Ukryty dług: fakt, czy teoria bez wpływu na finanse państwa

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 października 2013, 09:45
Dług
Dług/ShutterStock
Spór o OFE zamienił się w dysputę o to, czy ukryty dług, wynikający ze zobowiązań emerytalnych państwa ma znaczenie dla finansów publicznych, czy też jest tylko teoretycznym pojęciem.

Spór o OFE zamienił się w dysputę o to, czy ukryty dług, wynikający ze zobowiązań emerytalnych państwa ma znaczenie dla finansów publicznych. Czy też jest tylko teoretycznym pojęciem, w dodatku nieprecyzyjnie definiowanym.

 Liczenie długu ukrytego będzie zalecane przez Eurostat, ale jego wielkość zależy od przyjętych jego interpretacji.

Linia podziału ukształtowała się w sposób dość oczywisty – przeciwnicy Otwartych Funduszy Emerytalnych uważają, że ukryty dług jest bez znaczenia i nie przekonuje ich nawet nowa metodologia rachunków narodowych, wprowadzona przez Unię Europejską – ESA 95 – według której kraje co kilka lat powinny pokazywać zobowiązania emerytalne. Po raz pierwszy nastąpi to za cztery lata – w roku 2017.
Dwie logiki

Obrońcy OFE uważają, że dług ukryty może zaważyć na finansach publicznych, a jeśli będzie nadmierny, może negatywnie ciążyć na dynamice gospodarczej. W obrazowy sposób istotę długu publicznego przedstawił dr Michał Rutkowski, jeden z autorów reformy emerytalnej z 1999 roku:

„Mój przyjaciel nie jest ubogi, ale jest zadłużony. Analizując swoją pozycję finansową, wśród różnych długów do spłacenia w przyszłości, oprócz zobowiązań wobec banków i jednego z kolegów, bierze też pod uwagę dług wobec swojej siostrzenicy w postaci zaciągniętego rok temu zobowiązania, że będzie finansował jej naukę aż do czasu ukończenia studiów. Siostrzenica jest dopiero na drugim roku, a więc czeka go jeszcze kilka lat wydatków. Niewywiązanie się z tego zobowiązania byłoby dla mojego przyjaciela równie trudne, jak nieoddanie innych długów” – pisał w 2002 roku w „Gazecie Ubezpieczeniowej”.

Inną logikę przedstawia wicepremier Jacek Rostowski, który odrzuca koncepcję długu ukrytego.

– To tak jakbyśmy uważali za dług sumę rachunków za elektryczność, które będziemy płacili w przyszłości – mówi.

>>> Czytaj tez: Jan Krzysztof Bielecki: Zwiększajmy jakość życia, ale nie kosztem zadłużenia

Jest jednak oczywista różnica między tymi dwoma przykładami. W pierwszym przypadku osoba wspomniana przez dr Rutkowskiego zobowiązała się pokrywać wydatki. W drugim przypadku zobowiązania nie ma i istnieje możliwość wycofania się z płatności – np. poprzez zamianę mieszkania na mniejsze, zużywające mniej energii.

>>> Cały artykuł czytaj na Obserwatorfinansowy.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj