Choć nie da się, stosując jakąkolwiek analizę, wywnioskować z poniedziałkowego wzrostu indeksów na naszym parkiecie wpływu wyniku wyborów, to można sądzić, że był on neutralny, co w dzisiejszych czasach należy przyjąć z zadowoleniem. Obserwacja przebiegu notowań wskazuje, że nastroje w Warszawie były pochodną tego, co działo się na głównych giełdach europejskich, a w końcówce sesji wpływu amerykańskiego optymizmu.

Poranna ponad 1 proc. zwyżka, którą można było uznać za efekt powyborczy, została szybko zniwelowana, a dalszy wzrost pochodził już z importu. Niezależnie od źródeł, wzrost wskaźnika o 3,4 proc. był imponujący, podobnie jak skala całego ostatniego ruchu w górę, który wzbogacił byki operujące akcjami naszych blue chipów średnio o ponad 8 proc. Z punktu widzenia analizy technicznej obraz rynku nie uległ jeszcze zasadniczej zmianie. Pokonana została bariera 2200 punktów, ale znacznie ważniejsze są szczyty z drugiej dekady września, położone w okolicach 2285 punktów, czyli 20 punktów powyżej wczorajszego zamknięcia. Kluczowe zaś dla poważniejszego zagrożenia korzystnej dla niedźwiedzi tendencji, byłoby dopiero pokonanie przez WIG20 okolic 2350-2370 punktów, a do jej pokonania atak na szczyt z ostatniej sesji sierpnia, czyli 2450 punktów. Przebycie prawie 200 punktowego dystansu to sztuka dla byków trudna, ale nie niemożliwa. Tym bardziej, że październik nie jest wyłącznie miesiącem krachów, ale też często pozytywnych przełomów rynkowych tendencji.

Poniedziałkowy handel na Wall Street przebiegał pod dyktando byków. Z braku lokalnych inspiracji, korzystały one z szans płynących z weekendowych zapewnień przywódców europejskich mocarstw, głoszących że w razie zagrożenia banki nie zostaną bez pomocy, a ostateczny plan zażegnania kryzysu w strefie euro już wkrótce będzie gotowy. Efektem były dwie szarże popytu, jedna w pierwszych, a druga w ostatnich minutach sesji. Przedzielone były one nudną stabilizacją indeksów na wysokim poziomie.

Ostatecznie Dow Jones zyskał 380 punktów, najwięcej od miesiąca i wzrósł o niemal 3 proc., a S&P500 skoczył o 3,4 proc., docierając do 1195 punktów. Psychologiczny poziom 1200 punktów nie został więc pokonany, ale może to i lepiej. Byki mogą teraz znienacka zaatakować szczyt z końca sierpnia, leżący zaledwie 23 punkty wyżej.

W bardzo dobrych nastrojach byli dziś inwestorzy w Azji. Na godzinę przed końcem handlu po ponad 3 proc. w górę szły indeksy w Hong Kongu i Dżakarcie. Nikkei zyskiwał 2 proc. i dał się nieznacznie wyprzedzić wskaźnikom w Singapurze i na Tajwanie. Niejasna była jedynie sytuacja w Szanghaju, gdzie Shanghai B-Share tracił 0,6 proc. a Shanghai Composite niemal tyle samo zyskiwał. Rano brak było sugestii ze strony kontraktów na amerykańskie indeksy. O około 0,1 proc. w dół szły pochodne na DAX-a. Poważniejszych impulsów z obszaru makroekonomii dziś nie będzie. Można liczyć na podtrzymanie dobrych nastrojów, choć na tak dynamiczne jak dzień wcześniej zwyżki już chyba nie.

Reklama