Niewiele dni dzieli nas już od zakończenia dwunastego roku hossy na rynku złota. Czy rok 2013 przyniesie trzynasty z rzędu wzrost cen kruszcu?

Opublikowany na początku grudnia raport Goldman-Sachs mierzy się właśnie z tym zagadnieniem. Jego konkluzja zaś wywołała pewne zamieszanie na rynku złota. Bank ten bowiem od lat nadawał ton długoletniej hossie, wskazując drogę do kolejnych rekordów. Tymczasem po raz pierwszy wspomniał nie o dalekiej, ale całkiem nieodległej możliwości odwrócenia się trendu na rynku metali szlachetnych. Miałoby to nastąpić już w przyszłym roku. Co skłoniło analityków Goldmana do zmiany stanowiska?

Przede wszystkim pochylono się nad słabo sprawdzającymi się wcześniejszymi prognozami. Główną zmienną, którą brano dotąd pod uwagę, były realne stopy procentowe. Im niższy bowiem zarobek na bezpiecznych instrumentach finansowych (takich jak rządowe obligacje) w stosunku do spodziewanej inflacji, tym bardziej inwestorzy zdają się być chętni do ulokowania środków w kruszcu. Jeszcze w czerwcu tego roku Goldman-Sachs prognozował na tej podstawie, że przy dziesięcioletnich realnych stopach procentowych na poziomie ujemnym (-0,50%) cena złota powinna wynosić 2022 dolary za uncję. Jednak mimo tego, że realne stopy (mierzone rentownością amerykańskich dziesięcioletnich papierów skarbowych indeksowanych inflacją) były właśnie na takim poziomie pod koniec czerwca, nie udało się przebić magicznej bariery 2000 dolarów. Kruszec uporczywie poruszał się wokół poziomów znajdujących się o 400 dolarów niżej.

Kolejne miesiące także nie przyniosły przełomu. Wprawdzie realne stopy procentowe dalej spadały, sięgając ostatnio nawet rekordowo niskich poziomów -0.9%, jednak obecna cena złota jest tylko 100 dolarów wyższa niż w czerwcu. Do obiecanego przez bankowy model rekordu wciąż jest bardzo daleko, mimo że spełnione są przesłanki warunkujące potężny wzrost cen. W odpowiedzi na taką sytuację analitycy zmienili model.

Oprócz poziomu realnych stóp procentowych za istotne uznane zostały także zakupy aktywów dokonywane przez amerykańską Rezerwę Federalną. Stwierdzono, że liczy się moment pierwszego ich ogłoszenia (a nie fakt, że trwają) oraz ich łączny wolumen. W ten sposób tłumaczy się, że już samo wspomnienie przez władze po raz trzeci ilościowego łagodzenia (w sierpniu tego roku) podziałało na ceny kruszcu stymulująco. Wypełnienie zaś tych obietnic w dalszej części kończącego się roku nie miało dla cen większego znaczenia.

Trzecim elementem wziętym przez Goldman-Sachs pod uwagę przy tworzeniu tegorocznych prognoz jest popyt inwestycyjny. Tu jednak analitycy są dziwnie spokojni. W najbliższym roku nie zabraknie ich zdaniem ciągle chętnych do nabywania jednostek uczestnictwa w funduszach ETF/ETP inwestujących w fizyczne złoto. Apetyt na kruszec, jaki w ostatnich latach przejawiają banki centralne, także pozostanie znaczący. Nie ma też powodów, by obawiać się sprzedaży złota z rezerw banków centralnych w Europie czy USA. Wycofywanie się inwestorów ze złotych aktywów nie będzie więc katalizatorem spadków.

Co jednak obecnie popycha ceny w dół i dlaczego bank prognozuje, że w przyszłym roku mają one dalej spadać? Wskazuje się na poprawiającą się powoli sytuację gospodarczą w USA, co (począwszy od drugiego kwartału) ma mieć decydujący wpływ na ceny kruszcu. Ten ma tanieć za sprawą rosnących rentowności amerykańskich obligacji, które mają piąć się w górę, nawet pomimo intensywnych zakupów ze strony Fed. Nie będzie bowiem już raczej kolejnej rundy ekspansywnej ilościowej polityki pieniężnej. Powoli więc będziemy zbliżać się do momentu, w którym bank podniesie stopy procentowe. Rynek będzie zatem stopniowo wyceniał ten fakt, co przejawi się w rosnącym oprocentowaniu amerykańskich papierów skarbowych. Na powolny wzrost długoterminowych stóp procentowych złoto zaś powinno zareagować spadkiem notowań.

Złoto nie stanieje jednak zbyt mocno – nie więcej niż 10%. W wyprzedaży będą przodować prywatni inwestorzy instytucjonalni przy bezustannie znaczącym popycie ze strony klientów indywidualnych i banków centralnych. Głębsza korekta możliwa jest dopiero w przypadku trwałego zniechęcenia tych ostatnich grup i zaprzestania akumulacji kruszcowych rezerw przez banki centralne. Na to jednak w najbliższym roku się jeszcze nie zanosi.