Ponieważ szczyt Unii Europejskiej zlekceważył forsowaną przez Parlament Europejski zasadę kandydatów wiodących, czescy politolodzy prognozują komplikacje w zatwierdzeniu przez eurodeputowanych Ursuli von der Leyen jako szefowej Komisji Europejskiej.

Ich zdaniem państwa Europy Środkowo-Wschodniej poniosły porażkę przy podziale kluczowych stanowisk w UE.

„Brak reprezentacji Europy Środkowej i Wschodniej jest wynikiem niekonstruktywnej polityki, jaką zaprezentowały na szczycie państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4). W polityce europejskiej wolno się nie zgadzać, ale w inny sposób, wymagane jest wtedy ponadto zaproponowanie alternatywnego i uzasadnionego rozwiązania. Żaden z przywódców V4 nie był do tego zdolny. Nie należy się zatem dziwić, że nic dla tego regionu nie pozostało" - powiedział agencji CTK politolog z Uniwersytetu Masaryka w Brnie, Petr Kaniok.

Także analityk Stowarzyszenia Spraw Międzynarodowych (AMO) Ondrzej Mocek uznał, że "jest to absolutna przegrana V4 i wschodniej części UE". Przypomniał, że jako potencjalnego kandydata na szefa unijnej dyplomacji wymieniano Słowaka Marosza Szefczovicza, a jako potencjalną kandydatkę na przewodniczącą Rady Europejskiej Bułgarkę Kristalinę Georgiewą.

„Chociaż (czeski) premier (Andrej) Babisz mówi, że jego sukcesem jest zablokowanie (wybrania na przewodniczącego KE Fransa) Timmermansa, to jest to sukces okupiony ogromną utratą wpływu. Wszyscy liderzy (UE) pochodzą ze starych państw UE, państw silnie popierających integrację, państw gdzie walutą jest euro i poza Belgią z dużych państw członkowskich. Według mnie V4 nigdy nie mogła tego chcieć" – powiedział Mocek.

Przypomniał, że podobnego niepowodzenia państwa Europy Środkowo-Wschodniej doznały tylko w 2004 roku, ale było to zrozumiałe, gdyż w tym roku dopiero wstąpiły do UE. Zdaniem Mocka nowa obsada kierowniczych stanowisk w UE wiąże się także w pewnym sensie z brexitem, gdyż Wielka Brytania popierała w przeszłości kraje naszego regionu.

Analitycy uważają też, że uzyskanie poparcia PE dla objęcia stanowiska przewodniczącej KE przez Ursulę von der Leyen nie będzie prostą sprawą. "Z pewnością nie jest (ona) najsilniejszą z kandydatów, ale raczej rozwiązaniem awaryjnym" - ocenił Kaniok. Jego zdaniem decyzja szczytu, by nie brać pod uwagę zasady, że szefem KE ma być ktoś z głównych poszczególnych frakcji reprezentowanych w PE, wywołała u eurodeputowanych skrajnie niechętne reakcje. "W PE należy oczekiwać ciężkiej walki i nie zdziwiłbym się, gdyby głosowanie dało wynik bardzo wyśrubowany, a może i negatywny" - zaznaczył.

Ocena Mocka była bardziej optymistyczna. „(Von der Leyen) będzie musiała wiele rzeczy obiecać, ale wierzę, że PE ją zaakceptuje” - powiedział.