Przynależność do zamkniętych grup stała się nie problemem, lecz cnotą. Jeśli tam są zdrajcy, wrogowie narodu albo wariaci, to my na pewno jesteśmy po dobrej stronie
Pięć lat temu odkryliśmy, że nie żyjemy w społeczeństwie, lecz w bańce. Bańce społecznościowej. Gdy doszło do brexitu, wybory w USA wygrał Trump, a w Polsce PiS, pojęcie bańki stało się jednym ze słów wytrychów, jakim próbowano wyjaśnić niespodziewany tryumf przeciwników liberalizmu. Badacze, dziennikarze i politycy rzucili się, by omawiać, opisywać i piętnować to zjawisko.
W największym skrócie chodzi o to, że zamknięte obiegi informacji odcinają nas od szerszej wiedzy o świecie. Platformy społecznościowe i media online serwują użytkownikom to, co im się podoba.
Źródło: MAGAZYN DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Jakub Dymek
publicysta „Przeglądu”, dymek.substack.com
W centrum uwagi
Nie przegap
Polecamy
Kraj
Świat

