Ceny surowców petrochemicznych wzrosły do poziomu nienotowanego od prawie półtora roku. To kolejny dowód ożywienia w przemyśle przetwórczym, któremu przewodzą kraje Azji.
Stanowiący punkt odniesienie Platts Global Petrochemical Index wzrósł w ostatnim tygodniu stycznia do około 1,2 tys. dol. za tonę. To najwyższy poziom wskaźnika od października 2008 roku i o prawie 150 proc. więcej niż w grudniu 2008 r., gdy index był rekordowo niski.
PGPI obejmuje koszty głównych surowców petrochemicznych, w tym etylenu, propylenu i benzenu. Ich ceny są istotne dla gospodarki światowej, bo wpływają na koszty produkcji plastików i tkanin syntetycznych, a w efekcie – towarów codziennego użytku. – Znaczny wzrost popytu na te surowce to sygnał, że jeśli nie pojawią się istotne wstrząsy zewnętrzne, cykliczne ożywienie w gospodarce jest już blisko. Azjatycki popyt na produkty petrochemiczne rośnie w fenomenalnym tempie – mówi Francisco Blanch, szef działu analiz surowcowych w BofA-Merrill Lynch.
Choć zwyżka dobrze wróży ożywieniu, to sugeruje ona również możliwość pojawienia się presji inflacyjnej. Koszt benzyny surowej – która jest podstawą przemysłu petrochemicznego, bo z niej robi się etylen i benzen – skoczył do 775 dol. za tonę. To prawie o 220 proc. więcej niż pod koniec 2008 roku. Odrodzenie popytu ze strony firm petrochemicznych to jeden z niewielu jasnych punktów, jeśli chodzi o globalne zużycie ropy. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MEA) zużycie benzyny surowej zwiększyło się w zeszłym roku o 100 tys. baryłek dziennie, a popyt na ropę spadł o 1,3 mln baryłek na dobę.
Dotyczy to głównie Chin, gdzie popyt na benzynę surową wzrósł pod koniec 2009 roku o prawie 75 proc. w ujęciu rocznym. Jego przyrost odnotowano też w Japonii, Korei Południowej i Singapurze. Zdaniem Eduardo Lopeza, analityka z MEA, większe zużycie benzyny surowej sygnalizuje stopniowe ożywienie procesów przemysłowych, związane z odejściem od ubiegłorocznej tendencji do zmniejszania zapasów.
Amerykańskie grupy Dow Chemical i Du Pont wyraziły ostatnio zadowolenie ze wzrostu popytu w Azji, podkreślając jednocześnie, że w Europie i w USA jest on – mimo oznak poprawy – nadal marny. Thomas K. Swift, główny ekonomista Amerykańskiej Rady Chemicznej, twierdzi natomiast, że produkcja petrochemiczna w USA szybko wraca do normy, a wykorzystanie mocy wytwórczych rośnie.
W całym przemyśle chemicznym wykorzystanie mocy produkcyjnych (76 proc.) jest najwyższe od półtora roku, choć w styczniu 2009 r. było to zaledwie 68,1 proc. Kolejowe przewozy chemikaliów – traktowane jak wskaźnik popytu w czasie rzeczywistym – wzrosły w ujęciu rocznym o 11 proc., czyli najbardziej od 1999 roku.
Wyraźny wzrost popytu pociągnął za sobą ceny surowców petrochemicznych, które pod koniec 2008 i na początku 2009 roku załamały się, spadając do najniższego od wielu lat poziomu. Zdaniem Shahrina Ismaiyatima, szefa działu petrochemikaliów w firmie Platts, ceny te mogą być już blisko szczytowego poziomu.
Źródło nieznane