W XX w. populacja Japonii stale rosła z ok. 44 mln w 1900 r. do 128 mln w 2000 r. Wzrost ten wynikał przede wszystkim ze stosunkowo wysokiego, do początku drugiej połowy XX w., tempa przyrostu naturalnego ludności oraz z wydłużenia średniej długości życia. Jeszcze w połowie lat 70. XX w. przeciętna Japonka miała statystycznie 2,1 dzieci, a w połowie drugiej dekady XXI w. już tylko 1,4. Do ostatniej dekady XX w. miał miejsce w Kraju Kwitnącej Wiśni stały przyrost ludzi młodych, zdolnych do pracy (w wieku produkcyjnym). Osiągnięto w tym czasie „szczytowy poziom” 67 mln pracowników, ale w drugiej połowie ostatniej dekady XX w. japońska siła robocza skurczyła się o około 2 mln osób. Według niektórych prognoz liczba pracowników w kraju już raczej nie kwitnącej, lecz „usychającej wiśni”, zmniejszy się w połowie bieżącego stulecia do 42 mln.

W podobnym tempie zmniejsza się też liczba ludności. Japoński Urząd Statystyczny prognozuje, że w 2050 r. populacja Japonii zmniejszy się z obecnych 127,2 mln do 100 mln. Według innych prognoz liczba ludności tego kraju skurczy się w 2065 r. do 88 mln.

Dwie przyczyny spadku

Są dwie główne przyczyny tych niekorzystnych tendencji: spadek przyrostu naturalnego ludności oraz starzejąca się w bardzo szybkim tempie populacja Japonii.

Starzenia się społeczeństwa nie można rozpatrywać jako zagrożenia. Jest to bowiem zjawisko naturalne, które stwarza jednak szereg nowych wyzwań dla polityki gospodarczej i społecznej. Przejście od „starzejącego się” (czyli takiego, w którym co najmniej 7 proc. populacji to seniorzy) do „starego” kraju zajęło Japonii 24 lata. W 2017 r. żyło tam aż 35,2 mln seniorów, którzy stanowili 27,7 proc. całkowitej populacji. Takie samo „przejście” zajęło Niemcom i Francji odpowiednio 40 i 115 lat. W Azji najszybciej zestarzała się jednak ludność Korei Południowej. Koreańczycy stali się „starzejącym się” społeczeństwem w ciągu zaledwie pierwszych 17 lat XXI w. Populacja Korei Południowej (51,2 mln w 2017 r.) osiągnie swój szczyt (ok. 60 mln) w 2031 r. i od tego czasu będzie się zmniejszać.

Innym zjawiskiem jest duża, jak na ten bogaty kraj, liczba ubogich dzieci, które jadają najwyżej jeden posiłek dziennie, a czasem nie jedzą wcale. Mają za to dobre ubrania i jeżdżą na drogie wycieczki szkolne, bo do ubóstwa w Japonii nie wolno się przyznać.

Z kolei liczba ludności Japonii (127153804, stan na początku sierpnia 2018 r.) zmniejsza się już od połowy pierwszej dekady XXI wieku. Kraj ten zajmuje obecnie 11. pozycję w grupie najludniejszych krajów świata (udział w światowej populacji wynosi obecnie 1,67 proc.). Aż 93,8 proc. ludności (119,3 mln) mieszka w miastach. Średnia wieku mieszkańca Kraju Kwitnącej Wiśni wynosi obecnie 46,7 lat, co plasuje Japonię na czele państw mających podobną, niekorzystną strukturę demograficzną. Dla porównania w Nigerii osoby powyżej 46 roku życia stanowią tylko jedną dziesiątą populacji.

Nie można raczej liczyć na poprawę tej niekorzystnej struktury demograficznej poprzez skłonienie młodych Japonek do rodzenia dzieci. Z roku na rok wzrasta bowiem w Japonii liczba młodych ludzi, którzy w ogóle nie chcą mieć dzieci. Rząd Japonii starał się, poprzez wprowadzenie programów pomocy dla młodych rodzin, zwiększyć przyrost naturalny ludności. Nie udało się jednak tego zrobić, chociaż programy te przyczyniły się w ostatnich latach do pewnego zahamowania tempa spadku przyrostu naturalnego.

Pozostaje więc otwarcie kraju dla migrantów. Władze w Tokio są generalnie niechętne takiemu rozwiązaniu, jednak zmusza je do tego pogłębiający się deficyt pracowników, których nie są w stanie zastąpić roboty. Liczba robotników zagranicznych zwiększyła się w Japonii z 300 tys. w 2007 r. do ok. 1,3 mln w 2017 r. Niewielu z nich posiada jednak status stałych rezydentów i rząd Japonii nie zezwala im na sprowadzanie rodzin.

Wyższy wiek emerytalny

Wzrost liczby zagranicznych pracowników nie wypełnił jednak luki na rynku pracy. Dlatego władze Japonii planują podniesienie wieku uprawniającego do przechodzenia na emeryturę oraz wprowadzają szereg zachęt dla firm zatrudniających seniorów. W wielu japońskich firmach na 140 pracowników ponad 30 ma więcej niż 60 lat. W połowie drugiej dekady XXI w. ok. 12,6 mln Japończyków w wieku 60 lat lub starszych wybierało kontynuację pracy, w 2000 r. było ich 8,7 mln. Według rządowego sondażu dwie trzecie Japończyków powyżej 65. roku życia chce kontynuować pracę zarobkową. Rzeczywisty wiek przechodzenia na emeryturę mężczyzn w Japonii jest obecnie bliski 70 lat. Odróżnia to Japonię od większości innych krajów, gdzie ludzie zazwyczaj przestają pracować przed osiągnięciem wieku, w którym kwalifikują się do otrzymania państwowej emerytury.

Państwowa emerytura przysługuje w Japonii osobom od 61. roku życia (próg ten do 2025 r. ma wzrosnąć do 65 lat). Wypłacana kwota jest jednak cztery razy niższa od minimum egzystencji. Innymi słowy państwowa emerytura nie wystarcza na przeżycie i trzeba mieć albo oszczędności, albo dzieci, które mogłyby wspomóc finansowo swoich rodziców. Z tym ostatnim bywa jednak różnie. Dlatego wielu emerytów poszukuje dla siebie pracy. Większość japońskich firm zatrudnia osoby będące na emeryturze głównie na podstawie umów czasowych, oferując im gorsze warunki niż na pełnym etacie. W przyszłości nie będzie jednak można za pomocą niższych płac czy też systemu wynagrodzeń opartego na osiąganych wynikach zmotywować do pracy seniorów.

Obecnie liczba pracujących seniorów w wieku co najmniej 65 lat stale wzrasta. W 2016 r. było ich w Japonii 7,7 mln (wzrost o 380 tys. w porównaniu z 2015 r.). Stanowili oni 11,9 proc. ogółu zatrudnionych w Japonii. Prawie połowa pracujących seniorów tj. 3,01 mln (39 proc.) było zatrudnionych na pół etatu lub w innym, niepełnym wymiarze godzin. Jednak przeważająca część ponad 35-milionowej rzeszy osób starszych, nie może dla siebie znaleźć jakiejkolwiek pracy.

Odsetek ludzi starszych (powyżej 65. roku życia) w Japonii w całkowitej populacji tego kraju (27,7 proc.) był w 2017 r. najwyższy w grupie siedmiu najbardziej uprzemysłowionych krajów świata. Dla porównania ten sam wskaźnik w Polsce był na poziomie 23,7 proc., we Włoszech 23,2 proc., w Niemczech wyniósł 21,8 proc., a w Czechach 20 proc.

Spokojna starość w więzieniu

Mało znany jest fakt, że 15 proc. japońskiego społeczeństwa to ludzie biedni. Wśród emerytów wskaźnik ten jest o wiele wyższy. Ponad 48,7 proc. japońskich seniorów nie ma wystarczających emerytur, które pozwoliłyby im nie tylko godnie żyć, lecz po prostu przeżyć lub mówiąc kolokwialnie „związać koniec z końcem”. Smutnym zjawiskiem jest to, że większość z nich nie może także liczyć na pomoc ze strony swoich dzieci i innych krewnych. Dlatego muszą sobie jakoś radzić sami z różnymi problemami związanymi nie tylko z brakiem pracy, ale i brakiem wystarczających środków na utrzymanie.

Coraz większa część japońskich seniorów radzi sobie z tymi bolączkami w dosyć specyficzny sposób. Zamiast „na wolności” samodzielnie stawiać czoło trudnościom związanym z samotnością, brakiem pracy i utrzymaniem się z niezbyt wysokiej emerytury, wolą spędzać jesień życia w… więzieniu. Nie muszą się tam martwić o wikt i opierunek, ani też o opiekę medyczną czy dach nad głową. W dodatku nie są tam sami i chętnie też podejmują pracę w przywięziennych zakładach, co zwiększa ich zadowolenie z życia.

Najnowsze dane opublikowane przez japoński urząd statystyczny potwierdzają zadziwiającą tendencję bardzo szybkiego wzrostu liczby więźniów obojga płci w wieku powyżej 65. roku życia. Obserwuje się to już od połowy pierwszej dekady XXI w. W 2005 r. seniorzy stanowili tylko 5,8 proc. ogółu więźniów, a dziesięć lat później już ponad 20 proc. Większość skazanych seniorów to ludzie samotni i opuszczeni. Ok. 40 proc. z nich nie ma żadnych krewnych, którzy mogliby się nimi zaopiekować. Większość seniorów, w tej liczbie także ci, którzy mają stosunkowo niezłe emerytury, świadomie decyduje się na popełnienie przestępstwa, by trafić do zakładu karnego. W ten sposób japońscy emeryci starają się „sprytnie” przerzucić koszty swojego utrzymania na państwo, czyli podatników.

Pewnym paradoksem jest fakt, że zamknięcie w więzieniu jest marzeniem już sporej liczby japońskich seniorów, szczególnie tych borykających się z brakiem wystarczających środków na życie, jak i tych, którym nie pomagają dzieci, co w Japonii jest zjawiskiem powszechnym. Lawinowo wzrasta więc w Kraju Kwitnącej Wiśni liczba drobnych kradzieży w centrach handlowych i supermarketach dokonywanych przez seniorów. Kradną modne ubrania, gadżety oraz artykuły spożywcze. Robią to także ci, którzy mogliby sobie te rzeczy kupić. Chcą, aby ich złapano i osadzono w więzieniu na rok, dwa, a czasami na dłużej, w zależności od wartości przywłaszczonego towaru.

Paradoksem jest też fakt, że aż 70 proc. japońskich seniorów skazanych na pobyt w więzieniach, które obecnie przypominają bardziej domy opieki społecznej lub domy „niezbyt pogodnej starości”, w ciągu następnych pięciu lat od wyjścia na wolność ponownie do nich wraca. Rząd Japonii musiał więc w ostatnich latach wyasygnować dodatkowe środki na odpowiednie wyposażenie więzień i zatrudnienie w nich większej liczby personelu medycznego oraz opiekunów pod kątem potrzeb coraz liczniejszej grupy osadzonych seniorów. A będzie jeszcze gorzej, gdyż społeczeństwo japońskie szybko się starzeje. Obecnie 27 proc. mieszkańców tego kraju (35,3 mln) to seniorzy w wieku powyżej 65. roku życia. A w 2060 r. będzie ich już ponad 40 proc.

Ogromnym wyzwaniem będzie więc zapewnienie odpowiedniej opieki ludziom bardzo starym w wieku 90 lat i powyżej. W 2017 r. takich sędziwych osób żyło w Japonii 2 mln. Dla porównania w 1980 r. było ich „tylko” 120 tys., a w 2004 r. 1 mln. Postępy medycyny, odpowiednia dieta i inne czynniki powodują, że wydłuża się nie tylko w tym kraju przeciętne trwanie życia. Przybywać więc będzie także ludzi bardzo starych powyżej 90 roku życia. W 2017 r. ich liczba w Japonii zwiększyła się aż o 140 tys. w porównaniu w rokiem poprzednim.

Na garnuszku rodziców

Postępujące starzenie się społeczeństwa jest tylko jedną z kilku niekorzystnych tendencji demograficznych w Japonii. Innym, równie niepokojącym władze tego państwa problemem jest zjawisko „singli-pasożytów”.

Takim mianem określa się 4,5 mln Japończyków w wieku 35 – 54 lat, którzy wciąż mieszkają z rodzicami. Według badaczy z japońskiego Instytutu Badań i Szkoleń Statystycznych, mianem „singli pasożytów” zwykło się nazywać pokolenie, które podczas wzrostów japońskiej gospodarki, notowanych do połowy lat 90. XX w., nie robiło zawodowych planów na przyszłość i inwestowało jedynie we własne przyjemności.

Twórcą tego określenia jest japoński socjolog Masahiro Yamada, który w 1997 r. po raz pierwszy napisał o „singlach pasożytach”, czyli ludziach nie budujących rodzin i pomimo wejścia w dorosłość polegających na pieniądzach rodziców. W wywiadzie dla „Japan Times” stwierdził on, że przed dwoma dekadami w czasach prosperity młode pokolenie zanadto zwlekało z zakładaniem rodzin. „Byli zbyt zajęci myśleniem o własnych przyjemnościach” – co według Yamady nie przełożyło się na zbudowanie mocnych fundamentów ekonomicznych niezależności w dłuższym horyzoncie czasowym.

Rzeczywistość „singli pasożytów” i piętrzących się przed nimi trudności potęgowana jest także przez syndrom o nazwie „hikikomori”. Tym terminem określa się w Japonii osoby cierpiące na stany lękowe podobne do agorafobii.

Obecnie „single pasożyty” są już osobami w średnim wieku bez oszczędności i praw do emerytury. Z perspektywy japońskiego systemu socjalnego stają się coraz większym obciążeniem, dodatkowym wobec i tak starzejącego się społeczeństwa. Zjawisko to jest swoistą „tykającą bombą zegarową” dla Japonii. Prawdziwy problem rozpocznie się bowiem wtedy, gdy zaczną umierać rodzice uzależnionych od nich singli. Według oficjalnych danych wśród japońskich 50-latków w 2015 r. co czwarty mężczyzna oraz co siódma kobieta byli singlami.

Brak stabilności ekonomicznej przekłada się na konieczność wykonywania pracy dorywczej, która przeważnie oznacza niskie zarobki. Osób zatrudnionych na podstawie czasowych umów (40 proc.) jest obecnie dwukrotnie więcej niż w latach 80. XX w. (20 proc.). W najbliższej przyszłości nie dojdzie do odwrócenia tej tendencji, ponieważ wielu ludzi wciąż nie ma ekonomicznego zaplecza pozwalającego na zawieranie związków małżeńskich, nawet gdyby tego chcieli.

Negatywne wskaźniki

Zjawisko „singli pasożytów” i piętrzące się przed nimi trudności w odnalezieniu swojego miejsca w japońskim społeczeństwie potęgowane jest także przez inny syndrom o nazwie „hikikomori”. Tym terminem określa się w Japonii osoby cierpiące na stany lękowe podobne do agorafobii. Ludzie ci, choć nie wykazują żadnych objawów psychotycznych, odcinają się od wszelkich kontaktów społecznych z wyjątkiem minimalnych interakcji z członkami najbliższej rodziny. Termin „hikikomori”, oznaczający wycofanie społeczne, ukuł japoński psychiatra Tamaki Saito. Większość „hikikomori” to mężczyźni. Potrafią zamykać się w swych mieszkaniach na całe lata, a nawet dziesięciolecia, unikając kontaktów ze światem zewnętrznym.

Innym, zawstydzającym wielu Japończyków zjawiskiem jest stosunkowo duża, jak na ten bogaty kraj, liczba ubogich dzieci, które jadają najwyżej jeden posiłek dziennie, a czasem nie jedzą wcale. Mają za to dobre ubrania i jeżdżą na drogie wycieczki szkolne, bo do ubóstwa w Japonii nie wolno się przyznać. Według szacunków 3,5 mln japońskich dzieci – czyli jedno na sześć w grupie do 17 lat – pochodzi z gospodarstw domowych zakwalifikowanych jako doświadczające względnego ubóstwa. To według definicji OECD oznacza, że ich dochody są równe lub mniejsze połowie średnich dochodów gospodarstw domowych w kraju. Japoński wskaźnik ubóstwa względnego wzrósł w ostatnich trzech dekadach do 16,3 proc., podczas gdy ten sam wskaźnik w USA, choć wyższy, (17,3 proc.), wykazuje tendencję spadkową.

Japonia jest więc krajem negatywnie wyróżniającym się wskaźnikami nierówności społecznych i dziecięcej biedy na tle krajów wysoko rozwiniętych. Ze wspomnianej wyżej liczby 3,5 mln dzieci, które kwalifikują się do społecznego wsparcia, jedynie 200 tys. otrzymuje faktyczną pomoc – prawdopodobnie ze względu na stygmatyzację, z jaką wiąże się w tym kraju życie na zasiłku. Obserwowany obecnie wskaźnik ubóstwa świadczy o tym, jak trudne stało się życie dzieci w Japonii w ostatnich 25 latach.

Zdaniem Yasushi Aoto, prezeski Japan Association of Child Poverty and Education Support Organisation – problem biedy został w Japonii całkowicie zaniedbany. W kwestii radzenia sobie z tym zjawiskiem kraj ten znajduje się daleko w tyle za pozostałymi państwami gospodarczo wysoko rozwiniętymi. Obawa przez ujawnieniem się ze swoim ubóstwem w społeczeństwie, które wysoko ceni pozory bezpieczeństwa finansowego, sprawia, że bieda w Japonii w znacznej mierze pozostaje w ukryciu. Zaciskające pasa rodziny są gotowe zrezygnować z wielu rzeczy, byle tylko ich dzieci były dobrze ubrane i mogły jeździć na drogie szkolne wycieczki, lecz przez to muszą ograniczać wydatki na jedzenie i inne podstawowe potrzeby. W szczególnie trudnej sytuacji są gospodarstwa domowe utrzymywane przez samotnego rodzica – około połowa z nich żyje poniżej progu ubóstwa.

Z opisanymi wyżej wyzwaniami demograficzno-społecznymi niezbyt dobrze radzi sobie rząd w Tokio. Konieczna jest zatem nie tylko zmiana dotychczasowej polityki wspierania młodych rodzin i polityki imigracyjnej, lecz przede wszystkim głęboka reforma polityki społecznej. Na ten ostatni cel potrzebne są większe środki z budżetu państwa, które trudno będzie wygospodarować w sytuacji malejącej liczby pracowników (i tym samym podatników) oraz zwiększania przez obecny rząd premiera Shinzō Abe wydatków na obronę.

Autor: Adam Gwiazda, ekonomista i politolog, prof. zwyczajny i kierownik Zakładu Teorii Polityki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy