Władysław Kielian z „Solidarności” Mittala mówi niezmiennie jedno – nie będzie spokoju społecznego, póki polski oddział największego producenta stali na świecie nie wycofa się z decyzji o zamknięciu pieca w Krakowie. Mowa tu oczywiście o wygaszeniu tymczasowym, jednak hutnicy przypominają, że rzadko kiedy po takich wygaszeniach hutnicze piece wracały do pracy (to zbyt trudne, ryzykowne, a przede wszystkim drogie). Niepokoi ich także fakt, iż spółka zdecydowała się tylko na doraźny remont pieca w Dąbrowie Górniczej, który przedłuży jego żywotność jedynie o kilka lat.

W czwartek ArcelorMittal Poland poinformował, że tymczasowe wstrzymanie pracy wielkiego pieca i stalowni w Krakowie zostało odłożone w czasie. Pierwotnie planowano, że nastąpi to we wrześniu tego roku. Koncern "chce ponownie ocenić całą sytuację". „Chcielibyśmy jeszcze raz podkreślić, że wstrzymanie pracy części surowcowej będzie rozwiązaniem tymczasowym i że żaden z naszych pracowników w związku z tym postojem nie straci pracy. Zależy nam na obecności w Polsce i chcemy kontynuować produkcję stali nad Wisłą” - podkreślono w stanowisku firmy.

- Niepokoją nas nieprawdziwe stwierdzenia liderów związkowych o rzekomym braku informacji o przyczynach decyzji. Przedstawiciele ArcelorMittal Poland, również członkowie zarządu, wielokrotnie spotykali się ze stroną społeczną. Wyjaśniali obecną trudną sytuację sektora stalowego zarówno w Polsce, jak i w Europie oraz prezentowali poszczególne etapy wypracowania rozwiązań na czas postoju instalacji krakowskiej huty – mówi Marzena Rogozik z działu komunikacji koncernu. - Pod koniec czerwca przedstawiliśmy organizacjom związkowym projekt porozumienia ws. działań łagodzących skutki postoju i poprosiliśmy o przesłanie uwag do 12 lipca. Z przykrością musimy stwierdzić, że do zapisów tego dokumentu odniósł się zaledwie jeden z 15 związków związkowych. Oczekujemy, że organizacje związkowe jak najszybciej zajmą stanowisko w sprawie treści tego dokumentu, bo na jego ostateczne zapisy oczekują setki pracowników naszego krakowskiego oddziału – dodaje.

To już kryzys

Planowany postój części surowcowej w Krakowie jest konsekwencją trudności, z jakimi boryka się przemysł stalowy w Europie. Spółka przekonuje cały czas, że postój ten będzie miał charakter tymczasowy do momentu poprawy warunków rynkowych. Nie planuje też zwolnień (wstrzymano rekrutację zewnętrzną).

Problemy Mittala nie są odosobnione. W Polsce konsekwencje trudnej sytuacji na stalowym rynku odczuwa także stalowa noga Węglokoksu. Mimo restrukturyzacji w Hucie Pokój, gdzie przeprowadzono program dobrowolnych odejść, sytuacja nie ulega poprawie, a część stalowa bardzo mocno i negatywnie wpływa na wyniki całej grupy Węglokoks.

Z czego to wynika? Sytuację starał się wyjaśnić Eurofer, czyli Europejskie Stowarzyszenie Producentów Stali. - Przemysł stalowy w Europie jest obecnie na rozdrożu. Nie wiadomo, w którą stronę pójdziemy, ponieważ przed nami wyzwania geopolityczne, ekonomiczne i środowiskowe. Chcę powiedzieć jasno: wyzwania te mogą doprowadzić do wymazania przemysłu stalowego z Europy. Gospodarka europejska odnotowała wzrost w ciągu ostatnich sześciu lat. Według Komisji Europejskiej, również w tym i kolejnym roku unijna gospodarka ma wzrosnąć o 1,5 proc. Popyt na stal podążał podobnym torem – w ubiegłym roku odnotowaliśmy duży wzrost, kiedy to popyt wzrósł o 3,3 proc. Natomiast, jak wiadomo, obecnie doświadczamy spowolnienia w światowym handlu, które odbija się w Europie. Uderzyło to szczególnie mocno w popyt na stal – mówił podczas Europejskiego Dnia Stali Geert Van Pooelvorde, prezes Euroferu.

Z prognoz wynika, że popyt na stal w UE, po tym jak w ubiegłym roku wzrósł o 3,3 proc., w tym roku spadnie o 0,4 proc. To już kryzys.

- Przyczyna źródłowa pozostaje ta sama: światowa nadwyżka zdolności produkcyjnych w sektorze stalowym pod koniec ubiegłego roku wyniosła 425 mln ton. W maju Chiny osiągnęły rekordowy poziom produkcji stali, a problem nadal występuje. W związku z nadwyżką mocy produkcyjnych Stany Zjednoczone w czerwcu ubiegłego roku wprowadziły cła na stal i aluminium. Wynoszą one 25 proc. na całość importu do USA, z niewielkimi wyjątkami. To działanie zahamowało eksport do USA, ale stal, która wcześniej była lokowana właśnie tam, odbija się od wybrzeży Ameryki i trafia na otwarty rynek UE. Obecnie dwie z trzech ton, które nie trafiły na rynek USA ze względu na wysokie cła, lądują w Europie – tłumaczy Geert Van Pooelvorde.

Mechanizmy ochrony rynku nie działają

Import do Europy w ujęciu rocznym zwiększył się o 37 proc. od 2017 roku i o kolejne 16 proc. od 2018 r. Powodem tak gwałtownego wzrostu są też niewystarczające środki ochrony rynku. UE nałożyła tymczasowe środki ochronne na import wyrobów stalowych w lipcu ubiegłego roku, ale zdaniem przedstawicieli branży okazały się zbyt słabe. Szansy upatrują teraz w zapowiedziach nowej szefowej Komisji Europejskiej Ursuli vod der Leyen, która przyznała, że konieczne będzie wprowadzenie podatku węglowego dla towarów spoza UE, które wytwarzane są w krajach niemających tak restrykcyjnego podejścia dla klimatu jak UE.

Warto bowiem przypomnieć, że najwięcej stali np. do Polski przyjeżdża od naszych sąsiadów – Rosji i Ukrainy. Rzeczony ArcelorMittal w ukraińskim Krzywym Rogu ma gigantyczne zakłady produkcyjne. Po raz kolejny wraca teraz dyskusja na temat tego, czy polskiej produkcji ostatecznie nie będzie chciał przenieść właśnie tam.

>>> Czytaj też: Rewizje ukraińskiej SB w ArcelorMittal Krzywy Róg. Powodem brak działań na rzecz ochrony środowiska i zdrowia

W lutym tego roku UE wprowadziła cła, ale jednocześnie zwiększyła kontyngenty o 5 proc. Niedawno zostały zwiększone o kolejne 5 proc. - Oznacza to kolejny wzrost kontyngentów w ciągu zaledwie sześciu miesięcy i to w sytuacji, gdy europejski rynek stali skurczy się o 4 proc. To po prostu dalsze niszczenie europejskiego przemysłu stalowego. Te liczby dowodzą, że mechanizmy ochrony rynku UE muszą zostać zmienione – uważa Geert Van Pooelvorde.

Europejskie hutnictwo zatrudnia bezpośrednio 330 000 osób w ponad 500 hutach zlokalizowanych w 22 państwach UE, a jedno miejsce pracy generuje siedem etatów w branżach pokrewnych. Branża produkuje średnio 160 mln ton stali rocznie, przy obrocie na poziomie ok. 170 mld euro.

Niski ślad węglowy nadzieją na przyszłość

Import spoza UE nie jest jednak jedyną bolączką hutników. Kolejnym problematycznym tematem jest europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2 (EU ETS). W przypadku producentów stali istnieje kilka możliwych sposobów dekarbonizacji i różne jej sposoby są testowane przez szereg firm stalowych. Ale aby to działanie się powiodło, europejskie hutnictwo potrzebuje wielkich inwestycji i współpracy.

- Inny temat powiązany z ETS to ucieczka emisji CO2. Ostrzegaliśmy przed nią od kilku lat. Teraz stała się ona rzeczywistością. Kiedy liczba darmowych uprawnień do emisji CO2 będzie stopniowo zmniejszana, tak jak ma to miejsce w ramach ETS, przemysł stalowy w Europie będzie musiał ograniczyć produkcję. Jak możemy temu zapobiec? Tworząc prawdziwą przewagę konkurencyjną dzięki produkcji stali o niskim śladzie węglowym. Wierzę, że to jest miejsce, w którym leży nasza przyszłość. To dla nas szansa – ocenia szef Euroferu.

Prawa do emisji CO2 kosztują obecnie ok. 29 dolarów za tonę. Europejskie prognozy mówią o poziomie nawet 40 euro w kolejnych miesiącach. Z kolei nowa perspektywa EU ETS od 2021 roku spowoduje, że darmowych uprawnień będzie mniej niż dotychczas, co również wpłynie na ich wyższą cenę.

>>> Polecamy: Załamanie w europejskim przemyśle stalowym. Oto wykresy, które pokazują dlaczego jest tak źle