum Ekonomicznego w Krynicy to "Europa wspólnych wartości czy Europa wspólnych interesów". Dlaczego „czy”, a nie „i”? Czy wspólne wartości w obecnym świecie mają szansę w ogóle się utrzymać?

Projekt integracji europejskiej w swej pierwszej fazie był poszukiwaniem właśnie wspólnych interesów. Stanowił odpowiedź na to jak najlepiej robić ze sobą biznes, tak aby nie dochodziło do sytuacji jak te z końca lat 30-tych i pierwszej połowy 40-tych minionego wieku. Myślano, że biznes przyniesie to, na co wszyscy czekają - spokój, bezpieczeństwo i zrozumienie. Ten proces integracji został w ostatnich dwudziestu latach silnie wzmocniony impulsem politycznym. Polityczna część integracji znacznie przyspieszyła konsolidację. Na skutek tego w wielu miejscach pojawiły się tak duże pęknięcia, że obecnie po raz pierwszy przeżywamy wyjście państwa z UE. Zatem pytanie, czy powinniśmy myśleć o tym procesie jako o czymś ułatwiającym robienie biznesu, czy też unifikującym wartości jest jak najbardziej aktualne. Europejczycy albo nie chcą, albo nie są przygotowani na nadmiernie szybkie tempo procesu unifikacji.

W Europie Zachodniej powstaje przekonanie, że Europa Środkowa nie pasuje do Zachodu zarówno pod względem gospodarczym, bo jesteśmy konkurencją, jak i w sferze wartości. Czy to jest trwałe pęknięcie?

Pieniądze wspólnotowe wydawane w Polsce przynoszą znacznie większy efekt ekonomiczny niż te same kwoty wydawane w Grecji, we Włoszech czy Hiszpanii. Zatem aby wzmacniać impulsy rozwojowe w gospodarce europejskiej trzeba szukać takich partnerów, którzy gwarantują efektywne inwestycje. Po drugie, to nie jest tak, że na tworzeniu dobrych warunków dla biznesu będzie zyskiwać każdy. Interesy często są rozbieżne i dotyczą sprzecznych obszarów. Co rusz widzimy, że nasi partnerzy bronią swoich interesów np. w kwestii pracowników delegowanych. W związku z tym, my również nie możemy postępować inaczej. Dlatego tym bardziej trzeba starać się, aby rozładowywać napięcia tam gdzie są one zbędne, np. w warstwie obyczajowej. Stąd takie hasło tegorocznego Forum. Im mniej obszarów konfliktu, tym lepiej dla procesu integracji.

Czy bieżąca polityka odciśnie swoje piętno na dyskusjach? Spotkanie Angeli Merkel z Władimirem Putinem nasuwa sporo refleksji. Może też się okazać, że liczba konfliktów spowoduje, iż pojawi się więcej polityków takich jak Emmanuel Macron, którzy będą kwestionować zasadność wspólnoty opartej na interesach i uznają, że lepiej, aby np. Polska była poza nią.

Reklama

Trzeba jasno powiedzieć, że Europa w swojej historii nigdy nie miała tak długiego okresu prosperity. Dzięki temu co wydarzyło się w połowie XX wieku, gospodarka europejska, przede wszystkim niemiecka i francuska, jest bardzo konkurencyjna i dynamiczna. Ostatnie kilkanaście lat pokazuje, że decyzje o rozszerzeniu integracji europejskiej na Europę Środkową były niezwykle korzystne dla obydwu stron. Bezspornym jest fakt, że następowały transfery na rzecz Polski i innych państw regionu, ale równie bezsporne jest to, że te kraje w unikalny sposób otworzyły się na partnerów z Europy Zachodniej. Wystarczy spojrzeć kto u nas buduje drogi, kto inwestuje czy produkuje samochody. To nie jest złe - po prostu korzysta jedna i druga strona. Mnóstwo osób z Europy Środkowej pracuje na Zachodzie na bardzo atrakcyjnych dla tamtejszych pracodawców warunkach. Wzmacniają tym samym potencjał eksportowy tych gospodarek. Nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie integracja i rozszerzenie Unii. Za jakiś czas będziemy mogli też porównać efektywność pracy migrantów z Europy Środkowej z tymi, którzy przybyli np. do Niemiec w ostatnich latach spoza UE.

W programie Forum znalazła się też dyskusja o zmianach klimatycznych. Będą ministrowie z Litwy i Słowacji. Bardzo trudno jednak podejmować w tej kwestii decyzje, które byłyby racjonalne jednocześnie z krótko i długoterminowej perspektywy.

Przede wszystkim dlatego, że będziemy rozmawiać o decyzjach, które podejmować będą kraje o dość istotnie różnym etapie rozwoju swoich gospodarek. Trudno oczekiwać od partnerów takich jak Polska, iż w bardzo krótkim okresie będzie w stanie zaimplementować takie rozwiązania, które całkowicie zmienią strukturę produkcji energii elektrycznej. To niemożliwe w krótkim czasie. Dlatego trudno nas w tym aspekcie porównywać do Francji czy Niemiec. Energetyka Francji jest oparta na atomie, a do zamożności Niemiec brakuje nam 40, może 30 lat. Nie możemy udawać, że będziemy postępować w marszu klimatycznym tak szybko jak nasi zachodni partnerzy. To niemożliwe, niezależnie od tego czy chcemy czy nie.

Czy nie jesteśmy świadkami klęski wspólnotowej polityki energetycznej?

Nie jest to dla mnie zadziwiające. Cały projekt integracji europejskiej jest oparty na zasadzie "trzy kroki do przodu, dwa wstecz". Najpierw zawsze pojawiają się ambitne plany i marzenia, aby coś błyskawicznie zmienić. Potem okazuje się, że nie wszystko da się zrobić tak szybko i trzeba się cofnąć. A następnie znowu pojawiają się jeszcze dalej idące plany. Byłbym jednak spokojny - nie zawrócimy przecież z wytyczonej ścieżki dostosowywania się do wyzwań klimatycznych. Jedynym problemem jest tempo w jakim będziemy się poruszać. Warto przypomnieć, że jeśli prawie cała nasza gospodarka przez dziesiątki lat poruszała się w oparciu o węgiel to trudno wyobrazić sobie nagłą zmianę w tej sytuacji w zaledwie dziesięć lat. To niemożliwe. Nikt tego nie jest w stanie zrobić. Pamiętam reformy wprowadzane w roku 1999, gdy z sektora węgla kamiennego odeszło kilkadziesiąt tysięcy osób. To były bardzo trudne i kosztowne zmiany. Nie można co dwa lata przeprowadzać tak wielkich reform w państwie, które wciąż jest na dorobku. Poza aspektem gospodarczym istnieje też problem społeczny. Pewne tempo zmian społecznych jest akceptowalne, lecz zbyt szybkie nie. Radykalne modyfikacje spowodują, że dojdzie do napięć i zamiast reform będziemy mieli co chwila nowe demonstracje, wybory i problemy. Nie o to chodzi.

Kolejnym ważnym aspektem w debatach w Krynicy jest transport. Obecnie realizowanych jest kilka dużych projektów takich jak Via Carpatia...

To chyba największy sukces Polski w tej dziedzinie polityki wspólnotowej. Na pewno takim wyczynem nie były przecież autostrady A2, A4 czy A1. Via Carpatia to całkowicie nowy korytarz, który daje szansę na ożywienie w Polsce tych obszarów, które mają najwięcej do nadrobienia.

Jesteśmy zdeterminowani, bo mamy w tym interes. Nasi partnerzy na południu również będą tak zaangażowani?

Niezależnie od tego czy będą, czy nie, musimy dążyć do ukończenia tej inwestycji. Ich zaangażowanie jest w naszym interesie. Budowa szerokiej koalicji, która zwiększy szanse na wydatkowanie wysokich środków europejskich na tę drogę jest uzasadnione i konieczne. W tej dziedzinie nie ma obecnie ważniejszego projektu dla Polski.

Samorządowcy u naszych południowych sąsiadów nie są zadowoleni z obecności polskich przewoźników na północy tego kraju...

A czy nasze firmy przewozowe były zadowolone z obecności rynkowych potentatów z zagranicy? Nie. Podobnie wielcy operatorzy kolejowi, którzy mają do czynienia z konkurencją. Oczywistym dla mnie jest, że niektóre decyzje polityczne nie zawsze będą akceptowane na niższych regionalnych czy lokalnych szczeblach. Te spory są normalne, niezależnie od państwa. Podobnie jak konflikty partyjne. Naprawdę nie wyróżniamy się swoim ostrym sporem politycznym spośród innych państw.

Nie ma pan wrażenia, że nasz konflikt polityczny jest ostrzejszy?

Jeśli pan sięgnie pamięcią do tego, co wydarzyło się na Litwie, gdzie parlament przeprowadził impeachment urzędującego prezydenta, a Sąd Najwyższy po dwóch latach orzekł, że nie było ku temu podstaw, to okaże się, że nie jest tak źle. Kilka lat wcześniej byliśmy świadkami sytuacji w której syn urzędującej głowy państwa został uprowadzony ze Słowacji do Wiednia. W Czechach przez dziewięć miesięcy partie wybrane do parlamentu nie mogły utworzyć rządu. Nie wspominam już o Węgrzech czy Ukrainie. U nas wciąż politycy działają delikatniej. Z gospodarką jest podobnie.

Czy nie obawia się pan oporów przed racjonalną integracją europejską?

Nie jesteśmy już na etapie 2004 roku. W międzyczasie bardzo dużo się wydarzyło. Pamiętajmy, że bardzo przyspieszyliśmy z procesem integracji, stąd nowe trudności. To już nie te problemy, co w 2005 roku. Po kilkunastu latach jesteśmy już w innej rzeczywistości. Od lat działa wiele instytucji takich jak Europejski Bank Centralny, agencje przemysłu zbrojeniowego czy inne. Dlatego rozmowa o kolejnych przedsięwzięciach jest trudna - najprostsze zostały już załatwione. Stąd też zmiany w nastawieniu wielu państw. Francuzi dopóki nie mieli konkurencji mówili "ok, jesteśmy za swobodnym przepływem usług". Teraz, gdy konkurencja się pojawiła to mają wątpliwości.

Czy z punktu widzenia dalszego rozwoju Forum potrzebne są na nim jakieś silne deklaracje polityków?

Nie, to zły model. On charakteryzuje np. forum w Sankt-Petersburgu. Podpisuje się wtedy wiele umów, ale umyka to co najważniejsze, czyli kontakt i rozmowa. Skupmy się na tym i nie oczekujmy, że ci, którzy robią w trakcie Forum interesy będą głośno o nich mówić. Wymagajmy rzeczowej rozmowy i tego, że nikt nie przyjeżdża do Krynicy po to, aby tracić swój czas.

Czy inne fora mogą stanowić konkurencję dla Krynicy? Czy ten rynek nie jest już zamknięty?

Rynek nie jest zamknięty. Każda nowa władza, która jest w Polsce, stara się wykreować "własną Krynicę". Niektóre nad Bałtykiem, inne na południu. Nie zmienia to jednak faktu, że Krynica jest tylko jedna i to z różnych powodów. Po pierwsze, to wyjątkowe miejsce - deptak i niewielkie pięciotysięczne miasteczko, które przyjmuje drugie tyle osób na konferencję. Oznacza to, że wszyscy w mieście czują atmosferę wydarzenia. Forum nie odbywa się w jednym budynku, lecz na otwartej przestrzeni, więc warunki są dużo bardziej atrakcyjne niż nawet najbardziej nowoczesne centra konferencyjne w Polsce. Ponadto, naszym atutem jest zespół, który organizuje wydarzenie. I to nie jest kwestia tylko marketingu na terenie Polski. Część programowa naszego zespołu liczy 20 osób i są one odpowiedzialne za realizację tego zadania. Pod tym względem też jesteśmy wyjątkowi. Nie znaczy to jednak, że Forum w Krynicy będzie wolne od kłopotów. Rynek charakteryzuje się tym, że jest bardzo zmienny - dziś są zgłoszenia na konferencję, a jutro już może ich nie być. To zjawisko, któremu nie da się łatwo zaradzić. Polska gospodarka jest na takim etapie rozwoju, że rozmowa o trzyletnich kontraktach jest niezwykle rzadka. Za każdym razem walczymy o wszystko.

Czy w Polsce nie brakuje dobrych mechanizmów monetyzowania wiedzy czy wartościowej dyskusji?

Pełna zgoda. Brakuje.

Kluczową rolę wciąż odgrywają spółki skarbu państwa.

Tak, ale czy w tym jest coś dziwnego, skoro to spółki, które mają obroty na poziomie dziesiątków miliardów złotych? Co w tym dziwnego, że te firmy stać na tego rodzaju promocję, a nie stać na to korporacji kilkadziesiąt razy mniejszych? Tego nie przeskoczymy i musimy się z tym na razie pogodzić.

Czy to będzie się zmieniać?

Jestem przekonany, że tak. Już się zmienia i to widocznie. Jeszcze dziesięć lat temu FAKRO byłoby kompletnie bezradne wobec działań firmy Velux. Dziś Polacy coraz częściej zwracają uwagę na to co dzieje się w ich otoczeniu. Coraz częściej postrzegamy takie sytuacje jak brak deklarowanej równości w zakresie świadczenia usług czy swobody w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy też częściej zauważają, że osoby, które przyglądają się ich zmaganiom mogą stać się ich sojusznikami. Nie dało się tego robić, gdy nie było zakumulowanego kapitału, potrzebnego doświadczenia czy wyspecjalizowanych firm. Dziś możemy pokusić się o podobne działania.

Przestrzeń do wartościowej debaty publicznej będzie rosła?

Zdecydowanie tak, bo zwiększa się liczba partnerów zainteresowanych tą rozmową. Wspólna deklaracja premierów z Grupy Wyszehradzkiej sprzed kilku miesięcy odnośnie przyglądania się żywności, która jest sprzedawana w Europie Środkowej, bo negatywnie różni się od tej dostępnej na Zachodzie, świadczy o tym, że debata rozpościera się na nowe, dotychczas niezauważane obszary. A to przecież ważne problemy. Coraz częściej będzie się o nich mówiło, a następnie dojdzie do jakiegoś wyrównywania standardów. Choć z pewnością to również będzie bardzo długi i trudny proces.

Rozmawiali: MT, GT

>>> Polecamy: Unia Europejska to wspólnota wartości czy interesów?