Robinson: W Azji zdrowe odbicie apetytu na ryzyko – ale czy to słomiany zapał?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
26 października 2010, 11:26
Andrew Robinson
Andrew Robinson/Forsal.pl
W następstwie weekendowego spotkania państw grupy G20 powrócił temat słabości dolara: euro zaczęło zmierzać w kierunku 1,50, zaś dolar australijski znów podążył w stronę 1,00. Wkrótce jednak karta ponownie się odwróciła i nastąpiła gwałtowna zmiana kierunku – obydwie pary (a także szerszy indeks dolara w ogóle) powróciły odpowiednio poniżej i powyżej poziomów otwarcia.

Wczoraj nie pojawiły się również żadne dobre wieści dla funta – brytyjska prasa koncentrowała się na zbliżających się poważnych cięciach wydatków, podczas gdy zastępca gubernatora Banku Anglii Paul Tucker stwierdził na dodatek, że ożywienie gospodarcze w Wielkiej Brytanii było „nierówne”, zaś bank centralny odpowiada za zapobieżenie kolejnej recesji – jego kolega z pracy Mervyn King obwieścił natomiast, że nie dostrzega poprawy cen na rynku nieruchomości mieszkalnych.

Dane publikowane w Stanach Zjednoczonych okazały się mieszane – indeks aktywności chicagowskiego Fedu był nieco niższy od prognozy, ale niewielką porażkę zrekompensował silniejszy indeks Fedu z Dallas. Sprzedaż nieruchomości mieszkalnych na rynku wtórnym również okazała się lepsza od prognozowanej – nastąpił wzrost o 10% m/m w stosunku do oczekiwań na poziomie -8,0% – drugi z kolei miesiąc odbicia może sugerować, że kac po wycofaniu ulgi podatkowej nieco już odpuszcza, chociaż kwestia powszechnych licytacji za długi nadal pozostaje poważnym problemem. Dane te pomogły nieco dolarowi i pozwoliły odnotować skromny dzienny zysk inwestującym na Wall Street – nawet pomimo wywieranej na sektor bankowy presji związanej ze zbliżającym się oficjalnym przeglądem procedur licytacji komorniczych. Po dość zmiennej sesji na rynku obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych ostatecznie notowania praktycznie się nie zmieniły, podczas gdy na aukcji papierów skarbowych zabezpieczonych przed inflacją (TIPS) po raz pierwszy odnotowano ujemną rentowność.

Na początku sesji azjatyckiej mieliśmy do czynienia z falą likwidacji długich pozycji na walutach „ryzykownych” – być może wywołały ją komentarze szefa funduszu PIMCO Mohameda A. El-Eriana, który stwierdził, iż Grecja może zbankrutować w ciągu najbliższych trzech lat, ponieważ cięcia budżetowe jego zdaniem nie wystarczą do zmniejszenia zadłużenia tego kraju. Rynek wkrótce znalazł jednak powody, by zacząć zwyżkować. Danych ponownie było niewiele, a zatem głównym czynnikiem pobudzającym były przepływy kapitałowe.

W Europie mamy dziś w planach niemiecki indeks zaufania konsumentów GfK i ceny importowe oraz szwedzką inflację producencką PPI, a następnie decyzję Riksbanku w sprawie stóp procentowych (rynek spodziewa się podwyżki o 25 punktów bazowych do 1,0%), podczas gdy w Wielkiej Brytanii szykują się weryfikacja danych o PKB w III kwartale, saldo na rachunku obrotów bieżących oraz indeks sektora usługowego. Dane o brytyjskim PKB mogą okazać się decydujące dla planów Banku Anglii w zakresie quantitative easing. Wydaje się też, że Azja sądzi, iż ryzyko ma zamiar pozytywnie zaskoczyć , a w takim przypadku quantitative easing mogłoby zostać opóźnione – bądźcie gotowi na wszystko! W trakcie sesji amerykańskiej najważniejszy będzie indeks cen nieruchomości mieszkalnych S&P Case/Shiller, indeks zaufania konsumentów, a także indeks Fedu z Richmond.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Saxo Bank
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj