Tuż przed upływem terminu uważany za tzw. kingmakera Awigdor Lieberman, lider świeckiej partii nacjonalistycznej Nasz Dom Izrael (Israel Beitenu), która we wrześniowych wyborach zdobyła osiem miejsc w Knesecie, oświadczył, że nie poprze ani lidera koalicji Niebiesko-Białych Gantza, ani lidera prawicowego Likudu premiera Benjamina Netanjahu.

"W obecnej sytuacji jesteśmy na drodze do rozpisania nowych wyborów" - powiedział Lieberman na konferencji prasowej w Jerozolimie. Jego deklaracja była - jak wskazuje agencja Associated Press - "szeroko oczekiwana".

Prezydent Izraela Reuwen Riwlin powierzył 23 października Gantzowi, byłemu szefowi sztabu generalnego izraelskie armii, misję utworzenia rządu, aby wyjść z długiego impasu politycznego.

Wybory z 17 września wygrał sojusz Niebiesko-Białych, zdobywając 33 mandaty w 120-miejscowym Knesecie, a Likud wywalczył 32 mandaty. W historii Izraela jeszcze żadna partia nie uzyskała w wyborach takiej większości, żeby samodzielnie móc stworzyć rząd, dlatego rządy koalicyjne są w tym kraju normą. Ale po ostatnich wyborach ani Niebiesko-Biali, ani Likud, ze swoimi tradycyjnymi i potencjalnymi sojusznikami, nie byli w stanie zebrać większości 61 mandatów do utworzenia koalicji większościowej.

Jedną z opcji Gantza było uzyskanie poparcia partii Liebermana w celu utworzenia centrowo-lewicowej koalicji mniejszościowej wspieranej z zewnątrz przez partie arabskie.

Ale Lieberman oświadczył, że odmawia sformowania takiego mniejszościowego rządu. Obwinił także Netanjahu o to, że nie porzucił swoich sojuszników z ultraortodoksyjnych partii żydowskich w celu utworzenia szerokiej koalicji, czyli rządu jedności narodowej. "Odmawiam poparcia rządu mniejszościowego (Gantza, wspieranego przez partie arabskie) czy wąskiej koalicji (Netanjahu i jego prawicowo-religijnego bloku)" - zadeklarował w środę Lieberman.

"Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, aby doszło do utworzenia rządu jedności (...). Jeśli zostaniemy wciągnięci w wybory, będzie to spowodowane brakiem przywództwa" - skomentował Lieberman, odnosząc się do Netanjahu i Gantza. Szef Israel Beitenu prowadził swoją ostatnią kampanię wyborczą przeciwko ultraortodoksyjnym partiom żydowskim, a w przeszłości zaostrzył retorykę wymierzoną w partie arabskie.

Przed Gantzem jego główny rywal Netanjahu nie zdołał zebrać koalicji większościowej po drugich w tym roku przedterminowych wyborach. Zadanie to nie udało mu się również po pierwszych takich wyborach w kwietniu - po upływie terminu na sformowanie rządu parlament został zmuszony do samorozwiązania.

AP wskazuje, że po raz kolejny w tym roku Izrael nie jest bliżej przełomu ze względu na polityczny paraliż.

Gantzowi, który dostał od Riwlina 28 dni na sformowanie rządu, do północy pozostało już niewiele czasu i - jak zauważają media - prawie na pewno mu się to nie uda. W takiej sytuacji - jak wskazuje AP - kraj wkracza w ostatni 21-dniowy okres, w którym kolejny kandydat na premiera może przedstawić większość koalicyjną. Prezydent tym razem poprosi parlament o wyznaczenie kandydata do sformowania rządu. Jeśli starania te nie powiodą się, w Izraelu powinny odbyć się kolejne wybory parlamentarne, trzecie w ciągu mniej niż roku. (PAP)

cyk/ kar/