Forsal logo

Rewolucja i po rewolucji. Chińskie władze spacyfikowały protesty w Hongkongu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 grudnia 2014, 08:31
75 dni trwały zainicjowane przez studentów protesty na ulicach Hongkongu. Chińskie władze poradziły sobie z nimi bez spełnienia jakichkolwiek żądań.

Początek był obiecujący. Gdy we wrześniu br. studenci wyszli na ulice Hongkongu, bardzo szybko dołączyli do nich również inni mieszkańcy najbogatszego regionu Chin. Niestety początkowy entuzjazm przegrał ze strachem i brakiem motywacji. Już po kilku tygodniach z protestów wycofali się zamożni obywatele regionu - w obawie przed represjami ze strony chińskich władz, które w ciągu 2,5 miesiąca aresztowały ponad 600 osób. Liczba demonstrujących systematycznie malała. W końcu zrezygnowali również ci najdzielniejsi.

- Wrócą na pewno. Młode pokolenie mieszkańców Hongkongu nie zrezygnuje ze swych żądań demokratyzacji systemu - mówi Steve Tsang dyrektor Instytutu Badań nad Chinami Uniwersytetu w Nottingham, w rozmowie z dziennikiem "Rzeczpospolita".

Protestujący domagali się przede wszystkim większej autonomii i swobody dla regionu Hongkongu. Chodziło m.in. o rezygnację z prawa aprobowania kandydatów w wyborach do lokalnych władz. Domagano się również dymisji obecnego szefa lokalnej administracji. Chińskie władze specyfikowały protesty bez spełniania któregokolwiek z tych żądań. Zrobiły to jednak nie przy pomocy pałek, gazu łzawiącego i czołgów, ale poprzez wprowadzenie podziałów wewnątrz liderów ruchu.

250 osób aresztowanych

Prawie 250 osób zostało aresztowanych w Hongkongu podczas policyjnej operacji usuwania obozowiska demonstrantów w dzielnicy Admiralty. Pośród zatrzymanych jest redaktor naczelny popularnego hongkońskiego dziennika "Apple Daily".

"Apple Daily" to liberalny dziennik, który szczegółowo relacjonował trwające od ponad dwóch miesięcy prodemokratyczne protesty. Jego redaktor naczelny - Jimmy Lai, po aresztowaniu podał się do dymisji. W czwartek hongkońska policja postawiła demonstrującym ultimatum. Mieli opuścić miejsce protestów w dzielnicy Admiralty. Osoby, które nie zastosowały się do polecenia policji trafiły do aresztu.

Prodemokratyczne protesty w Hongkongu trwały od początku października. Ich uczestnicy żądali ustąpienia obecnego szefa administracji Hongkongu, a także w pełni wolnych i demokratycznych wyborów w 2017 roku.

>>> Czytaj więcej w "Rzeczpospolitej".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj