Choć Xi Jinping jeszcze nie przejął wszystkich swoich obowiązków (prezydentem kraju zostanie dopiero w marcu), już można zauważyć w Chinach zwiastuny pewnej liberalizacji. Najbardziej znaczącym może być zapowiedziana przez władzę reforma systemu obozów reedukacyjnych. A być może nawet dojdzie do ich likwidacji.

– Na szczytach władzy panuje zgoda w sprawie zniesienia systemu. Presja społeczna stała się zbyt duża, a jedyną siłą, która chce jego utrzymania, jest policja – mówi dziennikowi „Financial Times” Wang Gongyi, który do niedawna był wysokim rangą urzędnikiem ministerstwa sprawiedliwości, a obecnie jest czołowym ekspertem od systemu obozów reedukacyjnych.

System laojiao – który oznacza reedukację poprzez pracę – jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów wynaturzeń chińskiego wymiaru sprawiedliwości. Pozwala on policji przetrzymywać ludzi bez procesu sądowego nawet do czterech lat. Partia komunistyczna stworzyła go w 1955 r. z myślą o ludziach uważanych za potencjalne zagrożenie, ale których nie można było oskarżyć o żadne konkretne przestępstwo. Gdy w 1978 r. w Chinach zaczęły się reformy rynkowe, do obozów kierowani byli przede wszystkim sprawcy drobnych przestępstw i wykroczeń – drobni złodzieje, prostytutki czy narkomani. Jednak w miarę jak zaczęła się powiększać przepaść w dochodach, korupcja wśród urzędników i nadużycia władzy, do obozów znów zaczęły trafiać osoby uważane przez partię za niebezpieczne.

Głosy domagające się likwidacji laojiao pojawiają się już od kilku lat, ale przybrały na sile przy okazji przeprowadzonej w listopadzie zmiany władzy w partii. Zresztą do obozów trafia coraz mniej osób. Według informacji władz w 2009 r. przetrzymywano w nich 160 tys. osób. – Na koniec zeszłego roku liczba więźniów spadła do około 50 tys., a jeśli ta tendencja się utrzyma, na koniec tego roku zostanie ich już tylko 20 tys. – przewiduje Wang Gongyi.

Drugą kluczową zmianą wprowadzaną przez nowe chińskie kierownictwo jest zapowiedziane kilka dni temu podniesienie płacy minimalnej. Według ogłoszonego programu władze chcą do 2015 r. wyciągnąć z biedy 80 mln osób. Kluczowym punktem planu jest właśnie wysokość minimalnych zarobków, które mają wzrosnąć do poziomu 40 proc. średniej pensji. Władze w Pekinie mają coraz większą świadomość, że powiększająca się przepaść w dochodach między bogatymi a biednymi jest potencjalnie ogromnym zagrożeniem dla stabilności rządów. W zeszłym roku współczynnik Giniego – używany do mierzenia nierówności społecznej – wzrósł w Chinach do poziomu 0,474, podczas gdy już 0,4 jest uznawane za poziom grożący wybuchem niezadowolenia. Wreszcie kolejną sprawą dającą nadzieję, że w Chinach naprawdę idzie nowe, jest poluźnianie cenzury w internecie.