W styczniu chiński reżyser Zhang Yimou został ukarany grzywną o równowartości 1,24 mln dolarów za posiadanie "nadprogramowej" trójki dzieci.

Złamał on surowe chińskie prawo, służące do realizacji polityki planowania rodziny, zwanej polityką „jednego dziecka”.

Była to znacząca, prawdopodobnie najwyższa kara, która ma w teorii zrekompensować społeczne i ekonomiczne koszty, jakie poniesie państwo w związku posiadaniem dodatkowej trójki dzieci.

Rodzi to interesujące pytanie: co dzieje się z pieniędzmi zapłaconymi przez Yimou’a? A może nawet bardziej interesujące: co stanie się z szacowaną na 320 mld dolarów kwotą, pochodzącą z opłat „na społeczne utrzymanie” dzieci, która według jednego z badań została w sumie zapłacona przez miliony Chińczyków od 1980 roku?

W czwartek sąd w Guangzhou orzekł, że Family Planning Commission, instytucja działająca w prowincji Guangdong – najbardziej ludnej w Chinach – musi ujawnić szczegółowe dane dotyczące środków pochodzących z tego źródła.

To nie jest rodzaj informacji, jakie instytucje publiczne byłyby chętne ujawniać. Komisja z Guandgongu ma dobre powody by opierać się przed wprowadzeniem większej transparentności. Na przykład, w ostatnim roku FPC zgromadziła równowartość 235 mln dolarów, pochodzących z kar wymierzonych obywatelom za posiadanie zbyt dużej ilości dzieci. Departament Finansów prowincji oszacował tą kwotę na równowartość 421 mln dolarów.

>>>Pomimo niewątpliwego awansu gospodarczego jaki osiągnęło w ciągu ostatnich dekad Państwo Środka, głosy o jego supermocarstwowości wydają się jeszcze przedwczesne. Czytaj dalej by dowiedzieć się, dlaczego Chiny nie będą potęgą

Problem korupcji

Skąd tak duża różnica? Powody są dobrze znane w Chinach. Instytucje takie jak Family Planning Commission zatrudniają ponad 500 tys. pracowników i często służą jako główne źródło państwowego dochodu w finansowo ubogich prowincjach. Według mediów problem polega na tym, że spora część z tych podatkowych przychodów nie trafia do skarbu państwa.

W wiejskiej prowincji Yunnan według sugestii audytorów wypłynęło z państwowego budżetu ponad 10 proc. z kwoty zebranej z kar. W mieście Chongqing poza skarbem państwa znalazła się równowartość około 11 mln dolarów pochodzących z grzywien.

Nie trzeba dodawać, że powodem tak dużych strat jest korupcja. Okazało się, że urzędnicy z Yunnan płacili środkami z „opłat na społeczne utrzymanie” na prywatne wydatki, na przykład rachunki za leczenie. W niektórych regionach lokalne władze pozwalają urzędnikom na zatrzymywanie części z pobieranych opłat.

Taka polityka jest zupełnie sprzeczna z celami planowania rodziny, które są realizowane za prezydentury Xi Jinpinga. Zreformował on politykę „jednego dziecka”, pozwalając chińskim rodzicom na posiadanie drugiego potomka po spełnieniu określonych warunków.

Trzy dekady restrykcyjnego prawa doprowadziło do drastycznego zestarzenia się chińskiego społeczeństwa oraz sytuacji, w której nie ma kto pracować na ich utrzymanie. W tych okolicznościach nieproduktywne jest (oraz politycznie niepopularne), by wysyłać tysiące oficjeli w celu kontrolowania ludzi, planujących zakładać rodziny.

W związku z tym na początku marca 2013 roku – zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęci kadencji Xi – prezydent zaczął zmniejszać znaczenie państwowej Family Planning and Population Commission poprzez połączenie jej z Ministerstwem Zdrowia oraz zmniejszenie zakresu jej kompetencji. Po dekadach działania w ukryciu, agencje zajmujące się planowaniem rodziny będą musiały nauczyć się funkcjonować w warunkach pełnej transparentności.

>>>Prezydent Chin w Europie. Czytaj dalej o ociepleniu stosunków unijno-chińskich