Prorosyjskie bojówki mogą napaść na konwój. Ukraina boi się prowokacji

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
16 sierpnia 2014, 09:27
Rosyjski konwój z pomocą humanitarną  EPA/YURI KOCHETKOV Dostawca: PAP/EPA.
Rosyjski konwój z pomocą humanitarną EPA/YURI KOCHETKOV Dostawca: PAP/EPA./PAP/EPA
Jeśli z rosyjskim konwojem humanitarnym coś się stanie - będzie to szeroko zakrojona prowokacja, twierdzi przedstawiciel administracji prezydenta Ukrainy. Konwój wciąż nie może wjechać na terytorium Ukrainy.

Na terenie Rosji, przy granicy z Ukrainą wciąż oczekuje na wjazd 280 TIR-ów z rosyjską pomocą humanitarną. Rosyjski konwój czeka na certyfikację Czerwonego Krzyża. Dopiero po uzyskaniu tych dokumentów ukraińscy pogranicznicy i celnicy będą mogli rozpocząć sprawdzanie TIR-ów. Kreml oskarża Kijów o to, że ukraińskie wojska planują zaminowanie pojedynczych odcinków drogi do obwodu ługańskiego, aby zniszczyć samochody z ładunkiem humanitarnym. Tymczasem Kijów już od kilku dni podkreśla, że rosyjski konwój może być wykorzystany przez Rosjan i współpracujących z nimi separatystów do prowokacji mających na celu zaostrzenie konfliktu.

Zastępca szefa administracji ukraińskiego prezydenta Walery Czałyj powiedział, że jeśli z rosyjskim konwojem humanitarnym coś się stanie, będzie to szeroko zakrojona prowokacja. Część trasy, po której ma jechać konwój, kontrolowana jest przez prorosyjskie bojówki. Czałyj zaznaczył, że separatyści wciąż prowadzą działania wojenne na terytorium planowanego przejazdu konwoju. Natomiast ukraińskie wojska, jak podkreślił wiceszef administracji prezydenta, nie prowadzą ostrzału planowanej trasy. Nie damy się wciągnąć w tę prowokację - zaznaczył przedstawiciel ukraińskiej głowy państwa.

>>> Czytaj więcej: Rosjanie bawią się z Ukrainą. "To nie nasza kolumna wojskowa"

Brakujące dokumenty

Na Ukrainę jechała rosyjska kolumna humanitarna, a dojechała kolumna militarna. Teraz sytuację próbują wyjaśnić politycy i dziennikarze. Kolumna złożona z niemal 300 samochodów ciężarowych, która, według rosyjskich władz, ma zawieźć na wschodnią Ukrainę pomoc humanitarną, dotychczas nie przekroczyła ukraińskiej granicy. Ponoć ze względu na brakujące dokumenty. Pojawiają się głosy, że stać tak w otwartym polu na zaimprowizowanym parkingu może nawet kilka dni. Rosjanie pokazali dziennikarzom zawartość TIR-ów, chcąc ich przekonać, że przewożą tam wyłącznie produkty humanitarne: kasze, cukier, odżywki dla dzieci czy lekarstwa. I rzeczywiście dziennikarze nie znaleźli nic zakazanego. Zauważyli jednak, że niektóre ciężarówki są tylko w połowie załadowane. - Specjaliści obliczali, żeby wszystko było optymalne dla poruszania się takiej dużej kolumny -usprawiedliwiał się jeden z rosyjskich urzędników.

Tymczasem zachodni dziennikarze którzy towarzyszyli kolumnie humanitarnej twierdzą, że w czwartek wieczorem po przybyciu na parking widzieli niewielką kolumnę rosyjskich pojazdów opancerzonych, które przekroczyły ukraińską granice. Później ukraińskie władze potwierdziły zniszczenie przy pomocy artylerii części rosyjskich transporterów. Rosyjskie ministerstwo obrony zaprzeczyło przy tym, że kolumna rosyjskich pojazdów wjeżdżała na terytorium Ukrainy.

Teraz kwestie rosyjskiej pomocy humanitarnej i wjazdu transporterów opancerzonych próbują wyjaśnić politycy. Sytuacja na Ukrainie była już tematem rozmów prezydentów Rosji i Finlandii, ministrów obrony Rosji i Stanów Zjednoczonych oraz szefów administracji i ministrów spraw zagranicznych Rosji i Ukrainy.

Próba destabilizowania Ukrainy

Biały Dom wzywa Moskwę do powstrzymania się od "ekstremalnie niebezpiecznych i prowokacyjnych" prób destabilizowania Ukrainy. Rzeczniczka amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Caitlin Hayden powiedziała, że Stany Zjednoczone obserwują w ostatnich tygodniach eskalację działań rosyjskich.

Waszyngton oświadczył, że na razie nie może potwierdzić doniesień jakoby siły ukraińskie zniszczyły kolumnę rosyjskich wojsk. - Nawet jeśli zbieramy informacje, podtrzymujemy nasze zaniepokojenie powtarzającymi się rosyjskimi i wspieranymi przez Rosję wtargnięciami na Ukrainę - oświadczyła Caitlin Hayden. Jak dodała, Rosja "nie ma prawa" wysyłać żadnego rodzaju pojazdów, osób, transportów pod żadnym pretekstem bez zezwolenia rządu ukraińskiego.

Zdecydowany apel do Putina wystosowała też Angela Merkel. W rozmowie telefonicznej kanclerz Niemiec wezwała rosyjskiego prezydenta do "zatrzymania przepływu sprzętu wojskowego, doradców militarnych i uzbrojonego personelu przekraczającego granicę z Ukrainą".

Angela Merkel wyraziła "zaniepokojenie sytuacją na wschodzie Ukrainy" - czytamy w oświadczeniu urzędu kanclerskiego. Niemiecka kanclerz wezwała również Władimira Putina do uspokojenia sytuacji "w celu ustanowienia jak najszybszego zawieszenia broni". Angela Merkel wyraziła także nadzieję, że konwój z pomocą humanitarną szybko dotrze do celu.
W niedzielę w Berlinie ma dojść do spotkania ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy.

>>> Polecamy: Dlaczego Zachód nie przejmuje się embargiem Rosji? Bo oberwie nim głównie Polska

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Tematy: Ukraina
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj