Strachy przy drodze do Europy. Czego bali się euroentuzjaści i sceptycy na progu wejścia do UE?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
28 kwietnia 2019, 18:56
Euro, kryzys, Unia Europejska
Symbol euro/ShutterStock
Na progu wejścia do Unii zarówno liberalne elity, jak i środowiska prawicowe padały ofiarą własnych lęków i fobii, których echa słychać do dziś

Choć staraniom Polski o wejście do UE od początku towarzyszyły ogromne obawy i , to z perspektywy czasu ma się wrażenie, że kolejne przeszkody na drodze do celu pokonywaliśmy instynktownie. Pierwszy krok wykonał rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego, tworząc 26 stycznia 1991 r. stanowisko pełnomocnika ds. oraz pomocy zagranicznej. Jacek Saryusz-Wolski, który objął tę funkcję, dostał misję wynegocjowania umowy stowarzyszeniowej. Rozmowy przebiegały w ekspresowym tempie i już 16 grudnia 1991 r. Leszek Balcerowicz podpisał w Brukseli układ ze Wspólnotami Europejskimi. Działo się to niedługo po złożeniu dymisji przez Bieleckiego, kiedy koalicyjny gabinet formował już Jan Olszewski. Choć nowy premier wcześniej wyrażał opinię, że Polska nie powinna wchodzić do WE przed zakończeniem całkowitej (co miało zająć według niego 30 lat), to w wygłoszonym 21 grudnia 1991 r. exposé jednoznacznie opowiedział się za integracją: „Wysoka Izbo! Pięć dni temu została podpisana przez rząd Rzeczypospolitej umowa o stowarzyszeniu Polski ze Wspólnotami Europejskimi. Jest to uwieńczenie pierwszego etapu starań o wejście naszego państwa do struktur jednoczącej się Europy, tej Europy, do której duchowo należymy i którą współtworzymy od ponad tysiąca lat”.

Od tamtego momentu polskim elitom przez ponad dekadę przyjdzie się mierzyć z wyzwaniem niemającym precedensu w dziejach RP. Tak bowiem należy postrzegać przystąpienie do , które szczycą się , bogactwem i wielkim dorobkiem kulturowym. Tymczasem Polska dopiero co odzyskała suwerenność, a na dodatek znajdowała się w fatalnej kondycji gospodarczej. Wkrótce okazało się, że rodzime elity najbardziej bały się nie tyle przyszłości, o którą toczyły między sobą intelektualny spór, czy nawet oponentów, lecz tego, jak zachowają się zwykli Polacy. Akurat w zdrowy rozsadek oraz racjonalność obywateli jakoś nikt nie chciał uwierzyć.

>>> Treść artykułu dostępna w weekendowym wydaniu Magazynu DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj