Wiceminister dodał też, że istotne dla rozwoju epidemii w Polsce jest to, jak Polacy zachowają się w czasie świąt, czy uda im się również w tym okresie przestrzegać obostrzeń.

"Tegoroczne święta powinny być niestety inne niż jesteśmy przyzwyczajeni. Nasze kontakty powinny być zdecydowanie ograniczone" – powiedział w piątek Kraska w "Salonie Politycznym Trójki".

Zaznaczył też, że efekty obostrzeń sukcesywnie wprowadzanych przez rząd związanych m.in. z przemieszczaniem się, funkcjonowaniem instytucji "przyjdą na pewno troszeczkę później, ale jestem przekonany, że jednak przyjdą, bo widać, że nasi obywatele się do tego dość skrupulatnie stosują". Wiceminister pytany o to, czy mamy już do czynienia ze szczytem zachorowań w kontekście czwartkowych danych resortu zdrowia dotyczących zakażeń (392 nowych przypadków, 14 osób zmarło) powiedział, że może to być jego początek.

„Niestety, z dnia na dzień coraz więcej jest osób, u których stwierdzamy dodatni wynik na obecność koronawirusa. Wczorajszy dzień był dość wyjątkowy, ale tego należało się spodziewać” – powiedział.

Jego zdaniem szczyt epidemii jest przed nami i nastąpi w nadchodzącym albo jeszcze kolejnym tygodniu. Zaznaczył też, że przypadków zachorowań będzie z każdym dniem przybywało, bo osoby zakażają się już "poziomo". Przypomniał, że objawy choroby występują najczęściej po pięciu-sześciu dniach, do dwóch tygodni, a wiele osób przechodzi chorobę łagodnie lub nie ma w ogóle symptomów chorobowych.

Reklama

"To najgroźniejsza część naszej populacji, ponieważ ona zaraża osoby nieświadome, że stykają się z osobą chorą" - dodał. Jak zaznaczył dalej "jedyną skuteczną i najtańszą bronią" do walki z epidemią jest brak kontaktów międzyludzkich. "Jeśli tego nie będziemy przestrzegać, to rozprzestrzenianie będzie bardzo duże" – ostrzegł.

Wiceminister oszacował, że zachorowań w szczycie może być kilkanaście tysięcy. Przypomniał, że w szpitalach jednoimiennych przeznaczono prawie 10 tys. łóżek dla chorych, ale już teraz resort przygotowuje placówki "drugiego rzutu". Dodał, że dla osób lekko lub wręcz bezobjawowo przechodzących chorobę przeznaczone są miejsca w izolatoriach, które działają od poniedziałku.

Skomentował też czwartkowe dane Głównego Inspektora Sanitarnego dotyczące zakażeń wśród personelu medycznego mówiące o tym, że łącznie 461 lekarzy, pielęgniarek i ratowników jest chorych na COVID-19, a 4,5 tys. objętych kwarantanną. "Na to składa się wiele czynników" – powiedział. Zaznaczył, że jednym z nich jest to, że "procedury, które są wprowadzone w służbie zdrowia czasem są bagatelizowane przez pracowników". Dodatkowo też coraz więcej pojawia się pacjentów bezobjawowych. Zwrócił równocześnie uwagę na to jak ważne jest prawidłowe używanie środków ochrony osobistej, by ograniczyć ryzyko zakażenia.

Ponadto wiceminister zauważył, że wyłączanie szpitali ze względu na wykrycie tam koronawirusa to dość duży problem. "Przede wszystkim musimy wzmóc kontrolę +wejścia+ pacjenta z koronawirusem do szpitala. W tej chwili przed szpitalami stoją już tzw. punkty segregacyjne" – powiedział.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała