Jak przedstawia się dziś sytuacja w branży sportowo-rekreacyjnej, w tym fitness?
Bartosz Józefiak członek zarządu Benefit System: Tytuł spotkania dokładnie odzwierciedla sytuację. Branża została odchudzona o 3 mld zł przychodu, którego nie była w stanie osiągnąć z powodu lockdownu. Od marca pozostajemy w zasadzie zamknięci. Wyjątkiem był sezon letni, kiedy kluby i siłownie mogły funkcjonować w wysokim reżimie sanitarnym. Jednak to zwyczajowo najsłabszy frekwencyjnie okres dla naszego sektora, dlatego nie udało się branży odrobić strat powstałych po pierwszym zamrożeniu gospodarki.
Lockdown trwa od października, tymczasem pieniądze są wypłacane teraz. Do tego wsparcie pozwoli pokryć tylko część powstałych strat. Nie obejmie też wszystkich, najwyżej 20-25 proc. podmiotów
O jakiej skali biznesu mówimy?
Bartosz Józefiak: W Polsce działa 10 tys. obiektów sportowo-rekreacyjnych, z czego 3,5 tys. to właśnie kluby fitness i siłownie. Mówiąc o 3 mld zł strat, mam na myśli właśnie tego rodzaju podmioty. Natomiast gdybyśmy uwzględnili cały sektor, byłoby to znacznie więcej. Dodam, że szacunki utraconych przychodów obejmują tylko czas do końca 2020 r., a lockdown przecież trwa nadal. To tym trudniejsze, że pierwszy kwartał roku to zwykle dla branży fitness szczyt sezonu. Jedna trzecia już nam przepadła, co oznacza, że firmy znowu będą musiały dokładać do biznesu. Skalę problemu dobrze widać chociażby na przykładzie większego miasta i średniej wielkości siłowni, której koszty stałe, w tym wynagrodzenia, czynsze i spłaty kredytów, wynoszą od 100 do 150 tys. zł miesięcznie. Cieszymy się, że został uruchomiony program wsparcia z Tarczy Finansowej PFR oraz Tarczy 6.0. Jednak w naszej ocenie pieniądze z nich zbyt późno popłynęły do przedsiębiorców. Lockdown trwa od października, tymczasem pieniądze są wypłacane teraz. Do tego wsparcie pozwoli pokryć tylko część powstałych strat. Nie obejmie też wszystkich, najwyżej 20–25 proc. podmiotów.
Nie zapominajmy, że branża liczy 4 mln użytkowników, którzy przez siedem miesięcy byli pozbawieni możliwości korzystania z obiektów sportowo-rekreacyjnych. To realna strata nie tylko dla firm z sektora sportowego, lecz także dla ich klientów. W końcu regularny ruch, także w pandemii, to element profilaktyki zdrowotnej, o czym dobitnie przypomina m.in. Światowa Organizacja Zdrowia. Dlatego, uwzględniając chociażby ten aspekt, warto pomyśleć o odmrożeniu sektora.
Czy szykuje się fala upadłości?
Bartosz Józefiak: Upadłości już miały miejsce, na szczęście to nadal pojedyncze przypadki. Dlatego trzeba uruchomić branżę i pozwolić firmom odbudowywać przychody, by większość podmiotów przetrwała. Oczywiście nie da się wrócić do normalnego funkcjonowania, jak przed epidemią. Wszystko musi odbyć się w reżimie sanitarnym. Zdajemy sobie z tego sprawę i sami to proponujemy, co więcej na bardziej zaostrzonych zasadach niż mówi rząd.
Dziś mało kto uwzględnia perspektywę długoterminową, jednak można oczekiwać, że pojawi się w niej boom na zdrowie. Trzeba dać firmom możliwość skorzystania z niego i odrobienia strat.
Andrzej Arendarski prezes Krajowej Izby Gospodarczej: Duże sieciowe firmy mają zasoby, pozwalające im przetrwać, dla małych trwanie dłużej w tej sytuacji to wyrok śmierci. Jedynie odpowiedzialne odblokowanie z zachowaniem reżimu sanitarnego jest antidotum na problemy sektora
Andrzej Arendarski: Podobnie oceniam sytuację w sektorze. W tej chwili mówimy wręcz o wchodzeniu w zapaść. O ile duże sieciowe firmy mają zasoby, pozwalające im przetrwać, dla małych trwanie dłużej w tej sytuacji to wyrok śmierci. Jedynie odpowiedzialne, kontrolowane odblokowanie z zachowaniem reżimu sanitarnego jest antidotum na obecne problemy sektora. Zresztą to kwestia nie tylko ratowania branży, co jest oczywiście kwestią niezwykle ważną, lecz także zdrowia publicznego. To ważny czynnik, zwłaszcza teraz, gdy wiele osób nie ma codziennej porcji ruchu, który jest istotny dla zachowania komfortu psychicznego i fizycznego.
Przyznam, że dziwią mnie restrykcje. jakie dotknęły tę branżę. Wszystkie badania, z jakimi się zetknąłem, jasno pokazują, że ryzyko zarażenia w siłowaniach jest znikome. Natomiast inne miejsca, gdzie ryzyko zarażenia rzeczywiście istnieje, nadal działają normalnie.
Marcin Nowacki wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców: Im mniejszy biznes, tym jest gorzej. Małe podmioty nie opierają się bowiem na rachunku zysku i strat, a na płynności finansowej. A ta nie jest zachwiana, tylko jej już nie ma
Marcin Nowacki: Od kilku tygodniu apelujemy, by zakończyć lockdown i wrócić do działania.
Treść całego artykułu przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.