Prezydent USA w rozmowie z serwisem informacyjnym Axios zapowiedział, że zamierza znieść tę zasadę za pomocą rozporządzenia wykonawczego, czyli nie oglądając się na Kongres, oraz że konsultował się w tej sprawie z ekspertami prawnymi. "Jesteśmy jedynym krajem na świecie, w którym jeśli osoba tu przyjeżdża i ma dziecko, to to dziecko jest zasadniczo obywatelem Stanów Zjednoczonych" - mówił Trump. Wywiad zostanie opublikowany w niedzielę, ale jego fragmenty ujawniono we wtorek. Trump o tej sprawie mówił już w 2015 r., na początku kampanii prezydenckiej, przekonując, że zapisane w 14. poprawce do konstytucji prawo jest magnesem dla nielegalnych imigrantów.

Jak pisze Politico, propozycja zniesienia prawa do automatycznego nabywania obywatelstwa nie jest autorskim pomysłem Donalda Trumpa, lecz wysuwana była jeszcze na długo, zanim pojawił się on w polityce. Postulowały to zwłaszcza konserwatywne think tanki, np. waszyngtoński Heritage Foundation, a szczególnie kalifornijski Claremont Institute. "Powszechne prawo do obywatelstwa na mocy miejsca urodzenia jest błędną interpretacją 14. poprawki i jest niezgodne z intencjami piszących i ratyfikujących ją. Intencją poprawki było przede wszystkim zagwarantowanie prawa do obywatelstwa nowo wyzwolonym niewolnikom, a nie tworzenie powszechnego prawa dla każdego, kto czasowo czy nielegalnie przebywa w kraju, a tym samym nie podlega w pełni jurysdykcji Stanów Zjednoczonych" - napisała Amy Swearer, analityczka z Heritage Foundation.

Mimo że kwestia ta była tematem dyskusji w kręgach naukowych, uważano, że nie ma szans na jej realizację. We wrześniu, gdy poruszano ten temat na sympozjum organizowanym przez Heritage Foundation, jeden z analityków tego think tanku powiedział, że "każdy, kto poruszy coś nawet zbliżonego do tematu prawa do obywatelstwa, natychmiast poczuje gniew klasy rządzącej". Nawet Steve Bannon, były główny strateg Białego Domu, który popiera zniesienie tej zasady i opowiadał się za szerokim stosowaniem przez prezydenta rozporządzeń wykonawczych, nie chciał, by Trump podnosił tę sprawę.

Według źródeł Politico kwestia zniesienia prawa do automatycznego nabywania obywatelstwa wraz z urodzeniem była poruszana na debatach w Białym Domu wraz z innymi tematami dotyczącymi imigracji, ale doradcy prezydenta nigdy jej nie postrzegali jako realistycznej. Co więcej, część z prezydenckich doradców była ponoć zaskoczona tym, że Trump zapowiedział w rozmowie z Axios zmianę tej zasady za pomocą rozporządzenia wykonawczego.

Część personelu Białego Domu przypuszcza, że Trump wrócił to tego tematu za sprawą Michaela Antona, byłego rzecznika prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, który jest, jak pisze Politico, swego rodzaju pomostem między otoczeniem Trumpa a Claremont Institute. W lipcu Anton opublikował w dziale opinii dziennika "The Washington Post" artykuł, w którym postulował zniesienie zasady nabywania obywatelstwa wraz z urodzeniem. Przywoływał w nim argumenty Eda Erlera z Claremont Institute, który od lat je głosi. Anton uważa, że rozporządzenie wykonawcze mogłoby precyzować, że dzieci nieobywateli USA nie są obywatelami, a prezydent jako najwyższy przedstawiciel władzy wykonawczej ma prawo wydawać takie rozporządzenia podległym mu agencjom federalnym. Anton przyznał wprawdzie, że takie rozporządzenie na pewno byłoby zaskarżone do sądu, ale prezydent, który tak samo jak inni urzędnicy przysięga bronić konstytucji, może bronić swojej interpretacji ustawy zasadniczej. Czyli w tym przypadku interpretacji, że 14. poprawka nie była pomyślana jako automatyczne prawo do obywatelstwa dla każdego dziecka, które akurat urodziło się w USA.

Według Politico Anton od czasu odejścia z Białego Domu w kwietniu nie rozmawiał z prezydentem ani nie informował go o artykule w "The Washington Post" przed jego publikacją, ale niektóre osoby z otoczenia prezydenta kontaktowały się z nim później, by przekazać słowa uznania od prezydenta i zachęty do dalszych działań w tej sprawie.

Niebudzącym sporów prawnych sposobem na zmianę w konstytucji jest przyjęcie poprawki, co wymaga przegłosowania jej przez obie izby Kongresu większością dwóch trzecich, a następnie ratyfikowanie jej przez trzy czwarte stanów. Biorąc pod uwagę kontrowersyjność tematu i głębokie polityczne podziały w Kongresie, przeforsowanie zmiany 14. poprawki tą drogą wydaje się mało realne.

>>> Czytaj też: Trump zatopił chińską walutę. Juan najsłabszy od dekady