Zdaniem Greka, bez odpowiedniego wsparcia tysiącom małych i średnich miast w Europie grozi wyludnienie i upadek, do czego miałoby się przyczynić zmniejszenie funduszy na rozwój regionalny, co może nastąpić od przyszłego roku.

Cicikostas, który rozpoczął niedawno 2,5-letnią kadencję na stanowisku szefa reprezentującego samorządy Komitetu Regionów, ocenił, że istnieje zagrożenie, że budżet UE na lata 2021-2027 będzie "prezentem dla populistów". W jego ocenie, taki charakter będzie miało zmniejszenie funduszy unijnych na szpitale i szkoły, transport lokalny, środowisko naturalne, uczelnie wyższe i małe przedsiębiorstwa, do czego doprowadzą planowane cięcia w polityce spójności.

"Ponad 40 proc. regionów europejskich boryka się z odpływem ludności, a setkom lub nawet tysiącom małych i średnich miast grozi wyludnienie i upadek. Jeżeli ograniczymy inwestycje, istnieje ryzyko umocnienia się niezadowolenia w pewnych podupadających regionach, gdzie ludzie odwrócą się od istniejącego systemu i Europy" - ocenił.

Według Greka, podczas negocjacji nie można zapominać, że dla większości państw członkowskich unijne środki finansowe przeznaczane na programy regionalne, czyli politykę spójności, rolnictwo i rozwój obszarów wiejskich, pokrywają połowę wszystkich inwestycji publicznych.

W ocenie szefa Komitetu Regionów wiele osób spodziewało się, że brexit będzie dla UE dzwonkiem alarmowym, tak się jednak nie stało.

"Rozczarowanie i rozdźwięk podczas negocjacji w sprawie budżetu UE po raz kolejny demonstrują, że dwuwymiarowa polityka europejska, która rozgrywa się głównie między instytucjami europejskimi a rządami krajowymi nie zaspokaja rzeczywistych potrzeb ludzi" - zaznaczył.

Jak oświadczył Cicikostas, decyzja w sprawie następnego budżetu UE będzie wyznacznikiem "naszej drogi na przyszłość". Grek uznał przy tym, że nadal mamy czas, aby nie dopuścić do "zmniejszenia, osłabienia i podziału Europy".

"Silny budżet UE musi koncentrować się na inwestowaniu w poprawę życia obywateli w miastach i regionach. Musi też stać na straży tych strategii politycznych, które przybliżają Europę obywatelom, a obywateli do Europy" – podkreślił.

W swoim liście Cicikostas przekonuje ponadto, że to miasta i regiony zadecydują o sukcesie lub porażce Europejskiego Zielonego Ładu, programu zaproponowanego przez Komisję Europejską w celu osiągnięcia neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla do 2050 roku. Samorządy wdrażają bowiem 70 proc. środków na rzecz ograniczenia zmiany klimatu i aż do 90 proc. działań związanych z dostosowaniem się do niej. Dlatego zdaniem Cicikostasa strategia UE musi czerpać z ich doświadczenia oraz odpowiadać na ich potrzeby.

Unijni przywódcy nie uzgodnili jeszcze wspólnego stanowiska w sprawie kolejnego budżetu UE, choć do planowanego startu przyszłej perspektywy unijnej zostało mniej niż 10 miesięcy. Przełom spodziewany jest dopiero w drugiej połowie roku podczas prezydencji niemieckiej w Radzie UE. Zwłoka w negocjacjach spowoduje opóźnienie wdrażania programów UE i powstanie luki inwestycyjnej.

Komitet Regionów podobnie jak Parlament Europejski optuje za budżetem na poziomie 1,3 proc. Dochodu Narodowego Brutto UE-27 (DNB), co pozwoliłoby na zachowanie obecnej roli polityki spójności. Propozycja KE, która stanowiła wstęp do negocjacji, opiewa na 1,11 proc. DNB i zakłada cięcia w polityce spójności sięgające w przypadku niektórych państw, m.in. Polski, nawet jednej czwartej środków. Najnowsza odsłona negocjacji to propozycja szefa Rady Europejskiej Charles'a Michela, która zakłada niższy budżet - na poziomie 1,07 proc. DNB - w ramach którego Polska miałaby otrzymać więcej środków niż w projekcie KE.

Z Brukseli Mateusz Kicka (PAP)