Moskiewski dziennik podsumował w środę wyniki szczytu UE jako "niejednoznaczne" dla Rosji, ale komentarz uwzględnia nieaktualną już kandydaturę Siergieja Staniszewa na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Staniszew, w przeszłości obywatel rosyjski, "nie uważa Rosji za +zagrożenie dla bezpieczeństwa+ UE" - zaznaczył "Kommiersant".

Natomiast kandydatura van der Leyen na szefową KE jest dla Rosji jedną z najgorszych - powiedział dziennikowi Władisław Biełow, wicedyrektor Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk (RAN). "Jest ona politykiem stanowczym i można powiedzieć, nawet proamerykańskim. Wcześniej jako polityk nie podejmowała żadnych prób zbliżenia z Rosją. Z całą pewnością będzie również dalej stanowczo nalegać na utrzymanie sankcji" - ocenił ten ekspert.

"Kommiersant" prognozuje, że Moskwie nie będzie łatwo współpracować również z Borrellem, który wiosną br. w wywiadzie dla prasy hiszpańskiej nazwał Rosję "wrogiem" i oświadczył, że "stanowi ona zagrożenie". Po tej wypowiedzi ambasador Hiszpanii w Moskwie został wezwany do rosyjskiego MSZ. Moskiewski dziennik nazywa Borrella "doświadczonym politykiem", ale wypomina mu jeszcze jedną wypowiedź, z 2006 roku, gdy Hiszpan obciążył Rosję odpowiedzialnością na konflikt gazowy z Ukrainą.

Reklama

Zarazem w komentarzu dla gazety znany rosyjski politolog Fiodor Łukjanow ocenił, że nominacje w UE nie przyniosą dla Rosji zmian, ponieważ nominowane osoby nie określają polityki unijnej. Łukjanow uważa, że ich stanowiska łączą się z wieloma ograniczeniami politycznymi hamującymi ich potencjał, a jedynym wpływowym urzędnikiem jest szef Europejskiego Banku Centralnego.

We wtorek wieczorem ogłoszono kandydatury szczytu UE na cztery najważniejsze stanowiska unijne. Przewodniczącą Komisji Europejskiej zostać ma obecna minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen, szefem Rady Europejskiej - belgijski premier, liberał Charles Michel, a wysokim przedstawicielem UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa - hiszpański socjalista Josep Borrell. Szefową EBC ma zostać Christine Lagarde.

>>> Czytaj też: Frans Timmermans postawił wszystko na jedną kartę. I przegrał [OPINIA]