Inwestycje zagraniczne: grzeczne rządy są grzeczne, a niegrzeczne skuteczne

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 stycznia 2013, 04:15
Być może małe dziecko nie dostanie czego chce, gdy próbuje wymusić coś na surowych rodzicach przez głośny krzyk. Ale taka strategia może być całkiem skuteczna w międzynarodowych stosunkach handlowych o czym przekonuje się Polska – po szkodzie.

Nauczka ta jest szczególnie bolesna, gdy w tyskiej fabryce Fiat zwalnia trzecią część swoich pracowników. Nie ma dla nich dość pracy w sytuacji gdy fabryka zmniejszyła produkcję z ponad 600 tys. samochodów w 2009 r. do planowanych na 2013 r. mniej niż 300 tys. pojazdów.

Redukcje etatów w Tychach nie są wynikiem jedynie problemów samego Fiat Auto Poland. Generalnie firma jest obarczona przestarzałymi modelami samochodów. W wyniku kryzysu mocno ucierpiała we Włoszech, na swoim największym rynku. W ciągu minionej roku sprzedaż w tym kraju spadła o ponad 20 proc. Patrząc na europejskie dane dotyczące rejestracji nowych samochodów za pierwszy 11 miesiącach 2012 roku, Fiat zanotował spadek o 16 proc. Gorszy wynik wśród europejskich producentów miał jedynie francuski Renault.

>>> Polecamy: Politycy mogą sprawić, że za kilka lat Fiat wyniesie się z Polski

Problemy fabryki w Tychach są jednak także bezpośrednio związane z decyzją prezesa Fiata, Sergio Marchionne, który podczas pierwszej fali kryzysu w 2008 r., przeniósł produkcję nowego modelu Pandy do fabryki w Pomigliano w pobliżu Neapolu. Stało się tak mimo, że zakład w Polsce jest zdecydowanie najbardziej efektywny ze wszystkich fabryk Fiata. „Podjęliśmy taka decyzję, ponieważ, pozostając w dopuszczalnych graniach i bez narażania pozycji naszej firmy, uważamy, że powinniśmy dać priorytet krajowi, w którym Fiat ma swoje korzenie” powiedział wówczas Marchionne, nie siląc się aby ukryć polityczny kontekst swojej decyzji.

Decyzję Marchionne’go przyjęto w Warszawie milczeniem. Rząd nie zrobił nic – przynajmniej na forum publicznym – aby spróbować zmienić decyzję Fiata i nie wszczął awantury rządowi Włoch ani w Komisji Europejskiej. To być może było grzeczne, ale ostatnich kilka lat dowodzi, że krzyk i złość mogą dać świetne rezultaty.

Być może najlepszy przykład pochodzi z Czech. Gdy Nicolas Sarkozy, były prezydent Francji, w 2009 r. ostrzegał przed „delokalizacją” francuskich fabryk samochodów mówiąc „Jeśli Renault buduje fabrykę w Indiach, żeby sprzedawać samochody Hindusom, to jest uzasadnione, ale jeśli pewna firma buduje fabrykę w Czechach, żeby sprzedawać samochody we Francji, to nie jest uzasadnione”.

Pełna wersja artykułu dostępna na obserwatorfinansowy.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj