Dyskryminacja polskich świadczeniodawców

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 kwietnia 2009, 20:43
Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy
Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy/DGP
W komisji zdrowia Parlamentu Europejskiego trwają prace nad nowymi przepisami dotyczącymi swobody leczenia się obywateli UE w dowolnie wybranym kraju członkowskim. Parlamentarzyści chcą, aby nowe regulacje uwzględniły dotychczasowe orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w tej sprawie.

Może to spowodować paradoksalne skutki. Z orzecznictwa ETS wynika bowiem, że obywatele Unii mają prawo do uzyskania w wybranym kraju członkowskim świadczenia ambulatoryjnej opieki zdrowotnej w dowolnym zakładzie i do takiej refundacji kosztów leczenia, jaką uzyskaliby w swoim kraju. Nie potrzeba przy tym żadnego zezwolenia ze strony płatnika. Jeśli zatem pan Kowalski ze Szczecina pójdzie do prywatnego urologa w niemieckim Schwedt, to uzyska z NFZ zwrot takiej kwoty, jaką Fundusz płaci za poradę urologiczną lekarzowi, z którym ma podpisany kontrakt. Jeśli jednak pan Kowalski ze Szczecina pójdzie do prywatnego urologa w Polsce, to NFZ nie zwróci mu ani złotówki. Problem ten może dotyczyć także leczenia szpitalnego. Co prawda ETS uznaje, że na leczenie szpitalne za granicą wymagana jest wcześniejsza zgoda krajowego płatnika, ale gdy leczenie jest podejmowane z powodu zbyt długiego oczekiwania na nie w kraju zamieszkania, zgoda taka ma być udzielona automatycznie. Co istotne, pojęcie zbyt długie oczekiwanie ma charakter wyłącznie medyczny i zależy nie od przepisów danego państwa, ale od uznanych powszechnie standardów medycznych.

Jeśli zatem pan Kowalski, nie chcąc czekać zbyt długo na operację w kraju, zoperuje się w prywatnym szpitalu w Niemczech, to otrzyma od NFZ zwrot kosztów leczenia w kwocie, w jakiej NFZ refunduje ten zabieg szpitalowi (z którym podpisał kontrakt) w Polsce. Ten sam pan Kowalski nie będzie mógł jednak liczyć na jakiekolwiek pieniądze z NFZ, gdy - z powodu zbyt długiej kolejki w publicznych szpitalach pójdzie się leczyć do prywatnego szpitala w Polsce.

Ten paradoks można rozwiązać. Trzeba w Polsce wprowadzić zasadę zwrotu kosztów, polegającą na tym, że NFZ płaci za dane świadczenie określoną kwotę, niezależnie, gdzie to świadczenie jest udzielane. Pacjent wybiera sobie sam świadczeniodawcę i pokrywa ewentualną różnicę między kwotą refundacji a rzeczywistą ceną. Takie rozwiązanie uruchomi konkurencję między świadczeniodawcami, pozwoli na zróżnicowanie oferty leczniczej, zlikwiduje kolejki do leczenia i... dyskryminację polskich świadczeniodawców przez polskiego płatnika.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj