Szczegóły na temat połączeń pomiędzy instytucjami w ramach systemu finansowego odgrywają kluczową rolę w budowaniu stabilności finansowej. Tradycyjna ekonomia nie umiała tego rozpoznać - pisze Mark Buchanan.

Wysoce nietypowa współpraca pomiędzy ekonomistami i naukowcami oferuje niezwykle ważny wgląd tym, którzy chcą naprawiać podatny na kryzysy system finansowy. Nie ma jednak prostego sposobu na to, aby zrozumieć świat tych skomplikowanych sieci.

Ostatni numer Nature Phsysics opisuje zestaw prac, w których fizycy, naukowcy z dziedziny nauk przyrodniczych, a także eksperci ekonomii i finansów, również laureaci nagrody Nobla, tacy jak Joseph Stiglitz, łącza swoje siły, aby sprostać problemom z dziedziny finansów. To co oferują naukowcy, to doświadczenie w badaniu sieci, dzięki któremu można łączyć współzależne obszary, takie jak ekologiczna żywność czy internet.

Wystarczy spojrzeć na jakikolwiek diagram, obrazujący połączenia pomiędzy bankami na świecie oraz innymi instytucjami finansowymi – są one połączone nie tylko za pomocą tradycyjnych kredytów, ale także np. derywatów. Okaże się, że sieć ta jest wyjątkowo złożona.
Rzadko kiedy rozumiemy, jak bardzo ta złożoność wpływa na sposób, w jaki funkcjonują sieci. Dotychczasowa wiedza pozwala nam stwierdzić, że jeśli elementów sieci jest za dużo, powinniśmy zacząć się martwić.

50 lat temu ekolodzy, zainteresowani stabilnością sieci żywności, doszli początkowo do błędnego wniosku, że więcej gatunków i wyższa gęstość połączeń pomiędzy nimi powinna działać na korzyć stabilności ekosystemu. Okazało się jednak, że rozumowanie to było błędne. Późniejsze prace uznanego ekologa Roberta Maya dowiodły, że o ile zdrowe ekologiczne sieci są bogate i zróżnicowane, to już zbyt duża złożoność może uczynić je niestabilnymi i podatnymi na załamanie. Innymi słowy, sieci ze zbyt dużym poziomem złożoności mogą funkcjonować w niewłaściwy sposób w wielu różnych obszarach.

>>> Polecamy: Buchanan: Biologia podpowiada, jak rozwiązać kryzys finansowy

Wybuchowa złożoność

Brzmi znajomo? Złożoność systemu finansowego przez kilka ostatnich dekad rosła z niezwykłą prędkością. Najpierw poprzez rozprzestrzenianie się rozmaitych rodzajów derywatów. W końcu system jednak załamał się.

Materiały przywołane przez magazyn Nature Physics wskazują, że jakiekolwiek głębsze rozumienie musi skupić się na szczegółowym wzorze powiązań pomiędzy instytucjami w ramach danej sieci, albo – mówiąc inaczej – na topologii sieci.

Tematu sieci dotykałem już wielokrotnie na łamach opinii magazynu Bloomberg. Warto jednak po raz kolejny podkreślić, jak wiele z najbardziej podstawowych wniosków, płynących z tego nowego sposobu pracy, stoi w sprzeczności wobec zastanej wiedzy ekonomicznej. Na przykład banki, które tworzą i sprzedają derywaty, często argumentują, że ich rozprzestrzenianie się jest korzystne oraz sprawia, że rynki stają się bardziej „kompletne”. Ma to oznaczać, że większa liczba derywatów przybliża nas do świata, w którym każda forma handlu może zostać przedsięwzięta w każdym momencie. Standardowa teoria finansowa mówi nam, że taka „kompletność” rynku jest powiązana większą stabilnością finansową i pozwala każdemu, kto posiada informacje, wejść na rynek. Jak może być w tym coś złego?

A jednak. Osiąganie coraz większej „kompletności” pociąga za sobą ogromny wzrost złożoności, której skutki są nieuchwytne dla tradycyjnych modeli finansowych. Tradycyjne modele finansowe zakładają bowiem, że działania jednostek lub firm na rynku są zbyt małe, aby na ten rynek wpływać. Tak samo jak kiedyś zwykliśmy myśleć, że nasze łowienie ryb ma minimalny wpływ na obfitość ryb w oceanach. Ale przeprowadzone kilka lat temu studia nad siecią pokazały, że pozornie mały wpływ handlu na rynek staje coraz większy wraz ze wzrostem liczby i złożoności instrumentów finansowych. Rezultatem są gwałtowne wahania rynkowe oraz niestabilność.

Instytucje finansowe wciąż mają sposoby na to, aby zarabiać na tworzeniu i sprzedaży nowych derywatów, nawet jeśli te nie przynoszą żadnych korzyści dla rynku i w zasadzie prowadzą system do problemów (zachęcam do lektury mojego bloga).

>>> Czytaj również: Buchanan: Czy wzrost gospodarczy nas zabije?

Ukrywanie ryzyka

Złożoność pomaga również instytucjom finansowym na ukrywanie ryzyka, które same tworzą. Pomimo reklam międzynarodowego związku o nazwie International Swaps and Derivatives Association, a także innych tego typu organizacji, które tworzą i sprzedają derywaty, te produkty finansowe są tylko czasami używane do zabezpieczeń, znacznie częściej natomiast używa się ich do spekulacji.

W przypadku spekulacji, derywaty są wyjątkowo użyteczne w ukrywaniu informacji, które mogłyby być kluczowe z punktu widzenia właściwej oceny wartości i ryzyka. Weźmy tu pod uwagę przypadek włoskiego Banca Monte dei Paschi di Siena SpA, który ukrył miliony dolary, aby otrzymać finansowany przez podatnika bailout.

Każdy, kto robi jakiekolwiek transakcje z bankiem, wikła się w wielką niewidzialną sieć umów z nieznanymi podmiotami, mając w tej sytuacji bardzo niepełny obraz ryzyka, które się z tym wiąże.

Obecna złożoność rynku pozwala na dotrzymywanie umów, które nigdy nie były podpisane. W świecie pełnej transparentności i zrozumienia, coś takiego byłoby niemożliwe. Niestety tradycyjna teoria finansów, która zakłada, że indywidualni aktorzy rynkowi mają idealną wiedzę i podejmują tylko racjonalne decyzje, ignoruje wspomniane procedery, stając się tym samym źródłem ogromnego ryzyka systemowego.

Każda nauka musi rozpocząć od wglądu w podstawowe fakty, wykrywając przy tym, które rzeczy liczą się naprawdę, a które nie. Perspektywa sieciowa wciąż jest daleko od stawiania pewnych deklaracji i recept wobec regulacji dotyczących derywatów, przejrzystości bankowej, etc. Ale już teraz niektóre z tych wstępnych wniosków przyćmiewają założenia tradycyjnej ekonomii. Zatem każda próba wypracowania lepszych regulacji finansowych powinna uwzględniać perspektywę sieciową.

Jestem fizykiem, zatem nie powinno być niespodzianką, że tego typu podejście jest mi bliskie. Trzeba też dodać, że czołowi ekonomiści także zaczynają zwracać uwagę na tego typu perspektywę. Co jeszcze ważniejsze, ekonomiści są często regulatorami. Jest to o tyle istotne, że ekonomiści będą raczej robić rzeczy, które będą potwierdzały istniejące teorie, regulatorzy natomiast będą robili wszystko to, co jest skuteczne. Autor wielu artykułów z Nature Physics powiedział mi, że już teraz wiele pomysłów zostało już zaadaptowanych i włączonych do użytku przez liczne banki centralne, które zwyczajnie widzą wartość tych rozwiązań.

>>> Zobacz też: Bezmyślne innowacje mogą doprowadzić ludzkość do samozagłady

Pomysły te nie są jakoś straszliwie głębokie: podejście sieciowe po prostu rozpoznaje, że szczegóły na temat połączeń w ramach systemu finansowego – kto jest połączony z kim – odgrywają kluczową rolę w budowaniu stabilności finansowej. Połączenia te determinują sposób, w jaki przebiegają rynkowe zaburzenia i silnie wpływają na to, kto posiada dostęp do jakich informacji.

Ciężko sobie wyobrazić, aby jakikolwiek system regulacji finansowej maił być skuteczny bez brania pod uwagę powyższych wniosków. Byłoby to wręcz niemożliwe. Powinniśmy zatem przestać liczyć na cuda i podjąć ciężką pracę, która jest niezbędna, aby naprawdę zrozumieć mechanizmy działania systemu finansowego, oraz aby zbudować sieci, które są zarówno stabilne jak i społecznie użyteczne.

Mark Buchanan jest fizykiem teoretycznym oraz autorem książki “The Social Atom: Why the Rich Get Richer, Cheaters Get Caught and Your Neighbor Usually Looks Like You”. Regularnie pisze w Bloomberg View.