Rządy krajów Unii są coraz bardziej świadome, że wsparcie dla gospodarek ze strony fiskalnych programów stymulacyjnych, zainicjowanych w listopadzie ubiegłego roku, może w przyszłym roku całkowicie zaniknąć. Natomiast druga runda pakietów stymulacyjnych byłaby trudna do usprawiedliwienia z punktu widzenia racji ekonomicznych. Pomijając już fakt, że  w wielu krajach członkowskich  takie posunięcia uznano by za politycznie kontrowersyjne.

W finansach publicznych w Europie pojawią się w przyszłym roku największe napięcia od czasu wprowadzenia euro w 1999 roku. Na 16 państw strefy euro aż 13.  może spodziewać się deficytów budżetowych przekraczających poziom 3 proc. PKB. Zgodnie z prognozami opublikowanymi w tym tygodniu przez Barclays Capital, czterej najwięksi członkowie Eurolandu  - Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania – znajdą się w 2010 roku po ciężarem deficytów, wynoszących – odpowiednio – 6 proc., 7,1 proc., 6,1 proc. i 11,2 proc.   

Szacunki te są na ogół zgodne z prognozami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który w ostatnim raporcie na temat sytuacji światowej gospodarki przewidywał, że dziura budżetowa obliczona łącznie dla wszystkich krajów strefy euro wzrośnie do 6 proc. w 2010 roku wobec 5,5 proc. w tym roku.

Nie mniej poważnym problemem jest kwestia zadłużenia publicznego w Europie. Barclays Capital ocenia, że w jedenastu krajach strefy euro wskaźnik zadłużenia w stosunku do PKB wyniesie w przyszłym roku ponad 60 proc., czyli powyżej limitu wyznaczonego przez UE dla krajów zabiegających o przystąpienia do strefy euro.

Ocenia się, że zadłużenie Włoch wyniesie 118,8 proc. PKB, czyli osiągnie poziom niewiele odbiegający od tego, jaki panował w tym kraju w momencie dezintegracji systemu partii politycznych w atmosferze skandali korupcyjnych na początku lat 1990.     

Deficyt i zadłużenie na taką skalę są powodem zaniepokojenia polityków UE, gdyż obawiają się oni poważnych implikacji dla  stabilności strefy euro. Nasuwa się bowiem pytanie, w jaki sposób rządy Eurolandu znajdą równowagę  między ryzykiem coraz większego zadłużenia, a wysiłkami zmierzającymi do podtrzymania gospodarczego odrodzenia, które najpewniej w ogóle straci parę.    

„Deficyty budżetowe i zadłużenie zwiększyły się drastycznie w okresie ostatnich miesięcy. Nie możemy dopuścić do tego, aby dzisiejsza odpowiedź na kryzys posiała ziarno problemów, które pojawią się jutro” – powiedział w zeszłym tygodniu Joaquin Almunia, unijny komisarz ds. walutowych.

 „Większość uwagi jest dzisiaj skoncentrowana na robieniu wszystkiego, co jest niezbędne do wykrzesania globalnego odrodzenia... Ale musimy także być dalekowzroczni. Musimy posiadać odpowiednie strategie wychodzenia z kryzysu. Wycofanie bodźców fiskalnych i monetarnych oraz wygaszenie pomocy publicznej dla sektora finansowego to złożone zdania, które musimy zacząć planować już dzisiaj” – powiedział Almunia.

Wzrost podatków, ścisła kontrola nad wydatkami publicznymi oraz podniesienie stóp procentowych to oczywista droga do rozwiązania problemu, ale takie działania stwarzają ryzyko zdławienia wszystkiego, co pozostało w wyniku gospodarczego odbicia, które jest zasługą tegorocznych programów stymulacyjnych.

W obliczu zbliżających się w czerwcu wyborów do Parlamentu Europejskiego, gdy recesja i rosnące bezrobocia stały się dla wyborców sprawą kluczową, rządy nie bardzo mają ochotę do wyłożenia swoim obywatelom prawdy, że gorzką pigułkę trzeba będzie prędzej czy później połknąć.

MFW prognozuje w tym roku spadek PKB w strefie euro o 4,2 proc., a w roku 2010 o kolejne 0,4 proc. Do pewnego stopnia politycy w UE wiążą nadzieje na odrodzenie ze światowym handlem, który pobudzi Niemcy i inne kraje, gdzie rozwój jest uzależniony od eksportu.

Ale jak dotychczas dane makroekonomiczne nie są obiecujące. Nowe zamówienia zagraniczne spoza strefy euro spadły w lutym o rekordowe 37,3 proc. w skali roku.  

Tłum. T.B.