Dziennik wskazuje, że sytuacja związana z wojną na Ukrainie doprowadziła do rekordowych cen węglowodorów, a wraz z nimi energii elektrycznej, zaś normalizacji nie należy oczekiwać co najmniej do 2024 r. Według ekspertów, na których powołał się dziennik, wszystko zależy od wyników wojny na Ukrainie, tzn. czy dojdzie do „jakiegoś porozumienia pozwalającego zamortyzować skutki zerwania z Rosją”. Tymczasem ceny będą szybowały w górę - przewidują.

„Jeszcze długo nie będzie taniego gazu - powiedział konsultant energetyczny, wcześniej związany z Gazpromem, Ignacio Gistau. " Nowe inwestycje w celu zwiększenia oferty i przewidywane ograniczenie popytu będą kluczowe w ciągu następnych lat" - podkreślił.

Reklama

Najgorszego oczekuje się tej zimy. Według Europejskiego Banku Centralnego zakręcenie kurka z rosyjskim gazem może spowodować recesję. Cena gazu na holenderskiej giełdzie - hub TTF, który jest punktem odniesienia dla handlu gazem w całej Europie - pobije rekordowe szczyty: powyżej 200 euro do kwietnia 2024 r., później nastąpi spadek: poniżej 100 euro w 2025 r. i 50 euro w 2026 r. - "El Confidencial" cytuje prognozy TTF.

Do tej pory światowy rynek gazu dzielił się na 3 bloki: UE, która opierała się na dostawach rurami, głownie z Rosji oraz rynki azjatycki i amerykański, powiązane z gazem ziemnym. Rynek amerykański ma największą autonomię dzięki produkcji krajowej za pomocą zakazanych w Europie technik wydobycia hydraulicznego („fracking”). Teraz kraje europejskie i azjatyckie rozpoczęły wyścig o amerykański gaz ciekły, który jest sprzedawany temu, kto zaoferuje najwyższą cenę. „Nie zależy ona od kosztów produkcji, ale od rynku - wyjaśnił Gistau.

Trzeba uzbroić się w cierpliwość - pisze dziennik. Według ekspertów podaż wzrośnie dzięki inwestycjom amerykańskim, kanadyjskim i katarskim, które wprowadzą więcej węglowodorów na rynek. W pewnym sensie Europa płaci ogromny rachunek za tańszy gaz w przyszłości. Nawet w UE powstaną nowe projekty dzięki polemicznemu włączeniu gazu do zrównoważonej taksonomii, jako zielonej energii. Jednak efekty tych działań będą widoczne po latach.

Analityk ds. energii Javier Revuelta z firmy konsultingowej Afry uważa, że wszystkie środki zaproponowane przez Brukselę nie przyniosą realnych efektów przez kolejne 3 do 5 lat, a nawet dłużej, biorąc pod uwagę konieczność wybudowania stacji regazyfikacyjnych oraz ulepszenia połączeń międzysystemowych. Nawet budowa gazowców jest wyzwaniem logistycznym: na świecie jest ich zaledwie 700, a według Lloyds stocznie będą przeciążone do 2025 r.

Według dziennika ewolucja wojny na Ukrainie będzie odgrywała fundamentalną rolę, aby nie doszło do nieodwracalnych szkód dla europejskich gospodarek. Zakończenie kryzysu energetycznego jest uzależnione od warunków pokoju. Idealnym rozwiązaniem byłoby zakończenie konfliktu paktem umożliwiającym odzyskanie większości dostaw. Jeżeli do tego nie dojdzie i Putin spełni swoją groźbę zakręcenia kurka, trzeba będzie poczekać co najmniej 4 lata aż rynek LPG zacznie się normalizować. Pytanie, ile po drodze stracimy - konkluduje „El Confidencial”.

Grażyna Opińska (PAP)