Ekspert: Chiny nie są krajem komunistycznym i nie chcą być światowym liderem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 marca 2012, 13:55
Panorama Hong Kongu
Panorama Hong Kongu/ShutterStock
Jestem przekonany, że zdobycie pozycji światowego hegemona nie jest celem władz chińskich i mówię to będąc w pełni świadomym tego, że wiele osób uważa Chiny za państwo imperialne - mówi Jean-Marie Rousseau, ekspert w sprawach Chin.

W rozważaniach politologów i ekonomistów coraz częściej pojawia się teza, że Chiny już wkrótce staną się największą potęgą gospodarczą świata. Czy według Pana zdobycie pozycji światowego hegemona jest celem władz chińskich?

Jean-Marie Rousseau: Jestem przekonany, że nie i mówię to będąc w pełni świadomym tego, że wiele osób uważa Chiny za państwo imperialne. Chińskie władze nie mają ambicji bycia światowym liderem.

Jakie są w takim razie główne cele, które chcą zrealizować chińskie władze, czy też motywy, którymi się kierują?

Począwszy od lat 80-tych, czyli od momentu kiedy Deng Xiaoping zdecydował o otwarciu Chin na świat, głównymi celami było zrównanie pod względem gospodarczym Chin z państwami rozwiniętymi oraz podniesienie standardu życia Chińczyków. Narzędziami do osiągnięcia tych celów miały być inwestycje zagraniczne, industrializacja i tworzenie nowych miejsce pracy. Jednym ze sloganów ery Deng Xiaopinga było „bogaćcie się”.

To jednoznacznie świadczy o tym, że Chiny nie są krajem komunistycznym. Osobiście uważam, że nie były nim już w latach 80-tych, aczkolwiek siłą dzierżącą władzę i ponoszącą całkowitą odpowiedzialną za państwo jest oczywiście nadal Komunistyczna Partia Chin, dysponująca pełnią władzy. Warto przy tym wspomnieć, że elita partii komunistycznej nie jest hermetyczna. Prywatni biznesmeni osiągający sukcesy są zachęcani do wstępowania do partii i są w niej promowani.

Dzisiejszą potęgę Chiny zbudowały w znacznym stopniu dzięki inwestycjom zagranicznym. Czy inwestorzy zagraniczni są tam ciągle pożądani?

Zanim odpowiem na to pytanie warto wspomnieć, że za znaczną częścią inwestycji „zagranicznych” stoją Chińczycy z Hongkongu, Singapuru czy Tajwanu. Tajwańczycy w istotnym stopniu przyczynili się do modernizacji prowincji Fujian, położonej po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej. Związki, które wytworzyły się w wyniku tych inwestycji są tak silne, że coraz więcej mieszkańców wyspy uważa zjednoczenie z Chinami kontynentalnymi za nieunikniony proces. A wracając do pytania Chiny coraz bardziej zdecydowanie sugerują jakie inwestycje zagraniczne są nadal pożądane, a jakie nie.

Treść całego wywiadu jest dostępna na:

>>> Czytaj również: Mowat: Gospodarka Chin weszła już w twarde lądowanie

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj