Chaos z nowym WIBOR-em. Oto przewodnik dla wszystkich, którzy mają kredyt

Ten tekst przeczytasz w 6 minut
14 lutego 2019, 06:45
pieniądze 4
Choć WIBOR-em nigdy nikt nie manipulował, to Polska, jako członek UE, musi wypełnić unijne standardy. Od nowego roku oprocentowanie kredytów, czy obligacji będzie musiało mieć nową podstawę./ShutterStock
Każdy, kto ma kredyt w banku powinien się przejąć kłopotami z opracowaniem nowego WIBOR-u. Bo to od efektów tych prac zależeć będzie, jak wysokie raty będzie płacił. Żeby pomóc zrozumieć to zagrożenie, przygotowaliśmy krótki „przewodnik po WIBORze”. 

Banki pożyczają pieniądze nie tylko firmom i klientom indywidualnym. Pożyczek udzielają też sobie nawzajem. I także są one oprocentowane. Tym oprocentowaniem jest właśnie

Często mówi się o WIBORze trzymiesięcznym albo sześciomiesięcznym. W tym przypadku chodzi o czas, na jaki taka międzybankowa pożyczka jest udzielana. A więc jeśli dziś WIBOR trzymiesięczny wynosi 1,72 proc. to znaczy, że bank otrzymujący od innego banku pożyczkę na trzy miesiące musi mu zapłacić odsetki w wysokości 1,72 proc. Z tego powodu stopa WIBOR jest nazywana Jest ona ustalana w oparciu o te same zasady, co ceny towarów. Im więcej pieniędzy w bankach (inaczej: im większa płynność), tym cena pieniądza jest niższa. I odwrotnie, jeśli banki potrzebują gotówki (bo np. udzielają bardzo dużo kredytów), to cena pieniądza – a więc WIBOR – rośnie.

>>> Polecamy: 30 lat z kredytem. Stopy procentowe pójdą w górę - to pewne. O ile wzrośnie twoja rata?

Skoro banki wiedzą, po ile jest pieniądz na rynku międzybankowym, to nic dziwnego, że stosują tą cenę również do innych transakcji - tych, które przeprowadzają ze swoimi klientami. To dość prosty mechanizm: jeśli bank pożycza od innego banku np. 1 mln zł i płaci za to 1,72 proc. odsetek, to potem udzielając kredyt oprocentowuje go na 1,72 procent – by wyjść na swoje – i doliczy jeszcze do tego swoją marżę – żeby zarobić. Do tego właśnie służy WIBOR: jest bazą do ustalania oprocentowania kredytów i wielu innych instrumentów finansowych. I jego zastosowanie jest powszechne. Samych kredytów mieszkaniowych oprocentowanych według schematu „WIBOR plus marża” jest niemal 300 mld zł. Do tego trzeba jeszcze dodać obligacje Skarbu Państwa i papiery dłużne emitowane przez firmy i samorządy (prawie 250 mld zł) i ogromny rynek instrumentów finansowych, na którym zaangażowani są inwestorzy zagraniczni, wart prawie 1,4 bln złotych.

To właśnie ta powszechność stosowania w gospodarce przesądza o dużym znaczeniu WIBOR-u. Dlatego powinien on być jak żona Cezara: poza wszelkim podejrzeniem. Musi rzeczywiście odzwierciedlać cenę pieniądza na rynku. Sęk w tym, że dziś najczęściej używane WIBOR-y – czyli trzymiesięczny i sześciomiesięczny – nie są efektem zawieranych przez banki transakcji, a wynikają z Bo już od dawna banki nie pożyczają sobie pieniędzy na dłużej niż jedna noc. To spadek po kryzysie finansowym z 2008 r., który wzajemne zaufanie instytucji finansowych wystawił na ciężką próbę. Dziś kwotowania WIBOR-u przypominają trochę sytuację, w której sprzedający samochód umawia się z zainteresowanym, że może mu sprzedać auto za – na przykład – 50 tysięcy złotych. Ale do transakcji jednak nie dochodzi. W sumie można powiedzieć, że samochód kosztuje 50 tysięcy, ale to tylko cena umowna, a nie transakcyjna.

Taki sposób ustalania WIBOR-u – czyli na podstawie deklaracji banków, a nie transakcji – nie przejdzie po 1 stycznia 2020 r. Bo zwyczajnie nie będzie zgodny z unijnym prawem. Dlaczego? Po serii skandali z manipulowaniem stopami EURIBOR i LIBOR w UE przyjęto regulację, która jasno określa, Podstawowa zasada: muszą być faktyczne transakcje. A jeśli już dopuszczamy kwotowania, to w dalszej kolejności i porządnie uzasadnione. Stawki ma pilnować specjalnie w tym celu powołany administrator, który musi opracować metodologię jej wyliczania i uzyskać od nadzoru finansowego specjalną licencję dla niej.

Choć WIBOR-em nigdy nikt nie manipulował, to Polska, jako członek UE, musi wypełnić unijne standardy.

>>> Polecamy: Czy wysokość rat naszych kredytów będzie centralnie sterowana?

Opracowywaniem „nowego WIBOR-u” zajmuje się , spółka zależna od Giełdy Papierów Wartościowych. To ona ma status administratora i jej zadaniem jest uzyskanie licencji w Komisji Nadzoru Finansowego. Ale prace nad metodologią stawki idą jak po grudzie, bo propozycje przedstawiane przez GPW Benchmark nie podobają się wszystkim instytucjom odpowiedzialnym za porządek na rynku finansowym. Nosem kręcą przede wszystkim w Narodowym Banku Polskim. Eksperci NBP boją się bowiem, że najważniejszy pomysł GPW Benchmark – by nowy WIBOR nadal można było w ostateczności ustalać na podstawie dobrze uzasadnionych deklaracji banków – nie będzie spełniać unijnych wymogów. I koniec końców

Z kolei bankom komercyjnym nie podoba się to, czemu sprzyja NBP, czyli pomysł, by „” był ustalany na podstawie oprocentowania depozytów zbieranych przez banki od firm czy instytucji finansowych. Dla bankowców taki wskaźnik nie byłby żadną ceną pieniądza, bo – jak mówią – rynek depozytów instytucji finansowych jest zbyt mały, a z kolei oprocentowanie lokat firm jest ustalane indywidualnie i zwykle jest elementem szerszej oferty. Trudno więc mówić o jakieś cenie wynikającej z popytu i podaży. I co ważniejsze, nie będzie ciągłości między dziś stosowanym WIBOR-em i nowym, bo to byłyby zupełnie inne stawki.

Zamiast stopy procentowe mogłyby być też ustalane przez To pomysł wiceministra finansów Piotra Nowaka, który odpowiada m.in. za regulacje związane z rynkami finansowymi. Więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ.

Niezależnie od tego, kto ma rację w tych sporach, fakt jest następujący: prace nad nowym WIBOR-em buksują w miejscu. A czasu jest coraz mniej. Polska ryzykuje tym, że po 1 stycznia 2020 r. nie będzie miała jak wyliczać oprocentowania kredytów w złotych.

Konsekwencje? Najkrótsza odpowiedź:, będący skutkiem na przykład . No bo na jakiej podstawie taki bank miałby wyliczać odsetki od udzielanych kredytów? Pozwy to całkiem realny scenariusz również w przypadku zaburzenia ciągłości między starym WIBOR-em a nowym. Gdyby się okazało, że nowa stawka nie jest ceną pieniądza na rynku, to jak ją stosować do starych umów, w których jest to wyraźnie zapisane?

Inne zagrożenie to gremialne , tak aktywnych dziś choćby na rynku instrumentów pochodnych, gdzie WIBOR odgrywa dużą rolę. To z kolei pociąga za sobą bardzo duże szkody wizerunkowe, których nie da się przeliczyć na pieniądze.

Zagrożenie jest na tyle poważne, że oficjalnie ostrzega przed nim Komitet Stabilności Finansowej, o czym mówił ostatnio prezes NBP Adam Glapiński.

>>> Czytaj więcej: Idzie kryzys? Stabilność naszego systemu bankowego może być zagrożona

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: DGP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj