Dwa czynniki – zbyt duże nierówności oraz niedostosowanie poziomu wkładu do poziomu zysku – są najbardziej niszczące dla współpracy społecznej, a także kluczowe w świetle problemów, z którymi borykają się dziś gospodarki kapitalistyczne - pisze w opinii Mark Buchanan.

W ciągu ostatnich dekad nierówności gospodarcze w USA oraz w innych rozwiniętych krajach osiągały poziomy nienotowane od lat 20. XX wieku. Takie nierówności zaostrzają problemy społeczne, wiążą się ze narastaniem problemów zdrowotnych wśród biednych, zmniejszają mobilność gospodarczą i osłabiają demokrację – wynika z badań. Nierówności niszczą nawet podstawową współpracę wśród ludzi, podważając zaufanie, na którym opiera się życie społeczne.

Ale niektóre z tych badań są do pewnego stopnia nierealistyczne, na przykład poprzez założenie, że ludzie są identyczni pod każdym względem oprócz posiadanego majątku. W rzeczywistości bowiem ludzie różnią się od siebie na wiele rozmaitych sposobów, choćby pod względem produktywności czy zdolności do realizacji celów grupy. Jak te czynniki mogą wpływać na wzajemne oddziaływanie pomiędzy nierównością a współpracą? Niedawne eksperymenty dostarczają pewnych niespodzianek.

Tak, zbyt duża nierówność działa niszcząco na społeczeństwo. Ale zbyt mała nierówność także stanowi pewien problem: otóż gdy niektórzy są bardziej produktywni na korzyść grupy, wtedy umiarkowana nierówność może pomóc w dalszej współpracy.

Co ważne, jest to prawdziwe tylko w sytuacji, gdy ci, którzy dostają więcej, wytwarzają także więcej dla dobra wspólnego. Słabe powiązanie pomiędzy poziomem nagród a poziomem wkładu w życie społeczne jest również kosztowne. Współpraca jest być może taką cechą, która znacząco odróżnia ludzi od innych gatunków, ale wspominane eksperymenty pokazują, że to, jak to działa, nie jest wcale takie proste. Nierówność nie zawsze jest zła. Nie jest jednak też tak, jak często dowodzą prawicowi ekonomiści, że nie powinniśmy się nią martwić w ogóle.

Jedno z podejść do badań nierówności i współpracy polega na przeprowadzeniu prostej gry, w której uczestnicy swobodnie wybierają, jak wiele pieniędzy chcą przeznaczyć na publiczny fundusz. Wraz z rozwojem gry, uczestnicy mogą zabrać z powrotem nawet więcej pieniędzy, niż początkowo włożyli, jeśli inni także dorzucą się do publicznego funduszu. Widać zatem, że wszyscy mają zachętę, aby oszukiwać, ale mimo to dokładają się do wspólnego funduszu tak długo, jak inni robią to samo. Z badań takich wynika, że ludzie chcą współpracować, jeśli ich majątki pozostają dość równe, ale przestają współpracować, jeśli różnice majątkowe stają się zbyt duże. Nierówność zatem niszczy solidarność społeczną.

Ale co się dzieje wtedy, gdy uczestnicy takiej gry są nierówni nie tylko pod względem bogactwa? Co jeśli niektórzy są bardziej produktywni niż inni, tak jak to często bywa w życiu? Ekonomista Oliver Hauser wraz z kolegami zadał sobie to pytanie i spróbował na nie odpowiedzieć przy pomocy teorii gier, symulacji komputerowych oraz eksperymentów online.

Badacze potwierdzili, że zbyt duże nierówności prowadzą do mniejszej współpracy. W eksperymentach online wysoka nierówność sprawiała, że ci najbogatsi tracili zainteresowanie współpracą, ponieważ wiedzieli, że mają niewiele do uzyskania od najbiedniejszych uczestników gry. Bogaci gracze zaczęli wówczas preferować izolację społeczną. Wyniki tych badań rezonują z pewnymi niepokojącymi trendami ostatnich lat, na przykład z trendem zamykania się i izolacji najbogatszych w oddzielonych wspólnotach i enklawach. Niektórzy z nich snują nawet plany przetrwania globalnej katastrofy, zostawiając resztę świata na pewną śmierć.

Zaskakującym wynikiem tych badań jest to, że umiarkowana nierówność może wzmacniać współpracę tak długo, jak ci, którzy dostają największy kawałek wspólnego tortu, jednocześnie są najbardziej produktywni, ku pożytkowi wszystkich. Wówczas wszyscy, zarówno ci biedniejsi jak i bogatsi uznają, że mogą czerpać korzyści ze współpracy. Mniej produktywni tolerują większe bogactwo tych bardziej produktywnych, ponieważ większy wkład z ich strony służy wszystkim. Bogaci z kolei uważają, że kosztuje to ich niewiele, aby ich wkład był większy, a później mogą cieszyć się większymi zwrotami i zyskami.

Z drugiej strony taka współpraca załamuje się bardzo szybko, jeśli większa część bogactwa ląduje w rękach tych mniej produktywnych.

Tego rodzaju eksperymenty są oczywiście o wiele bardziej proste niż wygląda rzeczywiste życie. Mimo to, to właśnie te dwa czynniki – zbyt duża nierówność oraz niedostosowanie poziomu wkładu do poziomu nagrody i zysku – są najbardziej niszczące dla współpracy społecznej, a także kluczowe w świetle problemów, z którymi borykają się dziś gospodarki kapitalistyczne.

Ekonomiści Emmanuel Saez oraz Gabriel Zucman w ostatniej książce “The Triumph of Injustice” zastanawiają się, jak najbogatszym udało się powiększyć swoje bogactwo przy jednoczesnym płaceniu relatywnie niższych podatków niż biedni. W efekcie najbogatsi przestali dokładać się do wspólnego dobra. Ekonomista Martin Wolf twierdzi, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem spadku produktywności w gospodarkach kapitalistycznych jest zmiana natury i modelu biznesu: firmy w coraz większym stopniu czerpią zyski nie z działalności produktywnej, ale z rynków działających na zasadzie renty oraz takich, gdzie zwycięzca bierze wszystko.

Zatem nic dziwnego, że problemy społeczne związane z nierównościami stają się coraz większe.

>>> Czytaj też: Najbogatsze rodziny z XV-wiecznej Florencji po prawie 600 latach wciąż są najbogatsze